Renata Staszowska
E-mail: renata@zwrot.cz
WĘDRYNIA / Śmiech widzów, gromkie brawa i aktorzy, którzy po raz kolejny udowodnili, że pasja potrafi zdziałać cuda. Tak wyglądały dwa wieczory z Teatrem im. Jerzego Cienciały w wędryńskiej „Czytelni”, gdzie 29 i 30 maja wystawiono „Powtórkę z Czerwonego Kapturka” Andrzeja Stalony-Dobrzańskiego. Oba przedstawienia przyciągnęły liczną publiczność, a aktorów nagrodzono długimi owacjami.
Podczas obu spektakli sala była wypełniona po brzegi. Widzowie żywo reagowali na wydarzenia rozgrywające się na scenie, a po zakończeniu przedstawień długo oklaskiwali wykonawców. Był to najlepszy dowód na to, że wędryńscy artyści trafili do serc publiczności.
Spektakl dla wnuków i ich dziadków
Choć tytuł nawiązuje do jednej z najbardziej znanych bajek świata, przedstawienie nie było skierowane wyłącznie do najmłodszych. Humor słowny, zabawne dialogi i liczne sceniczne niespodzianki sprawiły, że równie dobrze bawili się dorośli.
– Pomysł na tę sztukę zrodził się z marzenia kilku naszych aktorek, które są już babciami i chciały zagrać także dla swoich wnuków. Szukaliśmy więc przedstawienia rodzinnego, które zainteresuje kilka pokoleń. Janusz Kaczmarski przypomniał sobie, że przed laty „Powtórkę z Czerwonego Kapturka” wystawiano na Scenie Polskiej. Zdobyliśmy scenariusz i postanowiliśmy po niego sięgnąć – wyjaśnia reżyser Janusz Ondraszek.
Jak dodaje, w teatrze amatorskim obsada tworzy się przede wszystkim z ludzi pełnych zapału.
– Aktorów wybieram spośród tych, którzy mają ochotę i czas poświęcić się próbom. To wymagające zajęcie, ale na szczęście chętnych nigdy nie brakuje – mówi.
Spełnione marzenie najmłodszej aktorki
Szczególnym wydarzeniem spektakl był dla Agaty Szotkowskiej, która wcieliła się w rolę Czerwonego Kapturka. Był to jej pierwszy występ na scenie razem z dorosłymi aktorami.
– To było moje marzenie. Mój tata gra w teatrze wędryńskim i od dawna mówiłam mu, że jeśli pojawi się odpowiednia rola, bardzo chciałabym spróbować swoich sił. W szkole występowałam już wcześniej, ale tutaj wszystko wygląda trochę inaczej – opowiada.

Jak przyznaje, początkowo towarzyszyła jej trema.
– Dziś już jej nie mam. Czuję się tu bardzo dobrze. Mam większą swobodę i mogę włożyć w swoją postać więcej siebie. A poza tym wiem, że na scenie otaczają mnie doświadczeni aktorzy. Gdyby coś poszło nie tak, zawsze mogę liczyć na ich pomoc – dodaje z uśmiechem.
Babcia jak z bajki
W rolę Babci wcieliła się Irena Filipek, dla której ta postać okazała się wyjątkowo bliska.
– Mam dwie wnuczki i bajkę o Czerwonym Kapturku opowiadałam im już niezliczoną ilość razy. Teraz mogłam zostać tą babcią również na scenie – śmieje się aktorka.

Jak podkreśla, teatr od lat jest ważną częścią jej życia.
– Kiedy zdarzy się sezon, w którym mniej gramy, odczuwam pewien niedosyt. Najbardziej lubię ludzi, których tu spotykam. Próby i występy pozwalają choć na chwilę oderwać się od codziennych spraw i po prostu cieszyć się wspólnym tworzeniem – mówi.
Kolorowo, muzycznie i z humorem
Duże wrażenie robiły również kostiumy. Część z nich została wypożyczona z Teatru Cieszyńskiego, jednak wiele elementów aktorzy i członkowie zespołu zdobyli lub przygotowali samodzielnie. Dzięki temu każda postać zyskała niepowtarzalny charakter, a całość prezentowała się niezwykle efektownie.
Nie zabrakło również piosenek, muzyki i rytmicznych dialogów. Wszystko to sprawiło, że niemal dwugodzinne przedstawienie minęło bardzo szybko, a publiczność opuszczała salę z uśmiechami na twarzach.
Kolejna premiera Teatru im. Jerzego Cienciały pokazała, że wędryńska scena ma się znakomicie. „Powtórka z Czerwonego Kapturka” okazała się nie tylko udanym spotkaniem z klasyczną bajką, ale przede wszystkim pełnym humoru spektaklem.



























Komentarze



