indi
E-mail: indi@zwrot.cz
Niedawno wydana powieść „Dobra Pani w złym świecie” autorstwa Jonasza Milewskiego przywraca pamięć o hrabinie Gabrieli von Thun und Hohenstein – postaci przez lata niemal zapomnianej, a zasługującej na trwałe miejsce w historii Śląska Cieszyńskiego.
„Dobra Pani w złym świecie” to zbeletryzowana opowieść oparta na faktach, która nie tylko przywraca pamięć o zapomnianej postaci, ale też pokazuje, jak wiele można zdziałać dzięki empatii, przywiązaniu do miejsca i konsekwencji.
Zaczęło się od tablicy przy pałacu
Postać hrabiniy Gabrieli von Thun und Hohenstein autor odkrył przypadkiem, podczas wycieczki do Kończyc Wielkich.
– Byłem wtedy w Ustroniu na kawie i cieście, i pomyślałem, że chciałbym jeszcze gdzieś pojechać, zobaczyć coś, czego wcześniej nie znałem w naszym regionie. Zerknąłem na mapę i trafiłem na winnicę w Kończycach. Na miejscu okazało się, że obok stoi piękny pałac. Zacząłem czytać informacje na tablicach i tam pojawiło się nazwisko hrabiny Thun – wspomina Milewski.
To, co go poruszyło najbardziej, to fakt, że hrabina po wojnie została wywłaszczona z całego majątku, a mimo to nie opuściła regionu. Zamieszkała w Cieszynie, korzystając z pomocy dawnych pracowników i sąsiadów.
Pamięć, która przetrwała w domach
– Mało kto w regionie wie, kim naprawdę była. Najwięcej śladów pamięci zachowało się w Kończycach i okolicach, gdzie ludzie wciąż wspominają jej pomoc dla przodków albo słyszeli o niej z domowych opowieści – mówi autor.
Zebrane świadectwa i archiwalne ślady
Książka powstała na podstawie szeroko zakrojonych kwerend archiwalnych, ale też dzięki rozmowom z osobami pamiętającymi hrabinę. Najwięcej wspomnień pochodzi od sióstr Dalskich.
– Bywała u nich codziennie. Zapamiętały, że do późnej starości chodziła wyprostowana jak struna, zawsze z nakryciem głowy. Mówiła do dzieci po cieszyńsku z naleciałością niemiecką, a z dorosłymi – po niemiecku. Takie detale mnie interesowały. One budują obraz postaci – wyjaśnia Milewski.
W powojennym Cieszynie hrabiną zaopiekowały się siostry Maria i Elżbieta Miksch, wcześniej związane z jej majątkiem. Dostały mieszkanie komunalne, w którym udostępniły Gabrieli własny pokój. – Z czasem ludzie zaczęli przynosić jej drobne meble odzyskane z jej dawnego pałacu. Z pomocą sąsiadów urządzała się na nowo – mówi Milewski.
Ostatni rozdział życia w Cieszynie
Hrabina zmarła w kamienicy przy ówczesnej ulicy 1 Maja 6, w mieszkaniu, które po wojnie dzieliła z siostrami Miksch. – Córki doktora Edmunda Dalskiego pamiętają, jak ojciec, który się nią opiekował, wypisywał akt zgonu. Ich relacja potwierdza się także w dokumentach, adres widnieje w akcie zgonu. Zachował się również list syna hrabiny, datowany na miesiąc przed śmiercią, w którym dziękował doktorowi za opiekę i cytował słowa matki, że czuje się już lepiej. To wszystko pokazuje, że do końca była w znanym sobie otoczeniu i pod opieką bliskich jej osób.
Nie jałmużna, lecz godna pomoc
Hrabina znana była z działalności dobroczynnej, ale, jak podkreśla autor, nie rozdawała jałmużny, tylko organizowała pomoc przez pracę. – Mówiła: „wygrabcie podjazd, zapłacę”. Ludzie czuli, że mogą uczciwie zarobić. Jako arystokratka miała świadomość, że sama propozycja pracy z jej ust była już pewnego rodzaju zobowiązaniem. Myśleli zapewne „Jak grofka pyto, czy nie chcesz porę groszy zarobić, to nie odmówisz”.
Burzliwa biografia syna hrabiny
W książce nie pominięto również trudnych wątków związanych z rodziną Thun-Hohenstein, zwłaszcza z postacią syna hrabiny, Erweina. Opisano zarówno jego burzliwe życie prywatne ze skandalami i napięciami – jak i losy wojenne. W czasie II wojny światowej był oficerem Wehrmachtu, którego słowacka historiografia uznaje za jednego z największych zbrodniarzy wojennych działających na tych terenach. Pojawia się też wątek jego nieślubnego syna, którego potomkowie do dziś kultywują rodzinne dziedzictwo.
Gabriela została, bo tu był jej dom
– Gabriela została w Cieszynie, mimo że wszystkie dzieci i wnuki wyjechały. Miała głębokie poczucie zakorzenienia. Zainwestowała tutaj ogrom emocji, lat pracy, dobroczynności. Ludzie ją znali, darzyli szacunkiem. Chodziła po Cieszynie jak typowa osoba stąd. Czuła się tu u siebie – mówi Milewski.
Książka ukaże się także po czesku i niemiecku
Książka ukazała się po polsku, ale planowane są również wydania niemieckie i czeskie. – Myślę, że dobrze by było, aby Gabriela była obecna również w świadomości osób mieszkających po drugiej stronie Olzy – dodaje autor.






