Halina Szczotka
E-mail: halina.szczotka@zwrot.cz
CIESZYN / O stroju cieszyńskim i gorolskim, cieszyńskiej biżuterii, edukacji regionalnej oraz folklorze po obu stronach Olzy opowiada w najnowszym odcinku podcastu „Zwrotowisko” etnolożka i artystka Agnieszka Pawlitko.
Rozmowa ukazuje się przed 79. Gorolskim Świętem, które odbędzie się w Jabłonkowie od 31 lipca do 2 sierpnia. To właśnie podczas takich wydarzeń wiele osób wyciąga z szaf rodzinne stroje, nieraz kompletowane przez kilka pokoleń. Pojawia się jednak pytanie: czy można założyć tylko jeden ich element, łącząc go ze współczesnym ubraniem?
Strój ludowy i ubranie folkowe to nie to samo
Agnieszka Pawlitko rozróżnia pełny strój ludowy od współczesnego ubrania inspirowanego tradycyjnym wzornictwem. Jeżeli ktoś decyduje się założyć strój, powinien — w miarę możliwości — zadbać o jego kompletność i zgodność z miejscową tradycją. Dotyczy to nie tylko sukni, koszuli czy bruclika, lecz także nakrycia głowy, fryzury, obuwia i biżuterii.
Inaczej wygląda sytuacja, gdy sięgamy jedynie po folkową inspirację. Sukienka uszyta z modrzyńca czy koszulka z regionalnym wzorem może nawiązywać do kultury Śląska Cieszyńskiego, ale nie staje się przez to strojem ludowym.
Takie rozróżnienie pozwala korzystać z regionalnych wzorów bez udawania, że współczesna stylizacja jest wiernym odtworzeniem tradycyjnego ubioru.
Co można unowocześnić?
Zdaniem Agnieszki Pawlitko współczesność może wejść do stroju przede wszystkim poprzez dobór materiałów. Dawne gospodynie korzystały z tkanin, które miały do dyspozycji. Gdyby mogły wybrać materiał mniej gniotący się i niewymagający wielogodzinnego krochmalenia, być może również by po niego sięgnęły.
Problemem bywa dziś samo zdobycie odpowiedniej tkaniny. Materiałów na niektóre elementy stroju cieszyńskiego trzeba szukać także poza regionem, na przykład na Morawach.
Większe zastrzeżenia budzi dowolne dokładanie elementów, które historycznie do danego stroju nie należały. W rozmowie pojawiają się między innymi korale przy stroju cieszyńskim, rozpuszczone włosy czy sportowe buty.
Nie wszystko trzeba mieć od razu
Kompletny strój jest kosztowny i najczęściej powstaje stopniowo. Tak było również w przypadku Agnieszki Pawlitko. Poszczególne elementy swojej cieszyńskiej biżuterii zdobywała przez lata. Gdy pojawiła się możliwość kupienia srebrnego pasa, zdecydowała się nawet zaciągnąć kredyt.
Swoją pierwszą suknię cieszyńską uszyła przed obroną pracy magisterskiej z etnologii. Pomagała jej doświadczona krawcowa, ale wiele prac, między innymi czasochłonne marszczenie materiału, wykonała sama. Pieniądze przeznaczyła na ten cel jej babcia.
Folklor po obu stronach Olzy
Rozmowa o stroju prowadzi do szerszego pytania o znaczenie folkloru na Śląsku Cieszyńskim. Po obu stronach granicy stroje są dobrze zachowane, a zespoły i osoby prywatne przywiązują dużą wagę do ich autentyczności.
Po czeskiej stronie folklor może mieć dodatkowo znaczenie tożsamościowe — dla części mieszkańców polskie tańce, gwara i stroje są sposobem wyrażania przynależności do polskiej społeczności. Po polskiej stronie ten wymiar nie musi być równie wyraźny, jednak także tam dzieci i młodzież licznie uczestniczą w zespołach oraz zajęciach regionalnych.
Wspólnym językiem obu części Śląska Cieszyńskiego pozostaje również gwara. Agnieszka Pawlitko opowiada o konkursie „Po cieszyńsku, po obu stronach Olzy”, w którym uczestniczą dzieci z obu stron Olzy.
Dziecko powinno nie tylko słuchać, ale też tworzyć
Od 2019 roku w Centrum Folkloru Śląska Cieszyńskiego prowadzone są warsztaty przybliżające dzieciom stroje, dawne zwyczaje, pasterstwo i regionalne rękodzieło. Punktem wyjścia była między innymi potrzeba zgłaszana przez nauczycieli, którzy nie zawsze wiedzieli, jak opowiadać uczniom o lokalnym dziedzictwie.
Według Agnieszki Pawlitko sama wiedza nie wystarcza. Dziecko powinno podczas zajęć wykonać coś własnymi rękami i zabrać tę rzecz do domu. Dzięki temu po kilku latach nadal pamięta nie tylko warsztaty, lecz także związane z nimi pojęcia i historie.
Od Pawła Wałacha do „Etnologa na tropie”
Ważnym wątkiem rozmowy jest malarz Paweł Wałach. Agnieszka Pawlitko poznała go podczas przygotowywania pracy magisterskiej. Początkowo chciała pisać szerzej o beskidzkim pejzażu, jednak obrazy artysty, pełne ludzi, obyczajów i regionalnych znaczeń, sprawiły, że poświęciła pracę właśnie jego twórczości.
Po śmierci Pawła Wałacha zainicjowała konkurs malarski upamiętniający artystę. Pierwsza edycja nosiła tytuł „Los tak chciał” — od słów, które malarz wpisał do jej pracy magisterskiej. W czerwcu odbyła się już trzecia edycja konkursu, adresowanego do dzieci i młodzieży, w tym uczestników z Zaolzia.
Dokumentowaniu tradycji służy także projekt „Etnolog na tropie”. Podczas podróży po Polsce, Czechach, Morawach i Słowacji Agnieszka Pawlitko fotografuje stroje, obrzędy, muzea i mniej znane miejscowości. Publikowane materiały mają podpowiadać odbiorcom, na co warto zwrócić uwagę podczas własnych wyjazdów.
„Jak my tego nie będziemy robić, to kto to będzie robił?”
To pytanie najlepiej podsumowuje rozmowę. Folklor nie przetrwa wyłącznie jako eksponat zamknięty w muzealnej gablocie. Potrzebuje ludzi, którzy zakładają stroje, mówią gwarą, uczą dzieci, dokumentują zwyczaje i przekazują wiedzę kolejnym pokoleniom.
Całej rozmowy z Agnieszką Pawlitko można posłuchać w najnowszym odcinku podcastu „Zwrotowisko” na YouTubie i Spotify.



