16 czerwca 2010 roku. Na teren lotniska na warszawskim Bemowie wchodzi od 80 do nawet 100 tysięcy fanów ciężkich brzmień. Są świadkami historii – oto po raz pierwszy na jednej scenie wystąpią cztery największe zespoły amerykańskiej sceny thrash metalowej – Metallica, Slayer, Megadeth i Anthrax. Stojąc w tym tłumie, ciągnącym się przez niemal całe lotnisko, nigdy bym nie przypuszczał, że porównywalna liczba ludzi może przyjść na koncert tylko jednej z czterech wymienionych kapel. To właśnie Metallica we wtorkowy (19 maja) wieczór pobiła rekord frekwencji na Stadionie Śląskim w Chorzowie.

    Czwórka z Bay Area przyciąga tłumy

    Koncert z 2010 roku zapamiętam najpewniej do końca życia, bo istotnie był wydarzeniem bezprecedensowym. Do dziś zachowałem bilet wstępu na płytę lotniska. Trzeba było wtedy za niego zapłacić… 160 złotych. Obecnie ta kwota wydaje się śmieszna – za taką samą wejściówkę na wtorkowy koncert Metalliki rachunek wynosił 660 złotych.

    Nie odstraszyło to jednak fanów zespołu – na Stadionie Śląskim pojawiło się ponad 90 tysięcy widzów, najwięcej w historii obiektu. Warto dodać, że Czterej Jeźdźcy w ostatnich latach często przyjeżdżają do Polski – poprzednio grali dwa koncerty w Warszawie w 2024 roku, a wcześniej nad Wisłą występowali w 2019, 2018, 2014, 2012, 2010 i 2008 roku. Mimo tego popyt na ich występy nie słabnie.

    Ten rekord frekwencji w popularnym „Kotle Czarwonic” udało się pobić także przy wsparciu Zaolziaków oraz mieszkańców polskiej strony Śląska Cieszyńskiego. W drodze powrotnej zetknąłem się z kilkoma autami na cieszyńskich „blachach”, a w mediach społecznościowych kilku znajomych z Zaolzia widziałem rolki z koncertu. Jeśli chcecie się podzielić swoimi wrażeniami, komentarze są do waszej dyspozycji

    20 minut krócej

    Metallica na tej trasie – promującej wydany w 2023 roku album „72 Seasons” – gra sety składające się z zaledwie 15 utworów. Bisów nie ma. Gdyby zsumować długości poszczególnych kompozycji, jakie zagrane zostały w Chorzowie, trwałyby one łącznie godzinę i trzydzieści minut. Pozostały czas blisko dwugodzinnego koncertu wypełniają czy to rozmowy z publicznością, czy to rozbudowane wstawki muzyczne.

    Giganci metalu do Chorzowa nie przyjechali po raz pierwszy. Poprzednio grali na Stadionie Śląskim w 2008 roku, gdy set składał się z 18 utworów (w tym trzech bisów) trwających łącznie godzinę i 50 minut. Mogłoby się więc wydawać, że panowie – przecież o 18 lat starsi, wszyscy w okolicach sześćdziesiątki – mają prawo do krótszego występu. Szczególnie, że ich twórczość składa się w większości z szybkich i agresywnych kompozycji, których odegranie wymaga sporego wysiłku fizycznego.

    Po koncercie jednak pomyślałem, że tu nie chodzi tylko o wiek Jamesa Hetfielda, Larsa Ulricha, Kirka Hammetta i Roba Trujillo. To także kwestia wieku… fanów.

    Znak czasów

    To dość smutna refleksja; gdy przypomnę sobie show Wielkiej Czwórki z 2010 roku i te tłumy pod sceną machające głowami, szalejące w pogo, zdzierające gardła na każdym utworze, to obraz ten ma niewiele wspólnego z publiką, która przychodzi na metalowe koncerty współcześnie. Po powrocie z Bemowa w 2010 roku musiałem wyrzucić swoje glany, które ledwie trzymały się na szwach. Na Stadion Śląski poszedłem w tenisówkach, które po wyjściu ze stadionu wyglądały dokładnie tak samo, jak wcześniej.

    Znamiennym był również obrazek, gdy Metallica grała ballady. Amerykanie występowali na owalnej scenie ustawionej na środku stadionu i raz po raz pojawiali się w sektorze, w którym stałem. Byłem na tyle blisko, że muzycy znajdowali się w zasięgu mojego wzroku.

    Tymczasem, gdy z głośników płynęły dźwięki numerów takich jak Nothing Else Matters, The Day That Never Comes, One czy The Unforgiven, widok przesłaniało mi morze smartfonów. Owszem, być może jestem staroświecki, ale trudno mi to zrozumieć.

    Pomyślicie sobie – o, stary zrzęda narzekający na standardy XXI wieku. Tylko to nie do końca tak. Sam niedawno byłem na koncercie Erica Claptona w Krakowie i nagrałem sobie kilka filmików, z których zmontowałem rolkę na Instagrama. Nie chodzi mi więc o sam fakt użycia technologii.

    Chodzi o to, że Metallica – w przeciwieństwie do Erica Claptona – z każdego koncertu udostępnia szereg różnego rodzaju materiałów audiowizualnych. Na Youtube wrzuca 3-4 profesjonalne nagrania video z poszczególnych zagranych utworów. Na swojej stronie internetowej publikuje dziesiątki zdjęć z każdego show. Czterej Jeźdźcy są medialną bestią, która nawet umożliwia fanom zakup oficjalnego nagrania audio o jakości studyjnej z każdego jednego wieczoru z trasy. O świetną pamiątkę z występu – dużo, naprawdę dużo lepszą niż amatorskie nagranie ze smartfona – naprawdę nie trudno.

    Było co przeżywać

    Powyższe wnioski może i brzmią nieco zgorzkniale, ale chcę podkreślić, że sam koncert oceniam bardzo pozytywnie. Metallica od zawsze byłą zespołem koncertowym, który do kwestii technicznych przykładał wiele uwagi. I mimo spędzonych 45 lat na scenie nic się w tej kwestii nie zmieniło.

    Duże wrażenie robiła sama scena – ustawiona na środku stadionu zacieśniała więź między fanami a muzykami. Wokół stało kilka wielkich masztów z ekranami, pokazującymi nie tylko Hetfielda i spółkę, ale też stylizowane grafiki odtwarzane podczas poszczególnych utworów. Jakość brzmienia też była bardzo dobra, klarowna, oddająca potęgę thrash i heavy metalowych riffów.

    Podobać się mogła także setlista. Show otworzył mocny duet z Ride the Lightening – Creeping Death i For Whom the Bell Tolls. Smaczkiem, granym w Polsce po raz ostatni w 2012 roku, był Of Wolf and Man z popularnego Czarnego Albumu. Publika mogła sobie potem pośpiewać przy hard rockowym Memory Remains. Nie zabrakło także koncertowych klasyków – wybrzmiały między innymi Fuel, Nothing Else Matters, Seek & Destroy, Master of Puppets czy Enter Sandman.

    Ciekawym punktem wieczoru było odegranie przez gitarzystę Kirka Hammetta i basistę Roba Trujillo fragmentu utworu „Chciałbym być sobą” z repertuaru grupy Perfect. To już powoli stały element każdego koncertu Metalliki, gdy duet ten oddaje hołd zespołom z poszczególnych krajów, w których występuje.

    Podobać się mogła także forma samego zespołu. Hetfield za mikrofonem brzmiał potężnie, Ulrich trzymał tempo nawet w najszybszych utworach, solówki Hammetta przyprawiały o ciarki na plecach (no, z jedną wpadką przy „One”), a bas Trujillo świetnie wybrzmiewał pod riffami.

    Wspomnienie pozostaje

    Chorzowski koncert Metalliki był jej piętnastym w Polsce. Niewykluczone, że będzie to dla gigantów thrash metalu jeden z najbardziej dochodowych wieczorów na całej tegorocznej trasie. Dla wielu fanów, którzy pojawili się na Stadionie Śląskim, będzie z pewnością czymś niezapomnianym.

    Trzeba więc przyznać, że Hetfield, Ulrich, Hammett i Trujillo trafili z setem – parafrazując tytuł jednego z utworów, „the memory will remain”.

      Komentarze



      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 ogłoszonego przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
      Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego