TYRA / Trzy wakacyjne turnusy przygotowało tego lata stowarzyszenie „Nigdy nie jesteś sam” dla dzieci i młodzieży z niepełnosprawnościami. Dwa odbyły się z noclegiem w pensjonacie Rzehaczek w Łomnej Dolnej, trzeci – w formie półkolonii w pensjonacie Tyra Stáje. Dzięki temu w zajęciach mogły uczestniczyć także dzieci, które najlepiej czują się, nocując we własnym domu.

    W programie znalazły się gry i zajęcia plastyczne, przygotowywanie posiłków, basen, wycieczki oraz spotkania z gośćmi. Uczestnicy odwiedzili m.in. gospodarstwo w Oldrzychowicach, leśniczówkę, ZOO w Ostrawie i Czeski Cieszyn. Byli też na kręgielni i w restauracji indyjskiej, przygotowywali pizzę oraz wzięli udział w wyprawie po skarb.

    Jednym z gości była Barbara Plintová z Trzyńca, zdobywczyni tytułu Miss Supranational Czech Republic 2026.

    Intensywny i ciekawy program

    – W tym roku program był, jak zawsze, ciekawy i intensywny. Każdy dzień przynosił coś nowego, a dzieci miały naprawdę dużo okazji do zabawy i wspólnych przeżyć. Razem z wolontariuszkami doszłyśmy jednak do wniosku, że po tylu latach przydałaby się zmiana. Nie chcemy, żeby nasze obozy stały się rutyną, dlatego zaczynamy szukać nowego miejsca. Mam już nawet pewien pomysł, ale na razie nie będę zdradzać szczegółów – mówi z uśmiechem Renata Czader.

    Jak mówi Renata Czader, tegoroczne turnusy pokazały również, jak bardzo rozwinął się zespół wolontariuszek.

    – Było nas dokładnie tyle, ile potrzeba. Co więcej, tegoroczny obóz pokazał mi, że dziewczyny naprawdę już doskonale wiedzą, co i jak robić. Jedna z wolontariuszek pełniła funkcję głównej osoby odpowiedzialnej za cały pobyt. Nie miała swojego podopiecznego, dzięki czemu mogła koordynować wszystko, co działo się na obozie. Dla mnie było to ogromną satysfakcją, bo zobaczyłam, że osoby, które zaczynały u nas jako wolontariuszki, dziś potrafią samodzielnie poprowadzić cały obóz. To chyba najlepszy dowód, że nasza praca ma sens – dodaje Renata Czader.

    Praca asystenta podczas takiego pobytu nie zawsze jest łatwa. Każde dziecko jest inne, ma swoje potrzeby, przyzwyczajenia i sposób komunikowania się. Czasami trzeba nauczyć się odczytywać gest, spojrzenie czy zachowanie, zamiast czekać na słowa. Wymaga to cierpliwości, uważności i empatii.

    – Uśmiech to najlepsza zapłata – zgodnie mówili wolontariusze. Jak podkreślali, obóz bywa wymagający, zwłaszcza gdy trudno od razu odgadnąć, czego dziecko potrzebuje. Ale kiedy uda się je rozśmieszyć, sprawić, że poczuje się dobrze i na jego twarzy pojawi się uśmiech, wszystko nabiera sensu.

    Spotkanie po obozach

    Piątkowe spotkanie w Tyrze było okazją do podsumowania wszystkich trzech turnusów. Spotkali się uczestnicy, ich rodzice, wolontariusze i osoby zaangażowane w organizację pobytów. Było wiele wspomnień, rozmów i wzruszeń.

    Najlepszym dowodem na to, że obozy spełniły swoją rolę, były jednak same dzieci. Ich radość, spontaniczne powitania i więź, jaka nawiązała się między nimi a wolontariuszami, mówiły więcej niż jakiekolwiek podsumowanie.

    Dzieci z niepełnosprawnościami bardzo często mają w sobie niezwykłą wrażliwość i ogromne serce. Potrafią odwdzięczyć się za poświęcony im czas i uwagę w najprostszy, ale najpiękniejszy sposób – uśmiechem, przytuleniem, radością ze spotkania.

    A dla organizatorów i wolontariuszy właśnie ten uśmiech jest największą nagrodą.

    – Największą satysfakcją jest dla mnie to, że mogę wywołać uśmiech na twarzach dzieci. Pomaganie innym po prostu ma sens – podkreślają osoby, które poświęciły swój czas uczestnikom.

    Dla naszych dzieci to wakacje, dla nas chwila wytchnienia

    – Dla mojego syna taki obóz to przede wszystkim szansa, żeby choć przez kilka dni żyć tak, jak żyją inne dzieci – mieć swoich kolegów, ciekawy program, przygody i po prostu cieszyć się wakacjami. Bardzo się cieszę, że również moje dziecko może z tego skorzystać – powiedziała redakcji Dana Przeczková, mama jednego z uczstników obozu.

    – Ale taki wyjazd jest ważny także dla nas, rodziców. Opieka nad dzieckiem z niepełnosprawnością jest wymagająca i jesteśmy z nim praktycznie cały czas. Dlatego te kilka dni, kiedy syn jest na obozie, daje nam możliwość trochę odpocząć, nabrać sił, ale też nadrobić różne zaległości w domu, na które przy codziennej opiece często po prostu brakuje czasu. To dla nas ogromna wartość i jestem bardzo wdzięczna, że mój syn ma możliwość przeżycia takiego obozu – dodała.

    Reniu, dziękujemy, że jesteś

    – Mam ogromny podziw dla Reni za to, co przez lata udało jej się stworzyć. Nie tylko organizuje obozy, ale przede wszystkim cały czas szuka pieniędzy i możliwości, żeby nasze dzieci mogły w nich uczestniczyć. Dla nas, rodziców, to ogromnie ważne. Wiemy, że kiedy powierzamy jej nasze dzieci, są w naprawdę dobrych rękach. Czeka na nie bogaty, ciekawy program, mnóstwo atrakcji, ale przede wszystkim ludzie, którzy podchodzą do nich z sercem, cierpliwością i zrozumieniem – cieszyła się Taťána Bajerová, mama jednego z uczestników obozu.

    – Po takim pobycie nasze dzieci wracają pełne wrażeń i jeszcze długo opowiadają o tym, co przeżyły. A my, rodzice, możemy w tym czasie trochę odpocząć, nabrać sił i zwyczajnie złapać oddech. Opieka nad dzieckiem z niepełnosprawnością wymaga przecież dużo więcej czasu, cierpliwości i energii niż codzienna opieka nad zdrowym dzieckiem – wyjaśnia Taťána Bajerová.

    – Dlatego tym bardziej jestem wdzięczna Reni, że jest, że ma w sobie tyle energii i że nie odpuszcza. Dzięki niej nasze dzieci mogą przeżywać swoje wakacyjne przygody, a my możemy na chwilę odpocząć ze świadomością, że są szczęśliwe i bezpieczne – podkreśla.

      Komentarze





      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Zadanie współfinansowane ze środków Kancelarii Senatu.