Krzysztof Rojowski
E-mail: krzysztof@zwrot.cz
TRZYNIEC / Zupełnie nie było po nich widać, że to ich pierwszy koncert od dwóch dekad. Uczucie Barbary i Tomasza Ryłków rozkwitało w czasach gry w zespole Blissten – zaliczyli nawet z nim występ na festiwalu Colours of Ostrava w 2006roku. Potem jednak przyszedł czas na wychowywanie trójki dzieci. Gdy podrosły, można było wrócić do muzyki.
Projekt Ryūko można było zobaczyć w czwartek (13 sierpnia) na scenie przed „Trisią” w ramach Trzynieckiego Lata Kulturalnego.
Gdy dostali zaproszenie, mieli dwa utwory
Projekt Ryūko oficjalnie powstał na początku tego roku. Tworzy go małżeństwo Ryłków – Barbara pochodzi z Trzyńca i jest nauczycielką w polskiej szkole, a Tomasz jest z Czeskiego Cieszyna, występuje też w Arzii.
– Można powiedzieć, że ten nasz projekt powstawał latami, jako naturalna konsekwencja naszych zamiłowań i wspólnych doświadczeń muzycznych, które uzbieraliśmy swego czasu w zespole Blissten. Proza życia nie przynosiła oczekiwanego impulsu, ale pozwalała zbierać teksty i pomysły muzyczne, żeby dać im czas do dojrzewania – mówili „Zwrotowi” w styczniowym wywiadzie, który można przeczytać na naszym portalu.
Teraz przyszedł jednak czas na pierwszy koncert. Jak usłyszeliśmy, organizatorzy Trzynieckiego Lata Kulturalnego skontaktowali się z parą artystów w marcu, gdy duet miał gotowe… tylko dwa utwory. Czasu, by opracować materiał na 40-minutowy występ, było więc niewiele, ale się udało.
– Zmotywowaliśmy się, zwłaszcza dlatego, że przecież wspólne granie w zespole było tym, co nas tak naprawdę połączyło. W Ryūko jesteśmy we dwójkę – mamy dzięki temu dużą swobodę. To nie pięcioosobowy zespół, w którym każdy ma swoje życie, rodzinę, różne plany i tak dalej. Basia zawsze świetnie śpiewała, mnie bardziej interesowało komponowanie, więc się tutaj zgadzamy – powiedział nam Tomasz Ryłko po występie.
Rodzinne Ryūko
Małżeństwo gra rockową muzykę wzbogaconą o elektroniczne brzmienia. Trzyniecki koncert zgromadził całkiem liczną widownię, która nawet domagała się bisów.
– Bardzo mi tego brakowało przez te wszystkie lata. Przerwa wynikała z prostej rzeczy – mamy trójkę dzieci i zwyczajnie czekaliśmy, aż podrosną. Najmłodszy syn zaczął chodzić do szkoły, więc powiedziałam Tomkowi: ty grasz z Arzią, występujesz, to może w końcu zagramy razem? – mówi z uśmiechem Barbara Ryłko. – Tomek ma sporo muzycznych pomysłów w szufladzie. Wiele z nich było napisanych po angielsku, ale przełożyliśmy je na polski. To zdecydowanie lepszy język do tworzenia – dodaje.
Chociaż zagrali we dwójkę – ona śpiewała, on grał na gitarze i klawiszach – to nie wykluczają, że skład koncertowy się rozrośnie. – Pierwotnie nawet mieliśmy wystąpić z perkusją, na której miał grać nasz syn – chodzi obecnie do dziewiątej klasy. Jest bardzo dobry, ćwiczy od drugiej klasy i z tego, co słyszałam, jest zainteresowany współpracą (śmiech). Cała nasza trójka dzieci jest bardzo umuzykalniona, więc kto wie, może powstanie z tego jakiś rodzinny projekt – wyjaśnia Barbara.
Koncert jak papierek lakmusowy
Mimo dość wczesnej pory – Ryūko grało o 17:00 w pełnym słońcu – koncert był emocjonalnym przeżyciem dla zespołu. – To miał być taki papierek lakmusowy, który pokaże, czy mamy ten projekt dalej rozwijać. Oboje możemy powiedzieć, że jak najbardziej tak. Być może nie będziemy intensywnie koncertować – Basia od września wraca do pracy w szkole – ale z pewnością powinniśmy znaleźć czas na nagrywanie nowej muzyki – zdradza Tomasz.
– Ryūko nazywamy naszą terapią małżeńską – uśmiecha się Barbara. – Ta muzyka nas łączy, w końcu po latach znaleźliśmy coś, co nas bardzo zbliża. Ten koncert był także dla nas dużym przeżyciem i dał nam wiele energii do dalszego działania – dodaje.
















