Na ten moment niecierpliwie czekało wielu mieszkańców regionu. Jedni, bo brak im było wolności, do której od wielu lat członkostwa Polski i Czech w Unii i Schengen przywykli, inni, bo zamknięta granica dosłownie paraliżowała im codzienne funkcjonowanie.

    O północy z wczoraj na dzisiaj podzielone granicą miasto i region wróciły do normalnego funkcjonowania. Znów można swobodnie przejść na drugi brzeg granicznej rzeki Olzy. Jednak nie do końca swobodnie. Pracowników transgranicznych nadal obowiązują negatywne wyniki testów na koronawirusa. I to aktualizowane co 10 dni, co stanowi dla nich sporą wyrwę w budżecie.

    Tak więc radość z powrotu do normalności przyćmiewał niesmak związany z faktem, że jednak nie jest tak, jak dawniej. Był entuzjazm, krzyki i piski radości na obu brzegach Olzy, większość mieszkańców, którzy przyszli o północy nad Olzę, przeszła na drugą stronę tylko po to, by móc znów postawić stopę na drugim brzegu granicznej rzeki.

    Ale spacerujący wzdłuż niej mieszkańcy nie kryli rozgoryczenia z powodu nadal obowiązującej konieczności przedstawiania negatywnych wyników testów na koronawirusa przez pracownikówj.

    Pełni byli też obaw związanych z tym, czy wiarę w Europę bez granic w ogóle jeszcze kiedykolwiek uda się odbudować. Czy też już na wiele, wiele lat pozostanie obawa przed podjęciem pracy, zamieszkaniem, współpracą z kontrahentem po drugiej stronie granicy i zawsze gdzieś w tyle głowy będzie kołatać myśl, że w każdej chwili granicę tę mogą znów szczelnie zamknąć.

    I to szczelniej, aniżeli było to za komuny, co wielu mieszkańców podzielonego miasta nie raz podkreślało i na poprzednich protestach na granicy, i wczoraj stawiając ostrożne i niepewne kroki za graniczną linię, która jeszcze kilka lat temu stanowiła li tylko atrakcję turystyczną, przy której fotografowali się przyjezdni z głębi obu krajów.

    – Już zapowiedziałem pracownikom naszego Urzędu Wojewódzkiego, że jeden dzień pozwolimy im na odpoczynek, a prawdopodobnie w środę od nas kolejne pismo i znowu będziemy, jak to się brzydko mówi, pilnować tematu. Bo osiemset złotych miesięcznie w budżecie każdego pracownika transgranicznego to jednak jest duży wydatek – mówił stojąc jedną nogą po polskiej, drugą po czeskiej stronie Bogdan Kasperek, Dyrektor Biura w Stowarzyszeniu Rozwoju i Współpracy Regionalnej „Olza” – Euroregion Śląsk Cieszyński, który od samego początku robił wszystko co w jego mocy, by ograniczenia przekraczania granicy zostały zniesione.

    – Ograniczenia związane z zapobieganiem rozprzestrzeniania się epidemii to jedno, ale przecież wirus jest ten sam po obu stronach Olzy – słychać było zbulwersowane głosy wielu mieszkańców regionu.

    – Za każdym razem, kiedy wydaje się nam, że już jest blisko, żeby wrócić do jako takiej normalności, to okazuje się, że są nowe obostrzenia i są nowe problemy, z którymi głównie pracownicy transgraniczni będą musieli jakoś sobie poradzić. Niestety: dwa kroki do przodu, trzy kroki do tyłu. Tak to oceniamy – stwierdziła burmistrz Cieszyna Gabriela Staszkiewicz.

    Ona też, jak wielu innych mieszkańców, przed północą stała na brzegu rzeki, świecąc symboliczne światełko, które punktualnie o północy zgasło jako symbol wygaszenia granicy, też przeszła kawałek ulicą Główną w Czeskim Cieszynie, już planowała osobiste spotkanie przy kawie z burmistrz Czeskiego Cieszyna, jednak radość, jak i wielu innym, przyćmiewały wciąż nierozwiązane problemy pracowników, lęk o przyszłość gospodarczą i społeczną miasta i Euroregionu.

    Czy ludzie uwierzą w otwartą granicę? Czy nie będą się już bali zatrudniać kogoś z drugiej strony granicy, zamieszkać z drugiej strony granicy, robić interesy z kimś z drugiej strony granicy?

    – Myślę, że na pewno jakiś lęk zostanie. Jeszcze kilka miesięcy temu w ogóle nie wydałby się nam taki scenariusz możliwy. Natomiast teraz wiemy, że jest to możliwe, bardzo realne, w dość szybkim czasie może zostać wprowadzone, a potem długo możemy czekać na to, żeby nas z powrotem otworzyli z jednej i drugiej strony. Ta granica przestała być taka symboliczna. Myślę, że w ogóle w trakcie tej epidemii nabawiliśmy się wielu lęków i one tak szybko nie odejdą. Będziemy musieli je mocno przepracować. Z jednej strony obserwujemy, że ludzie bardzo szybko wrócili do sklepów, restauracji, starają się, nawet z przekroczeniem obostrzeń, wrócić do normalności, natomiast ta zadra tutaj, na granicy polsko-czeskiej zostaje i myślę, że szybko nie zniknie – stwierdziła z żalem Staszkiewicz.

    (indi)

      Komentarze



      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      [embedyt]https://www.youtube.com/embed?listType=playlist&list=UU4ZpGtOu3BljB-JQzl5W_IQ&layout=gallery[/embedyt]
      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 ogłoszonego przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
      Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego