Beata Tyrna
E-mail: indi@zwrot.cz
JABŁONKÓW / W piątek 13 października w Jabłonkowie odbyło się spotkanie z Michaelem Morysem-Twarowskim poświęcone jego najnowszej książce „(Pra)Zaolzie – 102 szkice biograficzne”. Spotkanie zorganizował w kawiarni „Mono cafe” w ramach Dni Polskich Kongres Polaków w RC. My zaś rozmawiamy z autorem o tym, co czytelnik w tej niepozornych gabarytów książeczce znajdzie i kogo może ona zainteresować.
Z podtytułu twojej najnowszej książki dowiadujemy się, że zawiera 102 szkice biograficzne. Biografie jakich osób znalazły się więc na kartach tej książki?
To nawet nie biografie, co właśnie krótkie szkice biograficzne poświęcone wybranym osobom, mieszkającym na terenie dzisiejszego Zaolzia od średniowiecza do 1920 roku. Można je podzielić na trzy grupy.
Pierwsza to osoby znane, ale opowiadam o mniej znanych epizodach z ich życia. Przykładowo pojawia się Andrzej Cinciała, słynny działacz narodowy, ale skupiam się na czasach, kiedy pracował jako notariusz we Frysztacie.
Druga grupa to osoby mniej znane, ale o niebanalnych życiorysach, jak Andrzej Gniady, opat z Orłowej, protegowany królowej Bony, czy Jerzy Ślązak, chłop z Ropicy albo z Końskiej (źródło jest niejasne w tej kwestii), będący szpiegiem na usługach Turków osmańskich.
Trzecia grupa to osoby zwykłe, których losy są egzemplifikacją szerszych zjawisk. Jest wójt z Ligotki Kameralnej, który jako pierwszy sprowadził do wsi zegar, jest gospodyni z Cierlicka otaczająca troską ofiary epidemii ospy – i tak dalej, i tak dalej.
Dobierałeś postacie według jakiegoś klucza?
Podstawowy klucz dotyczył tego, czy mieszkały na terenie dzisiejszego Zaolzia przed 1920 rokiem i czy są to ciekawe biografie. Większość informacji pochodzi ze źródeł archiwalnych albo z mało znanych opracowań. Nie jest to prosta kompilacja w rodzaju „był to zasłużony działacz” i przepisanie danych dostępnych w słownikach biograficznych. W żadnym wypadku nie jest to zbiór najważniejszych osób w dziejach tej części Śląska Cieszyńskiego. Nie ma Jana Kubisza, Pawła Oszeldy czy Jerzego Cieńciały, o których już wiele napisano. Chodziło mi bardziej o przedstawienie postaci, które dopiero mają szansę zaistnieć w świadomości zbiorowej. Może jako patroni wydarzeń kulturalnych, może jako pierwowzory postaci literackich czy filmowych.
Podczas spotkania przyznałeś, że wiek XX nigdy specjalnie nie leżał w kręgu Twoich zainteresowań.
Zdecydowanie lepiej czuję się, pisząc o czasach wcześniejszych, o historii, której nie znamy z autopsji czy z opowieści bezpośrednich świadków.
Skąd taki tytuł, czym jest owo (Pra)Zaolzie?
Chodziło o przedstawienie postaci z terenu dzisiejszego Zaolzia, ale z okresu sprzed wyodrębnienia się tej części dawnego Księstwa Cieszyńskiego, czyli sprzed 1920 roku. Używanie słowa „Zaolzie” w tym kontekście byłoby anachronizmem, stąd tytuł dobrze oddaje i zakres terytorialny, i zakres chronologiczny.
Czy przygotowując publikację, natrafiłeś na coś, co i ciebie zaskoczyło?
Historia Jana Pilcha, urodzonego w Gródku, który wyemigrował do Ameryki, walczył w Meksyku, a w 1916 ożenił się z laureatką konkursu piękności z Teksasu. Historia Jerzego Stonawskiego, urodzonego w 1845 roku w Wędryni, który opatentował w Austrii sterowiec. Udało mi się nawet znaleźć w Wiedniu projekt maszyny, znalazł się on w książce. I wreszcie historia Herminy Filipek, córki pastora z Ligotki Kameralnej, w której kochali się i Paweł Stalmach, i Andrzej Cinciała.
Jacy czytelnicy znajdą w tej książce coś dla siebie? Czy zainteresować może również tych niezwiązanych z Zaolziem?
Jeżeli ktoś oczekuje dużej, wręcz epickiej opowieści o historii naszego regionu, to zdecydowanie bardziej polecam „Dzieje Księstwa Cieszyńskiego”. Jeśli chodzi o „(Pra)Zaolzie”, jest to zbiór szkiców, drobiazgów, ciekawostek – ale uniwersalnych w tym znaczeniu, że powinny być też przyjemną lekturą dla osób spoza regionu. Ale wiadomo, że pojawienie się znajomych nazwisk czy miejscowości może być zachętą dla mieszkańców Zaolzia, czy innych części Śląska Cieszyńskiego, aby sięgnąć po tę publikację.
Również masz korzenie na Zaolziu. Zdradzisz coś na temat twych osobistych odkryć genealogicznych?
Nawiązując do tytułu książki, to korzenie mam bardziej na „(pra)Zaolziu” niż na Zaolziu, bowiem wszyscy moi przodkowie z tego terenu urodzili się w XIX wieku i wcześniej. Buduje to pewną więź, zresztą chyba typową dla wszystkich osób szukających swoich korzeni. Oto, powiedzmy, Kocobędz, Śmiłowice czy Cierlicko to nie są dla mnie jakieś zwykłe miejscowości po drugiej stronie Olzy, ale miejsca, gdzie moi przodkowie mieszkali od stuleci. Najciekawsza wydała mi się historia rodu Tomanków, posiadających młyn w Ropicy, o których ostatecznie napisałem monografię, wydaną przed trzema laty przez Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie”.
No to na koniec – dla zachęty – podziel się jakąś nieoczywistą ciekawostką na temat którejś z opisanych postaci.
Ta ciekawostka może dla niektórych osób nie być zaskoczeniem, ale ciągle mnie zachwyca. Chodzi o Jana Milikowskiego, księgarza urodzonego w Oldrzychowicach. Pojechał do Paryża, aby osobiście nagabywać Adama Mickiewicza w sprawie wydania epopei, nad którą pracował poeta. Mickiewicz nie był zachwycony jego ofertą i znalazł korzystniejszą. A tak niewiele brakowało, żeby syn chłopa z Oldrzychowic zapisał się w dziejach polskiej literatury jako pierwszy wydawca Pana Tadeusza.
(indi)








Komentarze