Nicola Secci urodził się na Sardynii, ale polskie korzenie zaprowadziły go na studia do Polski. Pobyt w Polsce i spotkania z młodymi Polakami z Włoch stały się dla niego impulsem do stworzenia projektu, który początkowo wydawał się niemożliwy do zrealizowania. Z czasem jednak wizja zaczęła nabierać realnych kształtów. W wywiadzie Nicola opowiada o swojej drodze, determinacji i o tym, dlaczego warto wierzyć w siebie, nawet wtedy, gdy inni mówią inaczej.

    Możesz opowiedzieć trochę o sobie, swoich polskich korzeniach i jak znalazłeś się we Wrocławiu?

    Urodziłem się na Sardynii, w rodzinie z polskimi korzeniami od strony matki, i mieszkałem tam aż do matury. Egzamin dojrzałości zdawałem we Włoszech, a tuż po nim przeprowadziłem się do Polski na studia. Cała przeprowadzka była trochę w pośpiechu, bo terminy były różne i trzeba było działać szybko.

    Czyli do tego czasu nie doświadczałeś życia w Polsce?

    Wcześniej nie znałem życia w Polsce na własną rękę. Bywałem u mojej polskiej rodziny, ale nigdy samodzielnie nie poznawałem tego kraju. Kiedy dowiedziałem się, że studia są w Polsce dostępne i bezpłatne, postanowiłem spróbować.

    Wiem, że jesteś dość aktywny w społeczności polonijnej. Czy pamiętasz może jakiś pierwszy impuls, który cię do tego skierował?

    W 2020 roku, w czasie pandemii COVID-19, po raz pierwszy zetknąłem się z aktywną polską społecznością. Na Sardynii Polaków było mało, głównie turyści, i nie było łatwo ich znaleźć ani poznać. Wtedy Szkoła Polska w Rzymie organizowała projekt, który miał łączyć polską młodzież, i postanowiłem dołączyć.

    Jeżeli to było podczas COVID-u, to te spotkania ograniczały się do spotkań online?

    Tak, były to spotkania online. Wspólnie wtedy założyliśmy platformę „Polonia to my”. Trzeba było wymyślić nazwę, logo, stronę, zaplanować, kto co zrobi, i tak powstał nasz portal. Tak naprawdę było to coś więcej niż portal. To była mała grupa młodzieży polonijnej z całych Włoch, która się poznała i zaczęła razem coś tworzyć. Z czasem inicjatywa się rozwinęła i udało nam się zorganizować dwa kongresy młodzieży polonijnej w Rzymie oraz targi akademickie.

    Czyli można powiedzieć, że to spotkanie z Polonią w Rzymie było dla ciebie takim pierwszym impulsem do zaangażowania się, do aktywności i kontaktu z Polonią?

    Tak, to było impulsem nie tylko do aktywności w Polonii, ale też do zainteresowania się Polską i studiami w Polsce. Nigdy wcześniej za bardzo o tym nie myślałem, a wtedy dostałem impuls, żeby spróbować. Kiedy COVID się skończył, postanowiliśmy zorganizować spotkanie na żywo na już wspomnianych kongresach młodzieżowych w Rzymie, w Domu Polskim. Zorganizowaliśmy warsztaty i różne aktywności. Nie byliśmy tam tylko my z naszej grupy, mogli dołączyć wszyscy chętni. To było świetne spotkanie, dzięki któremu poznałem naprawdę dużo ludzi, zarówno aktywnych, jak i tych mniej zaangażowanych.

    Nawiążę teraz do tematu targów akademickich, których byłeś jednym z organizatorów. Czy mógłbyś powiedzieć, kiedy pojawił się pierwszy pomysł na ich organizację?

    To jest dla mnie wciąż niesamowite, że to się udało. Pomysł przyszedł z dwóch powodów. Po pierwsze, studia w Polsce są naprawdę fajne i chciałem je pokazać innym. W Polsce są koła naukowe, akademiki, studia są darmowe i bardziej praktyczne, więc sam bardzo je polubiłem. Chciałem też sprowadzić kolegów z Włoch, żeby zobaczyli, jak to wygląda.

    Udało ci się kogoś ze znajomych sprowadzić do Polski w tym celu?

    Pierwszy kolega przyjechał i był kompletnie zaskoczony. Nie mógł uwierzyć, że Polska jest tak nowoczesna. Wiele osób we Włoszech wciąż ma stereotypowe wyobrażenia, że w Polsce nie ma dróg, prądu, wody i panuje bieda. Kiedy jednak zobaczą Warszawę, Wrocław czy Kraków, od razu zauważają, że jest zupełneie inaczej, niż sądzili.

    Powróćmy do tematu targów. Ciekawi mnie, skąd wzięła się inspiracja do stworzenia tego wydarzenia?

    Inspiracją była dla mnie Politechnika Wrocławska, gdzie studiuję. Często organizowane są tam targi kół naukowych i targi pracy, w dużych halach, gdzie studenci i pracodawcy prezentują swoje projekty i ofertę. Pomyślałem wtedy, że warto połączyć moje zamiłowanie do polskich uczelni z pomysłem na targi i stworzyć takie wydarzenie także we Włoszech.

