MOSTY KOŁO JABłONKOWA / W sobotę 6 stycznia w Mostach koło Jabłonkowa odbył się jubileuszowy 45. Bal Gorolski. Miłośnicy folkloru bawili się w Domu PZKO Kasowy do białego rana. Bal organizują członkowie Zespołu Folklorystycznego Górole i Miejscowe Koło Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w Mostach koło Jabłonkowa.

    Bal rozpoczął się od Międzynarodowego Przeglądu Kapel Ludowych oraz Zespołów Folklorystycznych. Przedstawiły się zespoły i kapele ludowe z Polski, Słowacji, Czech, Węgier i z naszego regionu. Zatańczyli Gorole z Mostów, ZF Šmykňa, Studencki Zespół Góralski „Skalni” z Krakowa. Zagrały kapele Friš, 9-Siył, Trio Rosa, kapela ludowa Repáňovci. Prawdziwą furorę zrobił węgierski zespół Fitos Dezső Társulat.

    Powrót do początków

    Jubileuszowy Bal Gorolski stał się okazją do nostalgicznej podróży w czasie. Na ścianach w pierwszej sali można było oglądać czarno-białe zdjęcia balowiczów sprzed 45 lat. Wzruszający moment nastąpił, gdy na scenie Andrzej Niedoba, prezes MK PZKO Mosty koło Jabłonkowa i jeden z inicjatorów balu przypomniał ideę, jaka towarzyszyła pierwszym edycjom. – Na sali byli ludzie w biołych koszulach, bo my ich pytali, coby prziszli w jakimsi stroju albo namiastce stroju, tak mieli czyrwiónóm splatkym pod karkym. I tak to wszecko zaczynało – wspominał Niedoba i wymienił muzyków, którzy wtedy grali i którzy teraz w sobotę pojawili się na scenie w Kasowym.

    Oprócz Andrzeja Niedoby byli to m.in. Zbigniew Wałach z Istebnej i grający na gajdach Mariusz Wałach. Później dołączyli do nich muzycy z kapeli ludowych, które obecnie grają na Zaolziu.

    – Kiedyś w szkołach muzycznych nie uczono pieśni ludowych, nie było kapel ludowych. Teraz, całe szczęście, sytuacja jest zupełnie inna, ze szkół muzycznych wychodzą całe kapele, m.in. Nowina, Lipka – powiedział Alojzy Martynek.

    Czy to już ostatni Bal Gorolski?

    Zaskoczeniem dla obecnych było oświadczenie Alojzego Martynka, który zapowiedział, że dotychczasowi organizatorzy imprezy (m.in. Alojzy Martynek z żoną Wandą, Andrzej Niedoba z żoną Agnieszką, Janusz Lacheta i Marie Lacheta) przygotowali ją po raz ostatni. 

    – Może znajdzie się ktoś, kto zdecyduje się przejąć ten wóz i pociągnąć go dalej. Mnie i Andrzeja jako prowadzących bal widzicie po raz ostatni – powiedział Alojzy Martynek.

    – To niesamowity ogrom pracy przez cały rok. Trzeba zapewnić program, co łączy się z jeżdżeniem po festiwalach, by móc zaprosić naprawdę dobre zespoły. Trzeba też załatwić środki finansowe, napisać wnioski dotacyjne, poprosić sponsorów o pomoc. Potem wszystko trzeba rozliczyć. To praca, którą moja żona robi na bieżąco przez cały rok. Lat nam przybywa i według nas to najlepszy moment, by pałeczkę przekazać młodym. Na pewno chętnie pomożemy, jeśli tylko znajdzie się ktoś chętny do organizacji – dodał Alojzy Martynek.

    W strojach przychodzą wszyscy

    Jak wspominał Andrzej Niedoba, na początku trudno było gościom zapewnić sobie strój ludowy. Po 45 latach na balu wszyscy pojawiają się w strojach, nawet goście honorowi. Można w strojach góralskich czy cieszyńskich spotkać polityków, biznesmenów.

    – Na Bal Gorolski przychodzę regularnie od 1997 roku. Folklor uwielbiam, atmosfera tutaj jest wspaniała. Mam nadzieję, że impreza ta będzie kontynuowana, że nie zaniknie, że znajdzie się ktoś chętny, kto będzie ją organizować dalej – powiedział Ján Moder, wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Huty Trzyniec.

    – Bal Gorolski to fenomen społeczny, który integruje ludzi i pielęgnuje dziedzictwo kulturowe, folklor, tradycje, język, przypomina korzenie. Buduje mosty między różnymi warstwami społeczeństwa. Wszyscy przychodzą w strojach, na parkiecie bawią się razem, nie patrząc na to, czy ktoś jest dyrektorem, czy robotnikiem. Na bal przychodzę regularnie, panuje tu wspaniała atmosfera, spotykam przyjaciół. To międzynarodowe spotkanie, chyba w całej Europie nie ma czegoś podobnego – stwierdza wójt Czernego Peter Staňo.

    Dla wielu Bal Gorolski to też okazja do spotkania dawno niewidzianych znajomych i przyjaciół, których łączy zamiłowanie do folkloru.

     – Czymu chodzymy na Bal Gorolski radzi? Bo nóm tam je fajnie. Czujymy się tam swojsko i spotykómy się tam z naszymi przyjaciółmi z zespołu Górole. Potańcujymy se na nutę ludowóm, co lubimy. Tak samo jak radzi oglóndómy wystympy przednich zespołów folklorystycznych i posłóchómy grani fajnych kapel – mówi Danuta Milerska, która razem z synem w tym roku prowadziła na balu chodzónego.

    Tegoroczny bal był dla wielu okazją do nostalgicznych wspomnień.

    – Wśród pierwszych organizatorów balu był też mój mąż Bogdan. Dla nas bal to spotkania przed, w trakcie i po balu ze starymi kolegami. Niektórzy nocowali u nas, jak jeszcze nie było pensjonatów. Szczególnie miłe wspomnienia łączą się z kapelą Friš. To też szykowanie strojów, Wspominaliśmy pracę na zapleczu balu – w kuchni, barze. Cała rodzina brała udział w przygotowaniach – wspominała Danuta Niedoba.

    Na początek chodzony

    Po przeglądzie zespołów organizatorzy szybko sprzątnęli krzesła z widowni, zwinęli podłogę, na której występowały zespoły i mógł ruszyć prawdziwy Bal Gorolski. Tradycyjnie już rozpoczął się chodzonym. Ponad 500 gości balowych, wszyscy w strojach ludowych, bawiło się w kilku pomieszczeniach mosteckiego Domu PZKO „Kasowy” przy dźwiękach kapeli ludowych.

    Tagi: ,

      Komentarze



      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      REKLAMA Walizki
      REKLAMA
      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2023-2024.
      Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego.