KARWINA FRYSZTAT / Iwona Pomianowska jest projektantką, reżyserką, psychologiem i wykładowczynią Uniwersytetu Śląskiego. Wcześniej związana była także z Uniwersytetem Warszawskim i Łódzką Szkołą Filmową.

    W projekcie „Znikąd do teraz” pokazuje historie dwunastu kobiet, które doświadczyły zmiany miejsca, tożsamości i życia pomiędzy różnymi kulturami. Wystawę można oglądać we Frysztacie w Oddziale Polskiej Literatury Biblioteki w Karwinie do 30 czerwca.

    17 czerwca Biblioteka zorganizowała spotkanie z artystką. Oprawę muzyczną zapewnił Adam Chrobok.


    Co kryje się za tytułem Znikąd do teraz?

    To temat, który wybrzmiał szczególnie mocno w momencie, gdy sama wyemigrowałam. Nie jest to jednak wystawa o migracji jako takiej. Interesuje mnie raczej doświadczenie radykalnego przeniesienia się w inny wymiar czasu i przestrzeni — sytuacja, w której ciągłość biografii zostaje zakłócona, a przeszłość nie zawsze znajduje swoje naturalne przedłużenie w „tu i teraz”.

    Kiedy człowiek opuszcza znane sobie miejsce — niezależnie od kraju czy okoliczności — często odkrywa, że jego wykształcenie, doświadczenie i kompetencje nie przekładają się w oczywisty sposób na wymagania nowej rzeczywistości. Jednocześnie otwierają się możliwości zupełnie innej realizacji siebie niż ta, którą wyobrażał sobie przed wyjazdem.

    W takiej sytuacji pojawiają się fundamentalne pytania: kim jestem w nowym kontekście? W jaki sposób mogę uczestniczyć w życiu społecznym? Na ile moje działania mają znaczenie dla innych i jeśli maja – to jakie? Właśnie wokół tych pytań koncentruje się moja refleksja.

    Pani sama mieszka dziś w Belgii. Jak wyglądało pani doświadczenie emigracji?

    Wyemigrowałam, będąc jeszcze studentką. Towarzyszyła mi wówczas idealistyczna wizja świata i silne poczucie pasji do tego, co robię. Chciałam odkrywać nowe miejsca, przekraczać własne granice i rozwijać się. Jednym z najważniejszych doświadczeń tamtego czasu była wspinaczka. To właśnie w belgijskich skałkach poznałam swoich pierwszych, belgijskich przyjaciół. Relacje, które wtedy powstały, trwają do dziś i pozostają ważną częścią mojego życia.

    Równocześnie pojawiły się trudności związane z pracą i codziennym funkcjonowaniem w nowym kraju. Towarzyszyło mi poczucie, że mam coś wartościowego do zaoferowania, że chciałabym wykorzystać swoje umiejętności i doświadczenie w praktyce. Nie było to jednak od razu ewidentne, w jaki sposób to zrobić: jak znaleźć odpowiedni język, narzędzia i przestrzeń, aby to, co chcę przekazać, mogło zostać dostrzeżone, przyjęte i znaleźć swoje miejsce w nowej rzeczywistości?

    Jest pani artystką i psychologiem. Czym bardziej?

    Nie wiem, czy potrafię jednoznacznie oddzielić te dwa obszary. Zarówno sztuka, jak i psychologia opierają się na uważnej obserwacji oraz fascynacji złożonością ludzkiej osobowości. Obydwie dziedziny są próbą zrozumienia człowieka — jego doświadczeń, motywacji, emocji i sposobów odnajdywania się w świecie.

    Po emigracji to właśnie sztuki audiowizualne stały się dla mnie ważnym punktem oparcia. Obraz filmowy, animacja czy narracja wizualna funkcjonują ponad językiem i ponad granicami kulturowymi, dzięki czemu mogłam wyrażać siebie i budować relacje jeszcze zanim w pełni opanowałam lokalny język.

    Dopiero po kilku latach życia w Belgii, kiedy poczułam się swobodnie w nowym języku i kontekście społecznym, mogłam również w pełni zaangażować się zawodowo w psychologię. Dziś obie te dziedziny są istotną częścią mojej działalności i wzajemnie się uzupełniają.

    Na wystawie prezentuje pani portrety obrazujące historie dwunastu kobiet. Jak je pani wybrała?

    Kobiet, z którymi przeprowadziłam rozmowy, było znacznie więcej. Do wystawy wybrałam jednak te historie, które poruszyły mnie w szczególny sposób i pozostały ze mną na dłużej. Miałam również poczucie, że mogą one stać się źródłem inspiracji dla innych kobiet oraz dla wszystkich osób, które doświadczają życia pomiędzy różnymi miejscami, kulturami i rzeczywistościami, przemieszczając się wraz z rodziną, dziećmi, pracą i całym bagażem osobistych doświadczeń.

    Z każdej rozmowy wyłoniłam fragmenty, które uznałam za najistotniejsze dla opowiadanej historii. Następnie zostały one nagrane przez lektorów w języku niderlandzkim — języku kraju, w którym bohaterki obecnie żyją. Zarówno nagrania audio, jak i konturowe rysunki nie ujawniają akcentu, pochodzenia ani koloru skóry przedstawionych osób. Mam nadzieję, że dzięki temu odbiorcy mogą skupić się na uniwersalnym wymiarze tych opowieści i odczytywać je jako historie, które — w różnych okolicznościach — mogłyby przydarzyć się każdemu z nas.

    Mówi pani także o doświadczeniu akcentu i odmienności. Dlaczego ten temat jest istotny?

    Różnorodność, dywersyfikacja jest wartością, ale jej doświadczanie nie zawsze jest proste. Kiedy spotykamy osobę o innym kolorze skóry lub słyszymy kogoś mówiącego z obcym akcentem, często automatycznie uruchamiają się określone skojarzenia i uproszczone sposoby interpretowania rzeczywistości. Jest to naturalny mechanizm poznawczy — wszyscy posługujemy się heurystykami, które pomagają nam szybko porządkować napływające informacje.

    Sama doświadczam tego na co dzień. Mówię po niderlandzku, ale mój słowiański akcent pozostaje słyszalny. Za każdym razem, gdy się przedstawiam, rozmówca natychmiast otrzymuje sygnał, że pochodzę skądś indziej. Z czasem zaczęłam zastanawiać się, jaki wpływ mają takie momenty na nasze poczucie tożsamości. W jaki sposób fakt bycia nieustannie rozpoznawanym jako „ktoś z zewnątrz” kształtuje obraz samego siebie? Jak wpływa na przynależność, samoidentyfikację i sposób, w jaki odnajdujemy swoje miejsce w społeczeństwie?

    To właśnie te pytania stały się dla mnie ważnym punktem wyjścia do dalszej refleksji i pracy twórczej.

    Jak powstawały prace pokazane na wystawie?

    Z przeprowadzonych rozmów wyodrębniłam fragmenty, które uznałam za kluczowe dla poszczególnych historii. W odpowiedzi na te narracje stworzyłam cykl ilustracji wykonanych węglem. Konturowy charakter rysunków był świadomym wyborem — zależało mi na tym, aby nie ujawniać koloru skóry bohaterek i nie kierować uwagi odbiorców ku cechom zewnętrznym, lecz ku samym opowieściom oraz doświadczeniom, które za nimi stoją.

    Proces powstawania prac był równolegle dokumentowany za pomocą fotografii i nagrań filmowych. Te zdigitalizowane zapisy procesu twórczego stały się następnie materiałem wyjściowym do opracowania serii kolaży graficznych. W ten sposób powstały wielowarstwowe obrazy, łączące ślad ręcznego rysunku z jego cyfrową transformacją, a sam proces tworzenia stał się integralną częścią finalnej realizacji.

    Co było największym wyzwaniem przy tym projekcie?

    Za każdym razem, gdy opowiadam o tym projekcie, spotykam się z bardzo różnorodnymi reakcjami. Mam wrażenie, że sposób jego odbioru w dużej mierze zależy od lokalnego kontekstu społecznego i kulturowego, w którym jest prezentowany. Te same historie mogą wywoływać odmienne skojarzenia, pytania i emocje w zależności od miejsca oraz doświadczeń osób, które ich słuchają.

    W pewnym sensie dobrze oddaje to sam tytuł projektu — „Znikąd do obecności”. To właśnie obecność w konkretnym miejscu, osadzenie w nowej rzeczywistości i relacje budowane tu i teraz współtworzą znaczenie naszych wcześniejszych doświadczeń. Przeszłość nie jest czymś stałym i zamkniętym; jej interpretacja nieustannie zmienia się pod wpływem kontekstu, w którym aktualnie żyjemy. To, kim byliśmy wcześniej, zostaje na nowo odczytane przez pryzmat tego, kim stajemy się dzisiaj.

    A jaka była jego intencja?

    Intencją tego projektu jest tworzenie przestrzeni do konstruktywnego dialogu oraz zachęcanie do bardziej osobistego i wielowymiarowego spojrzenia na dynamiki międzykulturowe. Interesują mnie nie tyle wielkie narracje o migracji czy integracji, ile indywidualne historie ludzi — ich podróże przez czas, przestrzeń i zmieniające się konteksty życiowe.

    Każdy z nas mierzy się z własnymi wyzwaniami. Często są to ciche, niewidoczne dla otoczenia zmagania, które toczą się wewnątrz nas i pozostają niezauważone przez innych. Chciałabym, aby ten projekt skłaniał do większej uważności wobec takich doświadczeń — zarówno własnych, jak i cudzych. Wierzę, że kiedy potrafimy dostrzec nawzajem swoje wysiłki, niepewności i trudności, łatwiej budować wzajemne zrozumienie, empatię i poczucie wspólnoty. A wtedy także łatwiej mierzyć się z wyzwaniami, które napotykamy na swojej drodze.

    Z jakimi emocjami chciałaby Pani, by wychodzili z tej wystawy widzowie?

    Chciałabym, abyśmy potrafili otwarcie mówić o swoich historiach — bez poczucia tabu i bez potrzeby wygładzania rzeczywistości. Zbyt często przemilczamy pewne doświadczenia lub pomijamy trudniejsze wątki, aby nasze opowieści były bardziej komfortowe dla otoczenia albo po to, by kolejnym pokoleniom było łatwiej. Tymczasem uważam, że większa świadomość osobistych trudności związanych z życiem w wielokulturowej rzeczywistości może przynieść wszystkim wiele korzyści. Może dawać siłę, poczucie wspólnoty i ważne punkty odniesienia dla własnych doświadczeń.

    Byłoby wspaniale, gdyby dzieci i młodzi ludzie z kolejnych pokoleń mogły swobodnie dzielić się takimi historiami i wiedziały, że życie pomiędzy kulturami nie jest wyjątkiem, lecz częścią rzeczywistości wielu ludzi — rzeczywistości, która istniała wcześniej, istnieje dziś i prawdopodobnie będzie obecna także w przyszłości. Nasze kultury, języki i przeszłości nieustannie się przeplatają. Warto więc dostrzegać nie tylko związane z tym wyzwania, lecz także to, co możemy z tych spotkań i przenikających się doświadczeń wynieść dobrego.

    Moja córka ma dziś osiemnaście lat. Bez skrępowania i bez poczucia wstydu posługuje się językiem polskim, choć nie wychowywała się w Polsce, a jej znajomość języka nie jest idealna. Jednocześnie rozumie wiele z doświadczeń i trudności, z którymi mierzyło się moje pokolenie setki kilometrów od miejsca, w którym ona sama wkracza w dorosłość. Uważam to za ogromną wartość i osobisty sukces. Chciałabym, aby dzieci kolejnych pokoleń również mogły budować taką świadomą relację ze swoją historią, dziedzictwem i wielokulturową tożsamością — bez lęku, bez wstydu i bez konieczności wybierania tylko jednej przynależności.

      Komentarze





      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 ogłoszonego przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
      Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego