Halina Szczotka
E-mail: halina.szczotka@zwrot.cz
Są potrzebni przez cały rok, ale szczególnie przed wakacjami. Bez nich nie da się zorganizować obozów dla osób z niepełnosprawnościami. W najnowszym odcinku podcastu „Zwrotowisko” Renata Czader, prezes stowarzyszenia Nigdy nie jesteś sam, opowiada o wolontariuszach, którzy pomagają tam, gdzie sama dobra organizacja już nie wystarcza.
Wakacje w wielu rodzinach oznaczają planowanie wyjazdów, kolonii, półkolonii i zajęć dla dzieci. W rodzinach osób z niepełnosprawnościami ta logistyka jest znacznie trudniejsza. Trzeba myśleć o dostępności miejsca, transporcie, opiece, lekach, posiłkach, bezpieczeństwie i o tym, czy osoba z niepełnosprawnością będzie mogła naprawdę uczestniczyć w zaplanowanych zajęciach.
Wolontariusz na wagę złota
Jest jednak jeszcze jeden warunek, bez którego wiele takich wyjazdów w ogóle nie mogłoby się odbyć: wolontariusze.
– To jest moje gro pracy w stowarzyszeniu. Szukanie wolontariuszy – mówi w rozmowie z „Zwrotowiskiem” Renata Czader, prezes stowarzyszenia Nigdy nie jesteś sam.
Najpierw wolontariusze, potem program
Stowarzyszenie Nigdy nie jesteś sam od lat organizuje obozy, półkolonie, wycieczki i spotkania dla osób z niepełnosprawnościami. Z zewnątrz może to wyglądać jak zwykła organizacja wakacyjnego wyjazdu: trzeba znaleźć miejsce, przygotować program, zapewnić posiłki, transport i pieniądze.
Renata Czader mówi jednak jasno: najpierw trzeba mieć ludzi.
Bez wolontariuszy nie da się zapewnić uczestnikom codziennej pomocy, opieki i obecności. To oni pomagają przy posiłkach, przemieszczaniu się, wyjściach, wycieczkach i zwykłym spędzaniu czasu. Są blisko uczestników, uczą się ich potrzeb, reagują i wspierają.
Nie trzeba być specjalistą. Trzeba chcieć się uczyć
W rozmowie pada ważna rzecz: wolontariusz nie musi od razu mieć specjalistycznego przygotowania. Nie musi być terapeutą, pielęgniarzem ani pracownikiem socjalnym.
Potrzebne są odpowiedzialność, gotowość do pomocy i otwartość na drugiego człowieka.
Nowe osoby dołączają do tych, które mają już doświadczenie. Starsi stażem wolontariusze pokazują, co i jak robić. Z czasem grupa zaczyna działać coraz sprawniej. Każdy ma kogoś pod opieką, ale po kilku dniach wszyscy pomagają sobie nawzajem.
Renata Czader nie ukrywa jednak, że to nie jest wolontariat „ładny” na zdjęciach. To czasem praca trudna fizycznie i psychicznie. Trzeba umieć spotkać się z ciałem, chorobą, niepełnosprawnością, zależnością i intymnością drugiego człowieka. Trzeba zobaczyć nie tylko uśmiech, ale też zmęczenie, ślinienie się, trudności z poruszaniem, problemy zdrowotne i zwyczajne ludzkie ograniczenia.
Właśnie dlatego ta pomoc jest tak ważna.
Szczególnie potrzebni są mężczyźni
Wolontariat opiekuńczy wciąż jest w dużej mierze kobiecy. Renata Czader szacuje, że zdecydowaną większość osób pomagających przy obozach stanowią dziewczyny i kobiety. Mężczyzn przez wszystkie lata było niewielu.
A są bardzo potrzebni.
Nie tylko dlatego, że czasem trzeba kogoś przenieść, pomóc przy wózku albo wykonać czynności wymagające większej siły. Chodzi również o komfort i godność samych uczestników. Wśród podopiecznych są także dorośli mężczyźni. W niektórych sytuacjach obecność wolontariusza mężczyzny byłaby po prostu właściwsza i bezpieczniejsza dla wszystkich.
– Panowie bardzo by się przydali – mówi Renata Czader.
To ważny apel. Nie tylko do studentów, ale też do dorosłych mężczyzn, którzy mają czas, siłę i gotowość, by spróbować. Nie trzeba od razu deklarować się na całe życie. Można przyjść, zobaczyć, sprawdzić, czy to miejsce jest dla mnie.
Wolontariusze się zmieniają, więc trzeba szukać ich ciągle
Jednym z największych wyzwań jest to, że grupa wolontariuszy nigdy nie jest dana raz na zawsze. Młodzi ludzie kończą szkoły, wyjeżdżają na studia, zakładają rodziny, zaczynają pracę. Niektórzy pomagają przez kilka lat, inni tylko przez pewien etap życia.
Renata Czader mówi, że to rozumie. Każdy ma swoje życie. Ale dla stowarzyszenia oznacza to jedno: nowych wolontariuszy trzeba szukać cały czas.
Dlatego chodzi do szkół, opowiada o wolontariacie, zachęca młodych ludzi, by znaleźli miejsce, w którym ich pomoc ma sens. Nie każdy musi pomagać akurat w stowarzyszeniu Nigdy nie jesteś sam. Ważne, żeby w ogóle zobaczyć, że pomaganie może być częścią życia, a nie tylko jednorazową akcją.
Dla uczestników to przygoda. Dla rodziców — chwila oddechu
Obozy i półkolonie organizowane przez stowarzyszenie są ważne dla uczestników, bo dają im to, czego potrzebuje każdy człowiek: wyjazd, zmianę otoczenia, radość, kontakt z innymi, wycieczki, lody, autobus, pociąg, śmiech, zmęczenie po dobrze przeżytym dniu.
Ale te wyjazdy mają jeszcze jeden wymiar. Dają oddech rodzicom i opiekunom.
W rodzinach osób z niepełnosprawnościami opieka często trwa bez przerwy. Nie kończy się po południu, nie zatrzymuje na weekend i nie znika w wakacje. Dlatego czas, w którym dziecko lub dorosły podopieczny jest bezpiecznie zaopiekowany, może być dla rodzica bezcenny.
To właśnie tu stowarzyszenie w praktyce zastępuje coś, czego w regionie wciąż brakuje: dostępną opiekę wytchnieniową.
Miejsce też musi chcieć pomóc
Organizacja takiego wyjazdu nie polega wyłącznie na rezerwacji noclegu. Potrzebne są miejsca, które rozumieją, że uczestnicy mają różne potrzeby. Liczy się dostępność, ale też podejście ludzi.
Czasem jeden schodek nie przekreśla wyjazdu, jeśli gospodarze chcą pomóc i szukają rozwiązań. Ważne jest, czy można przygotować odpowiednie posiłki, dostosować przestrzeń, zapewnić spokojniejsze miejsce do odpoczynku i potraktować grupę nie jak problem, ale jak gości.
Stowarzyszenie korzysta m.in. ze sprawdzonych miejsc w Dolnej Łomnej i Tyrze. Dla wielu uczestników powrót w znane miejsce jest dodatkowo ważny, bo daje poczucie bezpieczeństwa.
Chcesz pomóc?
Stowarzyszenie Nigdy nie jesteś sam szuka wolontariuszy do pomocy przy działaniach dla osób z niepełnosprawnościami. Szczególnie mile widziani są również mężczyźni.
Osoby zainteresowane mogą zgłosić się do stowarzyszenia Nigdy nie jesteś sam.
Całej rozmowy z Renatą Czader można posłuchać w najnowszym odcinku podcastu „Zwrotowisko”.
Komentarze



