Halina Szczotka
E-mail: halina.szczotka@zwrot.cz
W swoich recenzjach staram się zawsze przedstawiać dzieła literackie bądź filmowe, które nie tylko zapewnią przyjemnie spędzony czas, ale również będą miały jakieś głębsze znaczenie i wniosą nowe wartości. Wiele książek i filmów być może zapewnia odskocznię od rzeczywistości, jednak te, które potrafią dodatkowo nakłonić człowieka do refleksji oraz nowego spojrzenia na świat, są tymi, które powinniśmy cenić najbardziej.
Właśnie jednym z takich filmów są Nietykalni, francuski komediodramat na podstawie prawdziwych zdarzeń. Ten emocjonalny film w reżyserii Olivera Nakache i Erica Toledano zachwyca nie tylko udanym scenariuszem, ale i obsadą. François Cluzet w roli sparaliżowanego Philippe’a i Omar Sy jako jego opiekun to duet znakomity. To oni „niosą” fabułę i uwodzą widza swoimi kreacjami. Nie sposób tego nie docenić.
Nietykalni to historia przyjaźni sparaliżowanego milionera i chłopaka z przedmieścia, których różni wszystko: wiek, stan społeczny, wykształcenie, sytuacja materialna, sposób odbierania świata. Milioner ma wszystko, ale patrzy na świat z pozycji wózka inwalidzkiego. Chłopak jest młody, tryskający zdrowiem i optymizmem, ale z bagażem życiowych doświadczeń. Po części los, a po części kaprys starszego mężczyzny, skrzyżuje ścieżki tych bohaterów. Co z tego wyniknie? Zetknięcie tych dwóch światów, powoduje całą lawinę zabawnych historii, bo Nietykalni to przede wszystkim znakomita komedia.
Nietykalni zapewniają wiele wzruszeń i równie dużo zdrowego śmiechu
Philippe jest niepełnosprawnym milionerem, który po wypadku porusza się na wózku. W dużej mierze jest uzależniony od innych osób. Poszukuje kogoś do opieki. W korytarzu domu czeka wielu mężczyzn, którzy chcą pracować jako jego opiekunowie. Wraz z innymi czeka również Driss. Wchodzi do środka, chcąc prosić o podpis karteczki potrzebnej mu do pobierania zasiłku dla osób bezrobotnych. Niepełnosprawność milionera nie pozwala mu na podpisanie dokumentu i Driss ma przyjść kolejnego dnia.
Driss jest człowiekiem, który ostatnie pół roku przesiedział za kratkami. Godzinami wysiaduje pod blokiem z kumplami, z którymi pali zioło i pije alkohol. Mimo to jest wolny. Następnego dnia czeka go niespodzianka… I tak dość przypadkowo rozpoczyna się wspaniała opowieść – o przyjaźni, życiu, szczęściu i miłości.
Driss zostaje więc opiekunem Philippa i traktuje go jak normalnego człowieka, śmieje się z jego dziwactw, żartuje z jego kalectwa. To pomaga Philippowi spojrzeć na swoją sytuację z zupełnie innej perspektywy i pozbyć się psychicznych zahamowań, otworzyć się na nowe lepsze relacje z otoczeniem. To dzięki Drissowi zmienia swoje życie, choć wydawałoby się, że w jego sytuacji nic nie można zmienić na lepsze.
Z kolei Philippe pokazuje Drissowi swój świat, do tej pory niedostępny dla niego, choć dla czarnoskórego chłopaka żyjącego z zasiłku najważniejsze jest to, że uwierzył w szansę odmiany swojego losu i wyrwania się zaklętego środowiska blokowisk. Nietykalni to film o przyjaźni, tej prawdziwej, gdzie obie strony coś zyskują od siebie, pozostając nadal sobą. Wydawałoby się, że to niemożliwe, aby tak różne osoby mogły zbudować bliskie relacje między sobą. To właśnie zestawienie dwóch skrajności sprawia, że są nietykalni.
Film pełen pozytywnych wrażeń
Bohaterowie Nietykalnych są żywi, naturalni, szczerzy, a ich stopniowa przemiana jest wiarygodna i uzasadniona – być może dlatego, że finalnie Driss pozostaje Drissem, a Philippe – Philippem. Tyle że każdy z nich trochę lepszą i szczęśliwszą wersją siebie.
Kolejnym z atutów filmu jest rodzaj humoru, którym operują jego twórcy. Żart jest lekki, pozbawiony cynizmu i – nawet w sytuacjach, które potencjalnie grożą przekroczeniem granic ogólnie rozumianego dobrego smaku – naprawdę śmieszny. Wiele scen zmusza widza również do kontemplacji. Bohaterowie próbują odnaleźć się „w nowej rzeczywistości”, szukają akceptacji i szczęścia. Sądzę, że tak zrealizowany film spodoba się każdemu. Sama najbardziej w tym filmie cenię nieokrzesany i niewymuszony humor oraz przesłanie filmu o sile prawdziwej przyjaźni.
Nietykalni to typowe kino „ku pokrzepieniu serc”. Film jest pełen „pozytywnych wibracji” bijących z ekranu, jak również przemyślanych i ciekawych scen. Ma w sobie coś dobrego, jest bezpretensjonalny, lekki, ale też pokazuje nam wiele bardzo ważnych rzeczy. Po pierwsze uczy, że każdy z nas zasługuje na drugą szansę. Nie powinniśmy oceniać nikogo po pozorach, ponieważ nie znamy jego doświadczeń ani przeżyć. Pokazuje również zderzenie dwóch sfer, które każdej ze stron może przynieść bardzo cenną lekcję. Nietykalnych polecam wszystkim, którzy lubią dobry humor w filmach. I wszystkim, którzy chcą obejrzeć ekranizację na poziomie. Jeśli ktokolwiek zapyta, czy warto? Odpowiedź jest jednoznaczna. Zdecydowanie tak!
Julia Kawulok
Tagi: Julia Kawulok