CIESZYN / Tradycją już jest, że w grudniu w jednym miejscu można zapoznać się ze wszystkimi kalendarzami regionalnymi wydawanymi na Śląsku Cieszyńskim. Książnica Cieszyńska zorganizowała ósmą już edycję spotkania z przedstawicielami zespołów redakcyjnych wychodzących w naszym regionie kalendarzy.

    W piątkowe popołudnie 17 grudnia za stołem prezydialnym usiedli redaktorzy ośmiu periodyków na rok 2022. W sumie tego roku w naszym regionie ukazało się dziewięć kalendarzy regionalnych. Na spotkanie nie mógł dojechać przedstawiciel „Kalendarza Ewangelickiego”.

    Zaprezentowane zostały: „Kalendarz Cieszyński”, „Kalendarz Śląski”, „Kalendarz Beskidzki”, „Kalendarz Ustroński”, „Kalendarz Miłośników Skoczowa”, „Kalendarz Goleszowski”, „Kalendarz z Istebnej, Jaworzynki i Koniakowa”, oraz „Kalendarz Ewangelicki – Evangelický kalendář”.

    Czy era papierowych wydawnictw się kończy?

    Spotkanie prowadził pracownik Książnicy Witold Kożdoń. Po prezentacjach dopytywał przedstawicieli wydawnictw m.in. o problemy wydawnicze. O to, czy sądzą, że era wydawnictw papierowych zmierza do końca.

    Redaktor „Kalendarza Cieszyńskiego” Leszek Pindur stwierdził, że myśli, że będzie tak samo, jak z płytami. – Choć nośniki kompaktowe zalały rynek, to jednak wciąż są miłośnicy płyt winylowych – zauważył.

    Redaktorzy poszczególnych tytułów mówili o bardzo różnych doświadczeniach. Przykładowo reprezentująca „Kalendarz Skoczowski” Angelika Ogrocka przyznała, że rozmowy na temat możliwości wydawania „Kalendarza” w formie cyfrowej w ich zespole redakcyjnym były. I pomysł ten spotkał się z kategorycznym sprzeciwem.

    Reprezentujący „Kalendarz Śląski” Marian Siedlaczek natomiast zauważył, że sporo Zaolziaków (którzy są głównymi adresatami „Kalendarza”) wyprowadza się z naszego regionu. Podejmują po studiach pracę w Pradze, Brnie, Krakowie czy Warszawie, a czasem i za oceanem. Nadal są oni jednak zainteresowani nie tylko podtrzymywaniem więzów rodzinnych, ale także więzów z kulturą regionu. Im cyfrowe wersje wydawnictw regionalnych umożliwiają ten kontakt.

    Podobnego zdania jest redaktor „Kalendarza z Istebnej, Jaworzynki i Koniakowa” Andrzej Suszka. Przyznał, że jego krajanie, którzy wyemigrowali za granicę, chętnie korzystają z podsyłanych im linków do informacji z regionu, z którego pochodzą i o nim bynajmniej nie zapomnieli.

    Jak przyciągnąć młodych?

    Dyrektor Książnicy Krzysztof Szelong był natomiast ciekawy, czy na kolegiach redakcyjnych pada pytanie, jak dotrzeć do młodych. Redaktorzy niektórych periodyków, m.in. dwujęzycznego „Kalendarza Ewangelickiego” przyznali, że starają się wciągać do zespołu redakcyjnego młodzież, by ich rówieśnicy sięgali po wydawnictwo.

    Inni, jak np. Leszek Pindur wychodzą z założenia, że czternastolatki i tak po wydawnictwa o historyczno-regionalnej tematyce nie sięgają. Nieco starsi zaś niczym nie różnią się od Czytelników w każdym innym wieku. – Staramy się po prostu, by tematyka „Kalendarza” była na tyle różnorodna, by każdy znalazł w nim coś, co go interesuje – skwitował Pindur.

    I dodał, że w kwestii młodości, to w przypadku ich periodyku najmłodszy członek kolegium redakcyjnego został redaktorem naczelnym wydawnictwa.

    Głos zabrał także obecny na sali dr. Tadeusz Kania – emerytowany wykładowca Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie. Oznajmił, że w swej pracy pedagogicznej, jako promotor wielu prac magisterskich, spotkał się z częstym korzystaniem przez studentów z kalendarzy.

    – Najczęściej cytowane w pracach magisterskich są „Kalendarz Beskidzki” i „Kalendarz Śląski”. Ale to ze względu na to, że obejmują największy teren. W pracach magisterskich studentów piszących o konkretnych miejscowościach, często pojawiają się także cytaty z kalendarzy tych miejscowości – wyjaśnił.

    Zaolziańskie wątki w kalendarzach na 2022 rok

    O „Kalendarzu Śląskim” pisaliśmy tutaj. Podczas spotkania w Książnicy publikację omówił redagujący ją od trzech lat Marian Siedlaczek.

    „Kalendarz Śląski” nie jest jedynym wydawnictwem, w którym znajdziemy teksty o Zaolziu. Tradycyjnie „Kalendarz Beskidzki” wydawany przez Towarzystwo Miłośników Bielska-Białej i Podbeskidzia obejmuje szeroki teren od Soły po Ostrawicę. – Dopóki tam będą żyli Polacy i ludzie przyznający się do polskości, to my będziemy o nich pisać – powiedział o zaolziańskich wątkach w „Kalendarzu Beskidzkim” redagujący go Jan Picheta.

    Również „Kalendarz z Istebnej, Jaworzynki i Koniakowa” zawiera teksty o Zaolziu, jak i teksty zaolziańskich autorów. Jego redaktor Andrzej Suszka przyznał, że dopiero niedawno poznał ludzi z drugiej strony granicy, z okolic Jabłonkowa. Odtąd ich teksty wzbogacają redagowany przez niego „Kalendarz”. A wzajemne kontakty wzbogacają kultywowanie tradycji w okolicy Trójwsi Beskidzkiej i Jabłonkowa.

    Również w „Kalendarzu Cieszyńskim” znajdziemy wątki zaolziańskie. Choćby ten zatytułowany „Z Wędryni na morza i oceany”.

    Podczas spotkania można było nabyć niektóre pozycje

    Podczas spotkania można było nabyć te z omawianych tytułów, które już ukazały się drukiem. Niektóre bowiem dopiero schodzą z pras drukarskich. Ewenementem w kwestii finansowania jest zaś „Kalendarz Goleszowski”. Zarówno jego wersja cyfrowa dostępna na stronach internetowych Urzędu Gminy Goleszów, jak i papierowa, są bezpłatne.

    (indi)

    Tagi: , , , , , , , , , , ,

      Komentarze



      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      REKLAMA Walizki
      REKLAMA
      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2023-2024.
      Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego.