Czasami się zdarza, zwłaszcza pomiędzy nałogowymi czytelnikami, że po obejrzeniu filmowej adaptacji książki jesteśmy mocno rozczarowani. Prawie każdy z nas przynajmniej raz w życiu spotkał się ze stwierdzeniem „najpierw książka, potem film“. Bo przecież przed obejrzeniem ekranizacji trzeba poznać jej pierwowzór. Ale czy tak naprawdę musi być?
Większość miłośników książek nie godzi się z tym, że można ot tak zobaczyć film przed przeczytaniem pierwowzoru książkowego, albo że w ogóle film może być lepszy od książki, nie mówiąc już o całkowitym opuszczeniu lektury albo odsłuchaniu jej na audiobooku.
Poziom czytelnictwa spada coraz gwałtowniej. Przeciętny nastolatek nie ma ochoty na czytanie. Woli film. Książki są dla kujonów. Im jest człowiek starszy, tym ma mniej czasu. Dlatego wygodniej mu obejrzeć adaptację książki, niż ją czytać.
Zalety adaptacji filmowych
Oglądanie ekranizacji jest nieskomplikowane, wygodne oraz oszczędne. Kiedy się czyta, nigdy nie wiadomo, jak wyglądają postacie. Bo nawet kiedy jest dołączona charakterystyka bohaterów, to każdy interpretuje ją inaczej. A kiedy bohaterem jest „namacalny” aktor, to wtedy przekaz telewizyjny zapada na długo w pamięć.
Jest to wygodne rozwiązanie, zwłaszcza dla tych, którzy wolą już mieć gotowy obraz, wtedy nie ma potrzeby używania wyobraźni. Zdecydowanie lepiej ogląda się wypracowane obrazy, które łącznie trwają jakieś 2 godziny, niż czyta książkę, która ma 500 stron. Łatwiej siedzieć w fotelu i nie musieć się zastanawiać, niż czytać i dumać nad fabułą lektury. Ekranizacje są potrzebne, bo przyciągają uwagę przeciętnych zjadaczy chleba. Nieraz ominęłyby mnie świetne historie książkowe, gdyby nie ich ekranizacje.
Kilka rad, by film nie okazał się wielkim rozczarowaniem
Przed obejrzeniem filmu, najprościej jest nie czytać danej książki – nie mając porównania z lekturą, nie pozbawiamy się możliwości szukania w filmie książkowych scen. Szansa na rozczarowanie automatycznie spada o połowę.
Warto też unikać oglądania filmu, gdy dopiero co przeczytaliśmy pierwowzór. Jeśli to wierna ekranizacja, będziesz znudzony/a, bo wszystko wiesz. Ale jeśli to luźna adaptacja, a ty będziesz oczekiwać ulubionych scen, no to masz pecha. Więc warto odczekać i zatrzeć szczegóły w pamięci. Często się zdarza, że w filmie wycina się wiele istotnych fragmentów z lektury.
Traktuj film jako odrębne dzieło. Bo to jest odrębne dzieło. Twórcy filmu mają prawo do adoptowania książki po swojemu, ba, mogą użyć jej nawet tylko jako inspiracji do stworzenia czegoś zupełnie innowacyjnego.
Nie jest również czymś niedopuszczalnym przeczytać lekturę po filmie. Jeśli film ci się spodobał, z dużym prawdopodobieństwem książkowy oryginał będzie nawet lepszy. Lektura zawsze będzie głębsza oraz ciekawsza. Dzięki temu możemy zwyczajnie pokochać historię na dwóch różnych płaszczyznach, a nie męczyć się podczas filmu, ponieważ jest on… nudny.
Różnica pomiędzy filmem a lekturą
Obejrzenie ekranizacji w pierwszej kolejności ukazuje nam daną historię z innej perspektywy, ponieważ obraz działa na inne zmysły i pozwala na inny odbiór treści. W przypadku filmu, dzięki nadaniu odpowiedniego nastroju przez muzykę i interesującym zabiegom, ale także przez aktorów, możemy przeżyć niezapomniane wrażenia.
Czasami zdarza się, że jakieś specyficzne
sceny z książki zrozumiemy
dopiero po obejrzeniu ekranizacji. Niejednokrotnie również możemy
płakać, oglądając film, a książka pozostawia nas
niewzruszonych. Wszystko
zależy oczywiście od tego, jak uda się twórcom przenieść
powieść na ekran; bywa lepiej i gorzej.
Nie uważam, że obejrzenie ekranizacji może zepsuć lekturę. Poza przypadkami, gdy książka bywa mniej ciekawa, co się też zdarza, choć raczej rzadko – wtedy przynajmniej zostają nam wrażenia po obejrzeniu ciekawego filmu. Po obejrzeniu ekranizacji warto jednak sięgnąć po lekturę. Czytając książkę, poznamy sceny, których nie przeniesiono na ekran, czy emocje, które targały bohaterami, a które nie łatwo przedstawić na ekranie.
Julia Kawulok
Tagi: film, kino, książka, literatura