GRUNWALD / Tradycyjnie, jak co roku na Polach Grunwaldzkich odegrano inscenizację bitwy pod Grunwaldem upamiętniającej 615 rocznicę zwycięstwa wojsk polsko-litewskich nad Krzyżakami.

    Wśród rekonstruktorów z bractw rycerskich, którzy uczestniczyli w sobotniej inscenizacji bitwy pod Grunwaldem, po raz drugi nie zabrakło rekonstruktorów z Chorągwi Księstwa Cieszyńskiego. O wyprawie rozmawiamy z Władysławem Żaganem.


    W zeszłym roku byliście na inscenizacji bitwy pod Grunwaldem po raz pierwszy. Jakie były główne różnice między Waszym debiutem a tegoroczną wyprawą na Grunwald?

    Biorąc pod uwagę zeszłoroczne doświadczenia, byliśmy zdecydowanie lepiej przygotowani pod kątem niezabierania rzeczy, które potem okazują się zbędne. Niemniej zawsze takie się znajdą, jak się okazuje.

    Wyciągnęliście jakieś wnioski z zeszłorocznego Grunwaldu, jeśli chodzi o logistykę i sposób odtwarzania realiów epoki, które wykorzystaliście, przygotowując się do tegorocznego wyjazdu?

    Na pewno musieliśmy pobawić się w „reko tetris”, a więc pakowanie tak, żeby się zmieściło wszystko, co chcieliśmy zabrać. My ogólnie lubimy mieć trochę rzeczy ze sobą, żeby godnie reprezentować i odtwarzać cieszyński dwór, toteż logistyka jest tutaj kluczowa.

    Ile osób liczyła Wasza delegacja w tym roku?

    W tym roku wybraliśmy się dziewięcioosobową ekipą, choć pierwotnie zgłoszonych z naszej drużyny było dwanaście osób. Niestety zgłoszenia na Grunwald wysyła się już na przełomie kwietnia i maja, co oznacza, że nigdy nie przewidzimy różnych zdarzeń losowych. Tym bardziej że w naszym przypadku wyjazd na Grunwald, to wyjazd tygodniowy.

    Imprezy rekonstrukcyjne to coś znacznie więcej niż sama inscenizacja bitwy. Jest jeszcze życie obozowe, również to po zamknięciu bram obozowiska dla turystów. Jak w Waszym przypadku wyglądało odtwarzanie codzienności sprzed 600 lat poza głównym widowiskiem?

    Obozowiska są zorganizowane na zasadzie historycznych chorągwi grunwaldzkich, które 615 lat temu znalazły się pod Grunwaldem. Tak naprawdę nie są one dostępne dla turystów przez cały czas trwania Dni Grunwaldu, których inscenizacja bitwy jest ukoronowaniem. Turyści mogą zwiedzać jedynie obóz Władysława Jagiełły, Wielkiego Mistrza oraz część historycznych kramów. Reszta chorągwi jest zamknięta i obwarowana strażami. My obozujemy w Chorągwi Mazowieckiej Księcia Janusza, z uwagi na znajomych, ale też biorąc pod uwagę związki Piastów cieszyńskich z Piastami mazowieckimi właśnie. Warto zauważyć, że książę Janusz I mazowiecki był najbliższym kuzynem naszego Przemysława I Noszaka.

    Wprawdzie książę Przemysław nie dożył Bitwy pod Grunwaldem, ale my reprezentujemy przy tej okazji cieszyński wątek historyczny w tej bitwie, gdyż kilku naszych rycerzy z terenów dawnego Księstwa Cieszyńskiego stanęło do boju pod Grunwaldem. Jedni po stronie Jagiełły, a jeszcze kilku po stronie Wielkiego Mistrza, na co wskazują dokumenty wypłaty żołdu.

    W obozie mieszkamy w historycznych namiotach, przygotowujemy posiłki w ognisku i spędzamy czas na grach i zabawach organizowanych w ramach chorągwi. Bierzemy udział w atrakcjach typu: turnieje grunwaldzkie, turnieje bardów, turnieje nalewek itp., które organizowane są dla rekonstruktorów właśnie.

    Historycznie książę Przemysław I Noszak nie dożył bitwy pod Grunwaldem, zmarł w maju 1410 roku. Tymczasem odtwarzasz właśnie tę postać. Jak rozwiązaliście ten wątek?

    To prawda, niemniej, jak wspomniałem już wcześniej, zahaczamy o wątek udziału cieszyńskich rycerzy w tej sławetnej bitwie. Ja oficjalnie nie pojawiam się na Grunwaldzie jako książę Przemko, ale ponieważ odtwarzam wyłącznie tę postać, trudno sprawić, by wszyscy, którzy mnie znają i z nią utożsamiają, nagle przestali mówić do mnie „książę”. To idealna okazja, żeby pobawić się trochę różnymi typami broni białej, z których korzystanie nie przystoi księciu.

    Odtwarzanie postaci samego księcia Przemka wymaga ode mnie dostosowania się do pewnych realiów danej epoki i niektóre czynności są zwyczajnie niegodne książęcej postawy, a nawet nie przystoją księciu. Na przykład nie wolno mi się parać typowo rycerskimi uciechami, gdyż są one zarezerwowane wyłącznie dla rycerskiego stanu. Dlatego Grunwald daje mi możliwość, żeby spróbować czegoś innego i tak też się stało w tym roku. Rok temu obiecałem, że stanę do bitwy i stanąłem w tym roku na polu bitewnym w piechocie, z bronią drzewcową w ręku, co pozwoliło mi na przeżycie bitwy z nieco innej perspektywy.

    Nawiązaliście nowe kontakty lub umowy o współpracy?

    Każda impreza tego typu to oczywiście możliwość do nawiązania nowych kontaktów oraz zaplanowania kolejnych wspólnych działań.

    W jakim stopniu Wasza obecność na tak dużych wydarzeniach jak Grunwald przyczynia się do popularyzacji wiedzy o Śląsku Cieszyńskim? Czy ludzie dopytują, skąd jesteście, kim był książę Noszak, co to za chorągiew?

    Właściwie to inicjatywa Chorągwi Księstwa Cieszyńskiego ma już cztery lata, w przyszłym roku obchodzić będziemy piąte urodziny. W ciągu tego czasu wypracowaliśmy już sobie w świecie rekonstrukcji pewną rozpoznawalną markę. Często ludzie nas już kojarzą z pewnym poziomem i podejściem do tematu rekonstrukcji. Jesteśmy zapraszani na różne wydarzenia historyczne poza Śląskiem Cieszyńskim, toteż świadomość cieszyńskiego wątku historycznego, opartego na postaci księcia Przemka I Noszaka i jego dworu jest coraz powszechniejsza.

    Nie ukrywam, że ogromny wpływ na to miały również działania, które współtworzyłem dzięki współpracy z Browarem Zamkowym Cieszyn w latach 2018 – 2023, przy okazji tworzenia marki piwa „Noszak”, jako „ojciec chrzestny” tegoż produktu, będącego przez kilka lat istotną i rozpoznawalną marką naszego regionu, tworzoną przecież przez lokalnych społeczników i działaczy kultury. Idea Chorągwi Księstwa Cieszyńskiego zrodziła się w końcu przy piwie i z piwa, a sam nie żałuję, że w momencie kryzysu, zdecydowałem się – może w sposób radykalny, ale skuteczny – pociągnąć ją dalej, pomimo braku dotychczasowego wsparcia ze strony browaru i samej marki piwa.

    Teraz skupiamy się przede wszystkim na historii i budowaniu świadomości społecznej na temat okresu rządów najwybitniejszego z cieszyńskich Piastów, a także kwestiach kultury i realiów epoki, w jakiej żył nasz książę, nawiązując jednocześnie coraz szersze kontakty, w tym zagraniczne.

    Czy zdarza się, że Wasza nazwa Chorągiew Księstwa Cieszyńskiego staje się impulsem do rozmowy o regionie i jego historii?

    Zdecydowanie tak jest. Historia naszego regionu fascynuje wielu, gdyż jest mało znana, a jednocześnie dość wyjątkowa w stosunku do reszty kraju. Odtwarzamy w końcu dwór władcy, który pełnił urzędy gubernatora Czech, wikariusza Cesarstwa Rzymskiego, europejskiego dyplomaty… Jego biografia wywołuje zaciekawienie z uwagi na fakt, że nie uczy się o tym Piaście na lekcjach historii, a w swoich czasach był jedną z ważniejszych postaci.

    Czy rekonstruktorzy z innych regionów interesują się historią Księstwa Cieszyńskiego i rolą cieszyńskich Piastów? Jakie rozmowy na ten temat zdarzają się w gronie uczestników wydarzeń rekonstrukcyjnych?

    Tak jak już wcześniej wspominałem, jesteśmy już rozpoznawani, ale zdarzają się rozmowy o samym księciu, ale też o innych wątkach historycznych na temat naszego regionu. Również tematy z późniejszych dziejów wywołują zaciekawienie u naszych znajomych i nie tylko.

    Czy zauważacie, że historia cieszyńskich Piastów i Wasz regionalny kontekst budzi zainteresowanie innych grup rekonstrukcyjnych jako mniej znany, a jednak ważny fragment wspólnej historii?

    Oczywiście! Jednocześnie cieszyńskie wątki historyczne dają nam i naszym znajomym mnóstwo nowych pól do działania i współpracy. Wspominałem już, że zawieramy coraz to nowsze znajomości. Ostatnio nawiązaliśmy bardzo dobry kontakt z rekonstruktorami z Czech i głównym odtwórcą postaci Karola IV, którego nasz Przemek był przecież lennikiem, a jednocześnie najwyższym sędzią dworskim. Byliśmy nawet przed Grunwaldem na turnieju w Czechach, gdzie zgodnie z wątkiem historycznym rozsądzałem jako książę cieszyński u boku cesarza, spór ziemski czeskich rycerzy.

    Czy czujecie, że Wasza działalność ma też wymiar edukacyjny nie tylko wśród publiczności, ale także w środowisku rekonstruktorów?

    Jesteśmy może młodą grupą, bo kiedy porównamy z innymi działającymi od dwudziestu czy trzydziestu lat, to te pięć, które skończymy w przyszłym roku, wydaje się niewiele. Niemniej pewną markę w środowisku rekonstruktorów zdążyliśmy już sobie wyrobić. Chętnie dzielimy się swoją wiedzą, a jednocześnie sami uczymy się od innych. Na tym polega pasja, ale też dobra współpraca we wspólnej sprawie, jaką jest podnoszenie poziomu ogólnopolskiej rekonstrukcji historycznej.

    Czy zauważyliście większe zainteresowanie historią Śląska Cieszyńskiego właśnie dzięki Waszemu udziałowi?

    To jest ogólnie trudne pytanie. Może należałoby w tej kwestii przeprowadzić jakieś obiektywne badania. Sam uważam, że ogólnie zainteresowanie historią naszego regionu rośnie, a w szczególności historią sprzed podziału Śląska Cieszyńskiego. Dla wielu kwestie podziału nadal są ważne i niejednokrotnie prowadzą do poważnych sporów. Zapewne długo jeszcze tak będzie. Niemniej społeczeństwo się zmienia i pragnie czegoś innego. Nasza inicjatywa jest jedynie jedną z wielu, która pokazuje, że Śląsk Cieszyński nie wyłonił się nagle jako byt z niebytu i ma swoją wielowiekową oś historyczną, której my prezentujemy jedynie skromny, aczkolwiek istotny, fragment.

    Jakie doświadczenie poza historyczną wiedzą wynosi się z udziału w takim wydarzeniu jak Grunwald?

    Każdy wynosi inne, dlatego odpowiem za siebie. Dla mnie jest to idealny czas odpoczynku od pędzącego świata. Taki moment refleksji nad tym, co utraciliśmy jako ludzkość. Nad światem minionym, poukładanym według swoich reguł. Nagle człowiek stwierdza, że nie potrzeba mu do życia mnóstwa gadżetów i wygód współczesności. Cenię sobie te wszystkie realne rozmowy i spotkania. Możliwość „wylogowania” się z sieci wirtualnego świata złudzeń, w którym siedzi obecnie 90% społeczeństwa.

    Czy „życie jak sprzed 600 lat” zostawia w człowieku coś, co zostaje na długo po powrocie do XXI wieku?

    Tak! Ze mną zostaje refleksja nad czasem, który tracimy ograniczeni zegarkami.

      Komentarze



      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 ogłoszonego przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
      Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego