Renata Staszowska
E-mail: renata@zwrot.cz
ŁOMNA DOLNA / W niedzielę 26 lipca odbyła się 26. edycja Biegu na Kozubową. Słoneczna pogoda i temperatura wynosząca około 25 stopni Celsjusza stworzyły dobre warunki do rywalizacji na jednej z najbardziej wymagających górskich tras w regionie. Na starcie stanęło 217 zawodników z Czech, Polski i Słowacji.
Bieg rozpoczął się o godz. 10.00 przy piekarni w Łomnej Dolnej. Pięciokilometrowa trasa z przewyższeniem 500 metrów prowadziła przez Polanę i przełęcz Pod Kykulą do schroniska na Kozubowej.
Zawodnicy rywalizowali w dwunastu kategoriach wiekowych kobiet i mężczyzn – od juniorów po uczestników mających ponad 70 lat. Organizatorem biegu był oddział narciarski TJ Dolní Lomná.
Filip Cienciala i Michaela Brtníčková najszybsi
W rywalizacji mężczyzn bezkonkurencyjny okazał się Filip Cienciala, reprezentujący Olisan. Drugie miejsce zajął Bartosz Misiak z polskiego klubu LA Sportiva. Jako trzeci na mecie zameldował się František Vagenknecht z Lintišáci Děčín, który zwyciężył również w kategorii mężczyzn powyżej 50. roku życia.

Wśród kobiet triumfowała Michaela Brtníčková, osiągając czas 28:33. To trzeci najlepszy wynik w historii Biegu na Kozubową. Tegoroczna zwyciężczyni Maratonu Praskiego i aktualna mistrzyni Czech w maratonie potwierdziła tym samym wysoką formę.
Drugie miejsce zajęła Eliška Kaniová z TJ Jakl Karviná, która wygrała również kategorię kobiet powyżej 35 lat. Trzecia była Linda Mrázková z Lintišáci Děčín, najlepsza w kategorii kobiet powyżej 45 lat.
Najstarsi uczestnicy wzbudzili podziw
Uznanie należało się wszystkim zawodnikom, którzy pokonali wymagającą trasę, jednak szczególny podziw wzbudzili najstarsi uczestnicy.
Jiří Javůrek z klubu Maratonstav Úpice ukończył bieg w czasie około 48 minut, mając 78 lat. Jeszcze starszy Edward Tyka ze Świętochłowic, liczący 83 lata, dotarł do mety po około 56 minutach. Obaj pokazali, że sportowa aktywność nie zna wieku.
Nagrody, loteria i podziękowania
Po zakończeniu rywalizacji przy muzeum w Łomnej Dolnej odbyła się ceremonia wręczenia nagród. Na uczestników czekała również loteria fantowa z nagrodami ufundowanymi przez miejscowe firmy i przedsiębiorców.
Każdy zawodnik, który zgłosił się w wyznaczonym terminie, otrzymał pamiątkową koszulkę z logo biegu oraz numer startowy ze swoim imieniem.
Imprezę prowadził Roman Wróbel, wójt Bystrzycy, który zadbał o dobrą atmosferę podczas całego wydarzenia.

Weterani, bez których trudno wyobrazić sobie ten bieg
Na starcie nie mogło zabraknąć dwóch doskonale znanych uczestników Biegu na Kozubową – Władka Martynka i Romana Słowioczka. Obaj od lat wiernie stają na linii startu i należą do grona weteranów imprezy.
Zapytany przed biegiem, kto tym razem okaże się szybszy, Władek odpowiedział z uśmiechem:
– Wczoraj obaj biegliśmy jeszcze w biegu charytatywnym w Śmiłowicach, więc trudno powiedzieć. Chyba Roman będzie dzisiaj lepszy.
Rywalizacja między nimi od dawna ma jednak przede wszystkim przyjacielski charakter.
– Dla nas bieganie to przede wszystkim relaks i dobra zabawa. Nie jesteśmy dla siebie konkurencją – podkreślił Władek Martynek.
Tym razem o niespełna minutę szybszy okazał się Władek, który jako pierwszy z tej sympatycznej dwójki zameldował się na mecie.
Bieganie, które łączy całą rodzinę
Wśród uczestników nie mogło zabraknąć rodziny Dudysów, która na start przyjechała w komplecie – mama, tata oraz trzej synowie. Motorem napędowym całej rodziny jest mama, była kapitan zwycięskiej drużyny Olza Run. To właśnie ona zaraziła najbliższych pasją do biegania.

– Ruch sprawia nam radość i jest sposobem na wspólne spędzanie czasu – podkreślają Dudysowie. Jak widać, sport potrafi nie tylko poprawiać kondycję, ale także wzmacniać rodzinne więzi.
Bracia Kadłubcowie – od jednego pomysłu do wspólnego startu
Na trasie nie zabrakło również braci Kadłubców. Krzysztof, Andrzej i najmłodszy Grzegorz pobiegli razem, choć – jak przyznali – wszystko zaczęło się od pomysłu najstarszego z nich, Krzysztofa. To on namówił braci do wspólnych startów.

– Po prostu lubimy się ruszać i lubimy biegać – mówili zgodnie przed zawodami. Tym razem kibicowali im dziadkowie, ponieważ rodzice byli w pracy.
Debiut, który zapamięta na długo
Dla Józefa Szücsa tegoroczny Bieg na Kozubową był wyjątkowy – po raz pierwszy w życiu stanął na starcie tego wymagającego górskiego biegu. Towarzyszyła mu wnuczka, która mocno dopingowała dziadka.

Na mecie nie ukrywał zmęczenia, ale jeszcze większa była satysfakcja.
– Było ciężko, ale udało się. Jestem bardzo zadowolony, że ukończyłem ten bieg – mówił z uśmiechem tuż po przekroczeniu linii mety.
Wyniki:

























































































Tagi: bieg na Kozubową, Odpust św. Anny na Kozubowej
Komentarze


