Krzysztof Rojowski
E-mail: krzysztof@zwrot.cz
CZESKI CIESZYN / To było spotkanie z poezją w bardzo improwizowanym, niemal jazzowym klimacie. W sobotni (24 stycznia) wieczór do czeskocieszyńskiej Dziupli przyjechał poeta Jacek Ślewczuk – Poznaniak mieszkający i działający w Brnie. Okazja ku temu była nie byle jaka – było to premierowe spotkanie promocyjne „Metamorfoz”, jego debiutanckiego tomiku poezji.
Był ojciec i matka „chrzestni”. Improwizowany wieczór poetycki
Co ciekawe, spotkanie nazwane zostało „Chrztem tomu poezji”. Czemu nie po prostu premierą?
– Bo to dla mnie bardzo wyjątkowe wydarzenie. To ogólnie pierwsza książka, jaką wydaję w swoim życiu- są w niej wiersze, które leżakowały przez ostatnie 18 lat – wyjaśnia „Zwrotowi” Jacek Ślewczuk.
– Mieszkam w Brnie, ale na Zaolziu nigdy nie czuję się obco. Poznałem tu wielu wartościowych ludzi, więc tak jak na chrzest kościelny zaprasza się bliskich, tak tutaj też oni są. Zresztą będziemy mieli czym „chrzcić” – dodaje.
Co ciekawe, forma spotkania… nie była znana nawet poecie.
– Jestem wprawdzie dzisiaj gospodarzem, ale dosłownie 10 minut temu powierzyłem prowadzenie wieczoru Markowi (Słowiaczkowi – przyp. red.). On jest ojcem chrzestnym tego wydania, matką z kolei Danka (Koné Król, prezes Klubu Polonus w Brnie – przyp. red.). „Dziupla” kojarzy się z jazzem, więc myślę, że tą spontanicznością wpisaliśmy się w jej klimat – mówi z uśmiechem Ślewczuk.
Poezja egzystencjalna, turpizm, czyli o inspiracjach
Jacek Ślewczuk pochodzi z artystycznej rodziny – jego rodzice są społecznikami zaangażowanymi w działalność chórów czy zespołów folklorystycznych. Zresztą sam autor przez wiele lat, w młodym wieku, występował na scenie, a także uczył się śpiewu operowego w Teatrze Wielkim im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu. Poezję zaczął tworzyć w wieku 14 lat.
– Inspirowałem się moją nauczycielką języka polskiego, panią Joanną Roszak, która dziś pracuje w Polskiej Akademii Nauk. Pociągał mnie turpizm, więc te pierwsze wiersze były ciemne, mroczne. Potem moja twórczość nabrała bardziej duchowego znaczenia, stała się bliższa religii. W tej chwili, to są to utwory egzystencjalne, poruszają głębsze problemy, często też społeczne – wyjaśnia.
Poeta podkreśla, że wiersze pisze pod wpływem chwili – zawsze odręcznie, nigdy ich nie zmieniając. – Tak jak je pisałem od 14 roku życia, to w tej samej formie można je znaleźć w „Metamorfozach”. Można w nich zobaczyć swego rodzaju wędrówkę – przejść przez 18 lat mojego życia.
„Musiałam się namęczyć, by otworzył szufladę z tymi wierszami”
Spotkanie w Dziupli zorganizował Klub Polski „Polonus” z Brna, a wśród gości nie zabrakło przedstawicieli Konsulatu Generalnego RP w Ostrawie – konsula Stanisława Bogowskiego oraz Marzeny Karwowskiej.
– To niecodzienna sytuacja, byśmy organizowali wydarzenie w Czeskim Cieszynie. W zasadzie to pierwszy taki przypadek – mówiła prezes „Polonusa” Danuta Koné Król.
Nie szczędziła ciepłych słów Ślewczukowi, chwaląc go za zaangażowanie w działalność klubu i prowadzenie sekcji młodych. Jak przyznała, trudno było jej nakłonić go do pokazania swojej poezji.
– Wiedziałam, że w Jacku drzemie talent literacki, ale musiałam się sporo namęczyć, by otworzył szufladę z tymi wierszami i je komuś pokazał (śmiech). Dlatego też dziękuję pani Ewie Sabeli-Furtek oraz pani Joasi Szpyrc – one jako pierwsze przeczytały te wiersze i powiedziały, że powinny być wydane. Dziękuję również Markowi Słowiaczkowi za napisanie pochlebnej recenzji, a także Konsulatowi Generalnemu za dotację na wydanie. Książkę wydało wydawnictwo Arka z Cieszyna, a skład wykonał pan Norbert Dąbkowski – opowiadała Koné Król.









