Sylwia Grudzień
E-mail: sylwia@zwrot.cz
Dziś, 25 lutego, mija rocznica dramatycznego wydarzenia, które w 1945 roku dotknęło mieszkańców Trzyńca. Na miasto spadła bomba lotnicza zrzucona przez samolot sowiecki. Celem ataku miał być prawdopodobnie budynek, w którym stacjonowali niemieccy żołnierze. Bomba trafiła jednak w dom Johanny i Karola Duszów.
Wydarzenia te miały miejsce pod koniec II wojny światowej, gdy Armia Czerwona posuwała się na zachód, a mieszkańcy całego Śląska Cieszyńskiego żyli w napięciu, wierząc równocześnie, że najgorsze mają już za sobą. Tego dnia nad miastem pojawiły się sowieckie samoloty. Ich celem miał być budynek stojący nieopodal kościoła katolickiego św. Alberta w Trzyńcu, w którym stacjonowali niemieccy żołnierze.
– Niemcy stacjonowali w budynku po drugiej stronie ulicy, naprzeciwko domu moich dziadków. Rosyjskie samoloty latały w kierunku Ostrawy, bo przygotowywano tam dużą operację. Ponoć jeden z Niemców w desperacji wziął karabin maszynowy i zaczął strzelać do samolotów. Lotnik się wkurzył, zatoczył koło i zrzucił bombę. Jednak ona spadła 30 metrów dalej — wprost na dom moich dziadków. Zabiła w sumie siedmioro ludzi, w tym mojego dziadka i dwie starsze siostry mojej babci: Elżbietę i Gertrudę — mówi pan Rudolf Klus, syn Danieli, która tego dnia ocalała.
Zginęło siedmioro cywilów
Mama pana Rudolfa, która wówczas była sześcioletnią dziewczynką, bawiła się w tym czasie u sąsiadki. W domu nie było również jej mamy i jednej z sióstr – dzięki temu wszystkie trzy się uratowały. Według jej relacji – przekazanej synowi – tego dnia spadło dużo mniejszych bomb w okolicach dzielnicy Folwark. Zachowały się zdjęcia dokumentujące skalę zniszczeń domu państwa Duszów. Ponoć – jak mówi pan Rudolf – w szerokiej okolicy zburzonego domu walały się partytury jego dziadka. Nuty rozniesione przez podmuch dotarły aż do sąsiedniej dzielnicy Borek.
W wyniku nalotu bombowego w Trzyńcu 25 lutego 1945 roku o godzinie 19.10 zginęło siedmioro cywilów. Oprócz Karola Duszy i jego córek, śmierć ponieśli Ludwik Twardzik, Erna Dusza oraz Anna Nowak i jej czteroletni syn. Choć była to końcówka wojny, Niemcy nie omieszkali wykorzystać tej tragedii w celach propagandowych. Ofiary sowieckiego nalotu zostały pochowane na pobliskim cmentarzu pod flagami nazistowskich Niemiec.
Kościół, cmentarz i praca
Johanna Dusza musiała zmierzyć się ze stratą męża i dwóch córek oraz została bez dachu nad głową. Najpierw mieszkała pokątnie u rodziny, później otrzymała mieszkanie.
– Ponoć dla babcia po tej tragedii istniały tylko kościół, cmentarz i praca. Moja mama była najmłodszą córką, urodziła się 8 sierpnia 1938. Po wojnie poszła do polskiej szkoły na ul. Dworcowej w Trzyńcu, po skończeniu podstawówki musiała iść pracować, bo babci nie było stać na szkolę. A szkoda, bo mama była bardzo uzdolniona plastycznie – mówi pan Rudolf Klus.
(Nie)pamięć o tych wydarzeniach
Osób, które pamiętają wydarzenia z 25 lutego 1945 roku, jest niewiele. Próżno szukać informacji o tej tragedii na ekspozycjach muzealnych, tablicach pamiątkowych czy pomniku. Ślady tego wydarzenia można znaleźć w księdze zgonów Parafii Ewangelickiej Wyznania Augsburskiego w Trzyńcu — przy dacie 25 lutego 1945 widnieją nazwiska Ludwika Twardzika, Karola Duszy, Anny Nowak i Alfreda Nowaka z adnotacją ołówkiem „smrt při náletu” — oraz w Kronice Miasta Trzyńca.
Nazwiska ofiar bomby zrzuconej przez sowiecki samolot zostały również umieszczone na tablicach pod Pomnikiem Ofiar II Wojny Światowej, który stoi na cmentarzu na Folwarku w Trzyńcu. Prawdopodobnie tuż po wojnie przeniesiono je z pierwotnego krzyża, znajdującego się obok grobów ofiar.
– Chciałbym, żeby więcej ludzi o tym wiedziało, bo w zasadzie mało kto wie, że w Trzyńcu zabiła kogoś bomba w czasie II wojny światowej. Miasto zniszczyło miejsce pochówku właściwie jeszcze za komunistów. Znajduje się ono na cmentarzu koło kościoła. Był tam krzyż na głównej alejce, który upamiętnił to wydarzenie, to był duży krzyż, obok były groby ofiar. To miejsce jest totalnie zniszczone jako miejsce pamięci. Gdyby chociaż jakiś krzyż dali i opis, to by było wiadomo – mówi pan Rudolf Klus z żalem w głosie.
Reżim komunistyczny skutecznie wyrugował z pamięci miasta to wydarzenie. W tamtych czasach wiele miejsc upamiętniających ofiary działań sowieckich, a także te niepasujące do oficjalnej „narracji wyzwolenia”, było celowo niszczonych lub przemilczanych. Armia Czerwona była po wojnie w Czechosłowacji uznawana za siłę wyzwoleńczą od nazizmu, więc wydarzenia mogące ukazać ją jako sprawcę przypadkowych ofiar wśród cywilów były pomijane lub marginalizowane w oficjalnej narracji.
Niech ta rocznica przypomina, że pamięć nie jest dana raz na zawsze — to my decydujemy, które historie ocaleją, a które zostaną zapomniane.
Więcej na temat pamiątek rodzinnych Rudolfa Klusa w styczniowym numerze miesięcznika „Zwrot”.



