Czytaj nas! Codziennie nowe informacje!

    Ostatnie na wybrzeżu zakwaterowanie znalazłyśmy na kempingu w Grzybowie – niemal na przedmieściach Kołobrzegu (o tym było w jednym z poprzednich odcinków).

    To była pierwsza noc bez deszczu. Bardzo dobrze, bo ostatnia pod namiotem, więc gdyby – jak w noce poprzednie – lało, to musiałybyśmy spakować mokry tropik i w domu go suszyć. A tak namiot już na kempingu można było spakować porządnie i po powrocie schować do szafy by czekał na następny wyjazd.

    Również pod względem komarów bardzo pozytywnie – nie gryzły. Jakby chcieć się do czegoś przyczepić, to letnia, a nie ciepła woda pod prysznicem, ale nie przesadzajmy. Ważne że nie zimna, a cena za nocleg bardzo atrakcyjna.

    Po pamiątki do Dźwirzyna

    Nie chciałyśmy, jak dzieci na szkolnej wycieczce, rzucać się na pierwszą napotkaną pierwszego dnia budę z pamiątkami. Ale przesadziłyśmy, zostawiając to na sam koniec, na dzień ostatni. I to dzień, w którym miałyśmy do pokonania prawie 300 km.

    Młoda nastawiała się na Kołobrzeg, ale tam wieczorem czasu było za mało, a następnego dnia postanowiłyśmy już to miasto odpuścić na rzecz nieśpiesznej peregrynacji kawałka wybrzeża i Pomorza, kierując się już w stronę celu podróży, jakim tego dnia było Gniezno. Ten ostatni dzień był jedynym, który łącznie z noclegiem był zaplanowany z wyprzedzeniem już pierwszego dnia. Ale bynajmniej nie przed wyjazdem.

    I tak wpadłyśmy na pomysł, by cofnąć się 5 kilometrów (gdyby czasu było więcej, poszłybyśmy sobie te 5 kilometrów plażą) do Dźwirzyna. Wczoraj bowiem, przejeżdżając przez tę miejscowość bez zatrzymywania się, zauważyłyśmy, że jest ciekawa, no i zwróciłyśmy uwagę na ogromną liczbę bud z pamiątkami.

    Parkujemy więc przy drodze i ruszamy na oględziny asortymentu kramów. Przemierzamy aleję straganów tam i z powrotem niezbyt zachwycone. Nic nie porwało nas jakoś szczególnie za serce. Ja chce kupić sobie bransoletkę z naturalnych, surowych bursztynów, młoda potrzebuje prezenty dla koleżanek, ale nie ma pomysłu jakie.

    Co ciekawe, choć asortyment straganów w kolejnych nadmorskich miejscowościach jest dość podobny, to uwagę zwraca jeden szczegół – każda z tych miejscowości, nawet najmniejsza, ma swoje gadżety – z nazwą danego kurortu. Wszędzie: zapalniczki, breloczki w kształcie koła sterowego, otwieracze, kubki no i oczywiście magnesy – ale w Pobierowie z nadrukiem „Pobierowo”, w Dźwirzynie z nadrukiem „Dźwirzyno” itd.

    A młoda chciała coś takiego ogólnie nadmorskiego, zdecydowanie bardziej pasującego do naszej eskapady, która przecież nie była wyjazdem do jednej konkretnej miejscowości, zwiedzaniem fragmentu polskiego wybrzeża, z „zaliczaniem” po kilka miejscowości dziennie …

    Spotkanie na plaży

    W końcu jednak udało się coś znaleźć. Obowiązek turysty spełniony. No to teraz pożegnanie z morzem. Najbliższym zejściem schodzimy na plażę. Zajęta ostatnimi kadrami rozbijających się o brzeg fal słyszę, jak córa entuzjastycznie woła „a dzień dobry!”. Z intonacji można z całą pewnością wywnioskować, że mówi to do kogoś znajomego. Co, nie ukrywam, w tym miejscu jest sporym zaskoczeniem.

    Odwracam głowę i kogóż to widzę? Wędrowca z wielkim plecakiem. Tego samego, którego spotkałyśmy na plaży w Międzyzdrojach cztery dni temu, w pierwszym dniu naszej krótkiej nadmorskiej wyprawy. My uprawiając turystykę samochodową, on – pieszą w tym samym dniu dotarliśmy w to samo miejsce. Niesamowity zbieg okoliczności! Chwila rozmowy. Zaciekawione słuchamy relacji z pierwszych czterech dni wędrówki.

    W głowie zaczyna kołatać się myśl, by tych ciekawostek nie zostawiać dla siebie, a utrzymać kontakt z wędrowcem i podzielić się relacjami z jego przygody z naszymi Czytelnikami. Odprowadzamy znajomego obieżyświata do następnego zejścia z plaży, żegnamy się i idziemy każdy w swoją stronę – on dalej pieszo wzdłuż wybrzeża, my do zaparkowanego przy drodze przez centrum Dźwirzyna samochodu. I też ruszamy w dalszą drogę, tyle że samochodem.

    Jak ocenić stopień „kurortowości” danej miejscowości

    Nie ujechałyśmy zbyt daleko. Wprawdzie Kołobrzeg uznałyśmy za „zaliczony”, choć raczej mało dokładanie zwiedzony, i ominęły miasto bokiem, to po kilkunastu kilometrach spostrzegłam drogowskaz „Ustronie Morskie 1 km”. No tak, to jest to Ustronie Morskie, z powodu którego turyści z głębi kraju przyjeżdżający w Beskidy zamiast Ustroń (ten pod Czantorią) mówią na miasto „Ustronie”. No to przecież, skoro nadarza się taka okazja, muszę zobaczyć tę miejscowość, z którą nagminnie mylony jest nasz górski Ustroń. Zjeżdżamy.

    Powoli dochodzę do wniosku, że stopień „kurortowości” danej miejscowości ocenić można na samym wstępie po trudnościach w parkowaniu. Tu, w Ustroniu Morskim, są mniejsze, aniżeli w Międzyzdrojach, ale już nie tak łatwo tu zaparkować, jak w Pustkowie, Pobierowie czy Dziwnowie. Właściwie bez problemu blisko centrum udaje się zaparkować tylko dlatego, że jest poza sezonem.

    – Tylko bliżej krawężnika, bo kolejka nie przejedzie – podpowiada pan remontujący coś przy jednym z pensjonatów. I dodaje, że latem jeździ tą kolejką i jak nie może przejechać koło źle zaparkowanych samochodów, to wysiada z „lokomotywy”, składa lusterka i flamastrem wypisuje na szybie samochodu w najlepszym wypadku słowa „mistrz parkowania”.

    Ale zazwyczaj jednak gryzmoli epitety cięższego kalibru wyrażające umiejętności parkowania posiadacza samochodu nie nadające się do publicznego cytowania i jeszcze uzupełnia rysunkami.

    Kawałek dalej widzimy wspomnianą kolejkę. Podobna do tych, które wożą wycieczkowiczów po Ustroniu czy Wiśle. Deptak pełen lokali – głównie smażalni i lodziarnio-gofrarni.

    Przedzierając się pomiędzy mieniącymi się wszystkimi kolorami plastiku straganami, dochodzimy do mola. Widok na morze jak wszędzie – bezkres wody aż po horyzont. Stoimy chwilę w ramach pożegnania z morzem. Chyba teraz już ostatecznego, czas ruszać w drogę.

    Wracając, wypatruję na jednym ze straganów bursztynowe bransoletki za 10 zł. No i niczego już nie rozumiem. Takie same w innych miejscowościach wahały się od 15 do 25 złotych. Niczym, ale to niczym się nie różnią. Kupuję. No to i pamiątka znad morza jest. Nie jedyna zresztą. spacerując po plaży zabrałam kilka ładnych kamyków. Te akurat nie będą kolejnymi „łapaczami kurzu”, bo idealnym miejscem dla nich jest akwarium.

    (indi)

    Tagi: , , , , ,

      Komentarze

      Czytaj również


      Sejmik w Stonawie przed Zgromadzeniem Ogólnym innym niż zwykle
      Sierpień032020

      Sejmik w Stonawie przed Zgromadzeniem Ogólnym innym niż zwykle

      Województwo morawsko-śląskie zielone. Ministerstwo pokazało „semafor”
      Sierpień032020

      Województwo morawsko-śląskie zielone. Ministerstwo pokazało „semafor”

      📷 Targ Staroci w Cieszynie cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem
      Sierpień032020

      📷 Targ Staroci w Cieszynie cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem

      I byłoby po Gorolskim Święcie
      Sierpień032020

      I byłoby po Gorolskim Święcie

      Na Sejmiku Gminnym w Trzyńcu
      Sierpień032020

      Na Sejmiku Gminnym w Trzyńcu

      Nad Ropiczanką będzie najdłuższy most na trzecim odcinku obwodnicy Trzyńca
      Sierpień032020

      Nad Ropiczanką będzie najdłuższy most na trzecim odcinku obwodnicy Trzyńca

      Lato na Strzelnicy. Koncertował Chickaletta
      Sierpień032020

      Lato na Strzelnicy. Koncertował Chickaletta

      Dzieci doczekają się cyklu wydarzeń „Wakacje w 3ńcu”
      Sierpień032020

      Dzieci doczekają się cyklu wydarzeń „Wakacje w 3ńcu”


      #KTOTYJESTEŚ

      REKLAMA
      REKLAMA

      ZWROT TV

      Senat Rzeczypospolitej Polskiej Ministerstvo Kultury Fundacja MSZ Fortissimo haloCieszyn

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl www.prekladypygmalion.cz

      Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą.
      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.

      Website Security Test