    Czy sam zająłeś się organizacją, czy ktoś do ciebie dołączył?

    Pomysł na targi powstał podczas drugiego Kongresu Młodzieży Polonijnej, który był organizowany w czasie, gdy studiowałem już w Polsce. Właśnie tam poznałem bardzo fajną grupę ludzi. Była wśród nich dziewczyna, która była na Erasmusie w Rzymie, oraz chłopak pochodzący z Łotwy. Do dziś nie wiem dokładnie, jak trafili na kongres w Rzymie, ale zapisali się, przyszli i w ten sposób się poznaliśmy. Później wspólnie zorganizowaliśmy te targi w Rzymie.

    Jak wyglądały pierwsze kroki w realizacji?

    Nikt w nas wtedy nie wierzył, ja sam też nie bardzo w to wierzyłem. Wydawało mi się to niemożliwe. Jak zaprosić dziesięć uczelni? Ja realnie wyobrażałem sobie trzy lub cztery, i to przy dużym optymiźmie. Do tego Rzym jest strasznie drogi, hotele, wynajem sal, wszystko. Myślałem, że będziemy musieli szukać jakiegoś miejsca poza miastem. Zastanawiałem się też, kto w ogóle przyjdzie na takie targi. To był pomysł, który dobrze wyglądał na papierze, ale wydawał się nierealny do zrealizowania.

    W końcu udało się znaleźć jakieś miejsce?

    Tak, udało się. Polska Akademia Nauk udostępniła nam swoją siedzibę w samym centrum Rzymu, co bardzo pomogło w przekonywaniu uczelni. Zaczęliśmy dzwonić, pisać i czekać na pierwszą uczelnię, która się zgodzi. Najpierw była jedna, potem druga, trzecia, czwarta. W ten sposób doszliśmy do dziesięciu albo jedenastu uczelni. Pamiętam jedno z pierwszych spotkań z kierownikiem stacji Polskiej Akademii Nauk w Rzymie oraz z kierownikiem Szkoły Polskiej. Zapytałem wtedy, ile maksymalnie uczelni zmieści się w tej przestrzeni. Odpowiedzieli: dziesięć. Pomyślałem wtedy: „Nigdy nie dojdziemy do tej liczby”.

    Czyli wydarzyło się nawet to, czego się nie spodziewaliście?

    Dokładnie, jedyna reklamacja, jaka pojawiła się w formularzach ewaluacyjnych po wydarzeniu, dotyczyła zbyt małej ilości miejsca. A jeśli na wydarzeniu brakuje miejsca, to znaczy że przyszło bardzo dużo ludzi. I w tym przypadku to drugie okazało się prawdą.

    Jak udało wam się skutecznie promować polskie uczelnie wśród Włochów?

    We Włoszech wciąż funkcjonuje dość stereotypowy obraz Polski, jak już wspomniałem wcześniej. Jeśli przychodzi do nich Polak i mówi: „przyjedźcie studiować do Polski”, często słyszy w odpowiedzi, że nie chcą jechać do zimna, błota i miejsca, w którym, ich zdaniem, „nic nie ma”. Dlatego pomyślałem, że najlepiej będzie, jeśli to sami Włosi zaczną promować polskie uczelnie. Znalazłem listę Włochów, którzy byli na Erasmusie w Polsce, skontaktowałem się z nimi i zaproponowałem udział w wywiadach. Nie ze wszystkimi, ale z wieloma z nich przeprowadziłem rozmowy.

    I to zadziałało?

    Tak, z tych wywiadów jasno wynikało, że bardzo dobrze oceniają studia w Polsce i naprawdę lubią polskie uczelnie. Dzięki temu to właśnie Włosi opowiadali innym Włochom o swoich doświadczeniach i promowali polskie szkoły wyższe, zwracając uwagę na różnice między tym, czego często brakuje na włoskich uczelniach, a tym, co w Polsce jest standardem.

    Z tego, co mówisz, rozumiem, że grupą docelową była Polonia, ale czy pojawili się również inni uczestnicy?

    Tak, zdecydowanie. Oprócz Polonii pojawiły się także osoby, które nie miały polskiego pochodzenia. Uczestnicy polonijni zapraszali swoich kolegów i znajomych z Włoch, żeby przyszli i zobaczyli, jak wygląda oferta polskich uczelni. Uczelnie były na to dobrze przygotowane, miały materiały w języku włoskim, angielskim i polskim. Chcieliśmy być gotowi na różne grupy odbiorców, tym bardziej że do końca nie wiedzieliśmy, kto dokładnie pojawi się na wydarzeniu.

    Wiele osób ma pomysł na projekt, ale boi się jego realizacji. Od czego warto zacząć, jeśli nigdy wcześniej nie organizowało się żadnego podobnego wydarzenia?

    Przede wszystkim trzeba mieć pomysł. Bez niego trudno cokolwiek zrobić. Jeśli jednak pomysł już jest, to, przynajmniej według mnie, największa część pracy jest za nami. Pomysł to fundament, który później można rozwijać krok po kroku. Kolejną rzeczą jest zaplecze organizacyjne. Nie trzeba od razu zakładać własnego stowarzyszenia. My działaliśmy przez Stowarzyszenie Nauczycieli Polskich we Włoszech, które mogło składać wnioski o dofinansowanie z różnych źródeł, na przykład z Senatu czy Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Istnieją także inne granty, które pozwalają zdobyć podstawowe środki na materiały, identyfikatory, wynajem przestrzeni czy obsługę techniczną. Bez tego trudno byłoby wszystko finansować z własnej kieszeni.

    Jaki powinien być następny krok?

    Kiedy jest już pomysł i dofinansowanie, przychodzi moment, w którym trzeba wziąć odpowiedzialność za realizację. Pamiętam taki moment w lutym, kiedy dowiedziałem się, że projekt został przyjęty i wtedy pomyślałem: „No dobrze, teraz naprawdę trzeba to zrobić”. Ogromną rolę odgrywa tu determinacja i kontakt z ludźmi. Trzeba dzwonić, pisać i być konsekwentnym. W organizacji wydarzeń telefon jest kluczowym narzędziem, wiele spraw da się załatwić właśnie w ten sposób. Oczywiście nie chodzi o presję, ale o regularny kontakt, na przykład raz w tygodniu, żeby pokazać, że temat jest dla nas ważny i że jesteśmy zaangażowani.

    Jeżeli chodzi o czas realizacji projektu, jak długo trwał proces organizacji?

    Potwierdzenie dofinansowania otrzymaliśmy w lutym, więc właściwa organizacja trwała od marca do maja. Można powiedzieć, że był to dość krótki czas, dlatego momentami było intensywnie i trochę „szaleńczo”, ale dało się wszystko ogarnąć. Według mnie nigdy nie jest za późno.

    Co dała ci organizacja tego projektu?

    Na pewno dało mi to bardzo dużo doświadczenia. Przede wszystkim było potwierdzeniem, że robię rzeczy we właściwy sposób, że trzeba dzwonić, pisać, notować, dopilnowywać szczegółów. Uświadomiło mi też, że to, co sprawdzało się przy mniejszych działaniach, działa również na większą skalę. I że działa nawet wtedy, gdy wiele rzeczy robi się samodzielnie.

    Czyli można powiedzieć, że z twojego doświadczenia wynika, że każdy może spróbować?

    Na pewno tak. Nasz projekt dał mi zupełnie inne spojrzenie na organizację wydarzeń. Pokazał mi, że tak naprawdę każdy może coś osiągnąć. My jako grupa zaczynaliśmy od zera. Pisaliśmy do uczelni, mając świadomość, że formalnie „nikt nas nie zna”. Byliśmy po prostu studentami, którzy chcieli organizować targi w Rzymie. Brzmi to jak szaleństwo, a jednak się udało.

    Czy ten projekt został jakoś zauważony w Polsce?

    Tak, zostaliśmy zauważeni. Najpierw przez ambasadę, później przez środowisko studenckie. Otrzymaliśmy nagrodę jako najlepsza inicjatywa studencka o charakterze międzynarodowym w ubiegłym roku. Była to nagroda Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej, którą otrzymaliśmy wspólnie jako grupa. Bardzo się ucieszyłem, bo to pokazuje, że udało nam się osiągnąć coś dobrego.

    Zbliżamy się do końca naszej rozmowy i ciekawi mnie, dlaczego według ciebie warto działać i angażować się, będąc Polakiem mieszkającym za granicą?

    Moim zdaniem warto, bo razem tworzymy wspólnotę i mamy tak naprawdę dwie ważne role. Pierwsza to utrzymywanie kontaktu z Polską, bycie na bieżąco z tym, jak wygląda dzisiejsza Polska i co się w niej dzieje. Druga to dzielenie się polskością z innymi, z ludźmi, którzy nie są Polakami, i pokazywanie im, jaka Polska jest naprawdę. Polonia powinna być gotowa do opowiadania o nowej Polsce, Polsce, która nie jest już taka jak kiedyś. To już nie jest kraj, z którego ludzie uciekali, ale coraz częściej taki, do którego się wraca.

    I moje pytanie na zakończenie, gdybyś miał zmotywować kogoś, kto ma pomysł, ale boi się zacząć, co byś mu powiedział?

    Słuchajcie innych tylko wtedy, kiedy naprawdę chcą wam pomóc. Jeśli ktoś mówi, że coś się nie uda, nie słuchajcie tego, bo to nieprawda. Można potraktować takie słowa jako uwagę, ale na pewno nie jako powód do rezygnacji. Nie poddawajcie się przez tych, którzy mówią, że coś jest niemożliwe. Nawet jeśli sami w danym momencie tak myślicie. Ja też tak myślałem, a jednak się udało.

      Komentarze



      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 ogłoszonego przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
      Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego