Renata Staszowska
E-mail: renata@zwrot.cz
NYDEK / Janka Kubiena nie przyszła do Drzewiónki z gotową receptą na „dietę cud”. Przyszła z doświadczeniem lekarza, matki i kobiety, która przez lata szukała odpowiedzi na jedno pytanie: jak nie zachorować? Podczas prelekcji o zdrowej żywności w Nydku podzieliła się nie tylko wiedzą, ale i własną drogą – momentami bardzo osobistą.
Od medycyny akademickiej do poszukiwań
Już na studiach medycznych najbardziej interesowała ją prewencja – to, w jaki sposób człowiek może sam pomóc sobie, by nie dopuścić do choroby. Po ukończeniu studiów nie wybrała pracy w szpitalu. Została pracownikiem akademickim na uniwersytecie, gdzie przez trzy lata zajmowała się żywieniem i programami ruchowymi wspierającymi powrót do kondycji po chorobie. W ramach studiów wyjachała na pół roku w Ajowy.
Przełom przyszedł wraz z narodzinami pierwszego syna. W wieku dziesięciu miesięcy zdiagnozowano u niego egzemę, silną alergię, później zapalenie płuc. Medycyna zachodnia zaproponowała standardowe leczenie: kortykosteroidy, antybiotyki.
– Jako lekarz wiedziałam, jakie mogą być skutki uboczne – mówiła. – Zaczęłam więc szukać innych dróg.
Najpierw homeopatia. Potem sześć lat prywatnych studiów medycyny chińskiej i technik terapeutycznych, w tym masaży. Półroczny wyjazd do Nepalu, gdzie poznawała podstawy medycyny tybetańskiej.
Człowiek jako całość
To, co szczególnie ją uderzyło w medycynie Wschodu, to spojrzenie na człowieka jako jedność. Nie ma oddzielonego ciała fizycznego i „czegoś obok”. Istota ludzka funkcjonuje na trzech poziomach:
- fizycznym (materialnym),
- niematerialnym (duchowym),
- oraz poziomie łączącym oba – który różne kultury nazywają różnie.
Nie wszystko z tego świata da się bezpośrednio przenieść do naszego środowiska. – Szukałam więc czegoś, co będzie bliskie naszej kulturze i naszym warunkom – podkreślała.
Jak jedli nasi przodkowie?
Tu rozmowa zeszła na coś bardzo prostego, a zarazem zapomnianego: sezonowość i umiar.
Kiedyś ludzie jedli to, co wyhodowali. To, co urosło na polu i trafiło do stodoły czy spiżarni. Mięso? Głównie w okresie mięsopustu – bo nie było lodówek. Zimą spiżarnie pustoszały, więc naturalnie przychodził czas postu.
Kapusta, marchew, ziemniaki. Gotowanie na piecu, na ogniu. Bez nadmiaru, bez przetworzonej żywności, bez całorocznych truskawek.

Zimą – potrawy bardziej tłuste, rozgrzewające. Słonina, skwarki, dania sycące.
Wiosną – przejście do lżejszego jedzenia, kiełków, zielonych warzyw, soków.
– Nasze ciało jest częścią natury – przypominała lekarka. – Gdy przychodzi wiosna, chcemy wyjść na zewnątrz, ruszać się, „kiełkować” jak rośliny. Organizm sam domaga się zmiany.
Post jako przygotowanie, nie kara
W tym kontekście MUDr. Janka Kubiena podkreśliła, że obecnie sama stosuje post dr Ewy Dąbrowskiej. To naturalny proces wspierający regenerację organizmu – autofagia, podczas którego komórki „sprzątają” własne uszkodzone elementy. Jej doświadczenie pokazuje, że post może być skutecznym narzędziem dbania o zdrowie, nie tylko teoretycznym zaleceniem. Ewa Dąbrowska opracowała program oparty głównie na warzywach i owocach o niskiej zawartości cukru, który ma wspierać regenerację organizmu.
– Post według Dąbrowskiej rozpoczynamy w Środę Popielcową i prowadzimy go przez 40 dni – aż do Niedzieli Palmowej. To nie tylko decyzja żywieniowa, ale również symboliczne wejście w czas wyciszenia i oczyszczenia organizmu – mówiła MUDr. Kubiena.
Po zakończeniu postu następuje bardzo ważny etap – wychodzenie z postu. To stopniowe, uważne rozszerzanie diety: najpierw wprowadzane są kolejne warzywa, potem zdrowe tłuszcze, niewielkie ilości białka roślinnego, a dopiero później inne produkty. Ten etap jest kluczowy, ponieważ pozwala organizmowi bezpiecznie przejść do pełniejszego sposobu odżywiania i utrwalić osiągnięte efekty.

– Gotuję według zasad Dąbrowskiej i mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem: to jest naprawdę smaczne. Zdrowe jedzenie nie musi być karą ani wyrzeczeniem. Może być proste, kolorowe i satysfakcjonujące – podkreśliła, obalając stereotyp, że to, co zdrowe, jest pozbawione smaku.
Nie tylko teoria – praktyka na talerzu
Nie była to wyłącznie teoria – MUDr. Kubiena przede wszystkim pokazała, jak wygląda jej codzienne odżywianie. Uczestnicy mogli spróbować przygotowanych przez nią potraw, które same w sobie były lekcją zdrowego gotowania i inspiracją do zmian w diecie. To praktyczne doświadczenie pozwoliło wszystkim lepiej zrozumieć, że zdrowe jedzenie może być smaczne i dostosowane do codziennego życia.
– Szczerze mówiąc, byliśmy przekonani, że to będzie „zdrowe”, czyli raczej bez smaku. A tu takie zaskoczenie! Wszystko było naprawdę pyszne, dobrze doprawione i sycące. Gdyby ktoś tak codziennie gotował i podawał pod nos, to bez wahania dalibyśmy się przekonać do takiego sposobu odżywiania – przyznawali z uśmiechem uczestnicy spotkania.

Nie moda, lecz świadomość
Prelekcja w Drzewiónce nie była wykładem o „zakazach i nakazach”. Była raczej zachętą do refleksji:
- Czy jemy sezonowo?
- Czy słuchamy swojego ciała?
- Czy potrafimy zachować umiar?
- Czy traktujemy zdrowie jako codzienną troskę, a nie tylko reakcję na chorobę?
Bo – jak pokazała historia lekarki – czasem to właśnie osobiste doświadczenie prowadzi do najgłębszej zmiany.
A może najważniejsze zdanie wieczoru brzmiało tak:
Nie wszystko, co modne i reklamowane jako zdrowe, naprawdę służy naszemu organizmowi.
Czasem odpowiedzi są bliżej, niż nam się wydaje – w rytmie natury, w sezonowym warzywie, w talerzu ugotowanym z tego, co rośnie wokół nas.





















