indi
E-mail: indi@zwrot.cz
WILAMOWICE / W sobotę 13 września członkowie Sekcji Ludoznawczej Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w RC wybrali się na wycieczkę poznawczą do Wilamowic. Zwiedzanie zaczęli w Muzeum Kultury Wilamowskiej, a następnie przeszli spacerem po miasteczku. Oprowadzał ich Tymoteusz Król ze Stowarzyszenia „Wilamowianie”.
Na wstępie uczestnicy wycieczki usłyszeli o 96-letniej tradycji miejscowego zespołu regionalnego, lekcjach muzealnych i warsztatach szycia strojów wilamowskich. – Nawet osoby, które nigdy wcześniej nie szyły, z zajęć wychodzą z gotowym strojem – relacjonowano.
Przewodnik podkreślał też, że śpiew to codzienna praktyka, a nie tylko scena: „To samo śpiewa się przy ognisku, przy gorzałce”.
Tożsamość i początki Wilamowian
W muzealnym wprowadzeniu Tymoteusz Król akcentował filary tożsamości: strój, język, tradycje i zwyczaje oraz silne poczucie odrębności. Przedstawił też różne mity o pochodzeniu mieszkańców, wskazując na ich ideologizację, i wyjaśniał, że osadnictwo nastąpiło na terenach leśnych, zanim ukształtowały się pojęcia Polska i Niemcy. – Dla Wilamowian obcymi są i Niemcy, i Polacy – wyjaśnił.
Jak przekazał, Wilamowice powstały w 2. połowie XIII w. (pierwszy zapis z 1325 r.). W 1327 r. znalazły się w granicach Korony Czeskiej, a w 1457 r. Królestwa Polskiego. W miejscowości początkowo dominowały rolnictwo i tkactwo, później handel. – Lepsze deko handlu niż kilo roboty – przywoływał przysłowie Król, dodając, że około stu lat trwał tu kalwinizm, co sprzyjało przedsiębiorczości. W 1808 r. mieszkańcy wykupili się z poddaństwa, a w 1818 r. Wilamowice uzyskały prawa miejskie.
Strój wilamowski – zasady i znaczenia
Silnym akcentem wycieczki były stroje. Przedstawiając je, przewodnik wyjaśniał, że obowiązywały ścisłe zasady. Każda Wilamowianka, by móc prezentować się w stroju wilamowskim, musiała posiadać minimum osiem kompletów na różne okazje. Różnicowano nawet strój żałobny na ciężką żałobę i lekką żałobę. Duże znaczenie miały też czepce i ich kolory. Kobiety zakładały także korale – w zależności od okazji różną liczbę sznurów.
Biletowane wesela
Ciekawostką były biletowane wesela. Do karczmy, w której odbywało się wesele, mogły wejść osoby spoza grona zaproszonych po wykupieniu biletu. Mieli oni niejako rolę widzów, nie mieli prawa tańczyć, za to mieli obowiązek postawić wódkę. System ten pokrywał koszty całej uroczystości. – To było jak handel – podsumował przewodnik.
Rynek i miejskie budowle
W części miejskiej trasy omówiono m.in. rynek – z domami pochodzącymi z 1832 i 1841 roku, ratusz z 1869 roku z późniejszymi modernizacjami, neoromańskie stodoły z charakterystycznym „okiem opatrzności”, a także karczmę z 1888 roku, która po wojnie funkcjonowała jako kino do lat 70. Przedstawiono także pocztę oraz ochronkę św. Anny z 1908 roku, której celem była nauka języka polskiego dla wilamowskich dzieci, mówiących wówczas wyłącznie po wilamowsku. Wspomniano również o fontannie z motywem księżyca, nawiązującej do lokalnej legendy.
Kościół i cmentarz – historie i spory
Przy kościele przewodnik omówił długotrwałe spory estetyczne i polityczne. Padały różne zarzuty – raz uważano, że budowla zbyt przypomina zbór luterański, innym razem krytykowano ją jako „kiczowate świadectwo polonizacji”. Prace przerwano w 1936 roku, a przez 25 lat świątynia stała bez dachu. Dopiero po wojnie diaspora Wilamowian z Wiednia, Berlina i Londynu fundowała witraże oraz cementowe elementy wykończeniowe.
Na cmentarzu istniejącym od 1848 roku zwrócono uwagę na niskie płotki chroniące groby przed drobiem – dawniej teren cmentarza nie był ogrodzony i wchodziły na niego zwierzęta. Omówiono też „mody” nagrobne, takie jak białe marmury końca XIX wieku czy obeliski, oraz komunalny status nekropolii, który umożliwiał pochówki baptystów. Wspomniano płytę matki kupca, chrzestnego Karola Wojtyły, a także spory dotyczące pisowni nazwisk Fox/Foks.
Volkslista i powojenne losy
Król omówił także dobrze znany na Śląsku Cieszyńskim problem volkslisty. Wyjaśnił, że w Wilamowicach nie przyznawano „jedynki”, „czwórki” była rzadko stosowana, natomiast około 20% mieszkańców zaliczono do „dwójki”, a około 70% do „trójki”. Przydziały te miały często charakter uznaniowy – zdarzało się, że bracia otrzymywali różne kategorie. Około 40 osób odmówiło podpisu. Pierwsza dziesiątka trafiła do Mauthausen i zginęła.
Po 1945 roku władze ogłosiły Wilamowice „wyspą flamandzką”, wprowadzono zakaz używania języka wilamowskiego i tradycyjnych strojów. Miały miejsce również tzw. „dzikie” wysiedlenia, które dotknęły około 30% ludności. W 1956 roku nakazano zwrot domów.
Przewodnik podkreślał determinację mieszkańców, którzy, mimo możliwości wyjazdu do Austrii lub Niemiec, pozostali w Wilamowicach.
Szkoła i dwujęzyczność
Mówiąc o szkole z 1911 r., Król opowiadał, jak Wilamowianie środki na jej budowę pozyskali z dwóch stron, zarówno ze środowiska niemieckiego, jak i polskiego – po czym wybudowali szkołę dwujęzyczną, co wywołało oburzenie obu stron. Po upadku Austro-Węgier działały dwie szkoły – polska i niemiecka. Ostatecznie pozostała polska z niemieckim jako językiem obcym.
Przed I wojną światową pierwsza klasa trwała dwa lata. Pierwszy rok bowiem poświęcony był na naukę polskiego i niemieckiego, bo dzieci mówiły tylko po wilamowsku.
Związki z Jabłonkowem
Na wstępie, witając gości w progach Muzeum, Tymoteusz Król wspominał zeszłoroczną wizytę członków Stowarzyszenia „Wilamowianie” na Gorolskim Święcie w Jabłonkowie.
Podzielił się też ciekawostką: brat pradziadka jednej z członkiń stowarzyszenia był proboszczem w Jabłonkowie.
Język wilamowski
Ciekawostką Wilamowic jest język wilamowski. Jak podkreślał Tymoteusz Król, jego status zmienił się w ostatnich latach. Obecnie w mieście pojawiają się tablice w języku wilamowskim i polskim, a w ostatnich wyborach samorządowych pięciu z sześciu kandydatów na burmistrza uwzględniło w swoich programach wspieranie rewitalizacji języka.
Podczas zwiedzania cmentarza, przy grobach rodziny Biesików, przewodnik poświęcił wiele uwagi językowi wilamowskiemu, przemawiając również w tym języku. Wyjaśnił, że Florian Biesik, urzędnik kolejowy z Triestu, pisał po wilamowsku poematy – m.in. o tym, że Bóg stwarzał świat w języku wilamowskim – kreśląc fantastyczne dzieje Wilamowian.
Przewodnik cytował także fragmenty, podkreślające wartość języka i zaznaczał, że starsi mieszkańcy zawsze mówili o trzech językach: wilamowskim, polskim i niemieckim. Samo pojęcie „gwara” nie funkcjonowało w ich świadomości.
Ku wielkiej radości zaangażowanych w zachowanie rodzimych tradycji Wilamowian, dzień wcześniej, 12 września, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjął ustawę o uznaniu języka wilamowskiego za język regionalny.
Więcej w papierowym miesięczniku „Zwrot”
Szeroką relację zamieścimy w najbliższym wydaniu papierowym miesięcznika „Zwrot”.











































Komentarze



