CIESZYN / Pochmurna i dość chłodna aura nie odstraszyła około 80 uczestników pierwszego tegorocznego Spaceru Szersznikowskiego, organizowanego przez Muzeum Śląska Cieszyńskiego w Cieszynie. W niedzielę 5 lipca o lokalnej gastronomii z czasów PRL opowiadał dr hab. Grzegorz Studnicki.

    Z tego tekstu dowiesz się:

    • gdzie w Cieszynie jadali ci, którzy chcieli pokazać się w lepszym towarzystwie,
    • które lokale miały opinię miejsc, gdzie łatwo było o burdę, skargę albo mandat za brud,
    • czym była „Szwema” i dlaczego nie każdy trafiał do niej z tego samego powodu,
    • gdzie organizowano dancingi, koncerty i spotkania miejskiej elity,
    • jak przez bary, restauracje i gospody można opowiedzieć historię Cieszyna z czasów PRL-u.

    Dwugodzinna opowieść o dawnych i współczesnych lokalach

    Sam spacer nie był zbyt długi. Rozpoczął się pod Muzeum Śląska Cieszyńskiego, a trasa wiodła przez Górny Rynek oraz ulicami Szersznika, Rynek, Menniczą, po Stary Targ.

    Wędrówka trwała jednak przez dwie godziny, w trakcie których prowadzący ciekawie opowiadał o zarówno dotychczas istniejących restauracjach i kawiarniach, jak i tych, których już nie ma. Dla wielu spacerowiczów była to emocjonalna podróż w czasie i okazja do wspomnień. Wśród uczestników było także kilka osób z Zaolzia.

    – W 1945 roku w Cieszynie były tylko 2-3 punkty gastronomiczne. Pod koniec lat 70. było ich już 52, a z kolei na początku lat 90. – tylko 13 – wyjaśniał na wstępie Studnicki. – Po zmianach społeczno-politycznych różne zakłady gastronomiczne czy też PSS „Społem” nie były w stanie utrzymać rentowności i wytrzymać trudów konkurencji, rozpoczął się proces odsprzedawania tych lokali. Wiele z nich zostało zlikwidowanych – dodawał.

    Historyk podkreślał również, by nie romantyzować niektórych nieistniejących już barów czy knajp. – Często były one bardzo uciążliwe dla mieszkańców Cieszyna, gdyż niejednokrotnie ich klienci wszczynali burdy, zanieczyszczali okoliczne klatki schodowe, wybijali szyby. Często o tym pisała prasa lokalna, szczególnie Głos Ziemi Cieszyńskiej, który informował o problemach gastronomii – zaznaczał.

    Hotel „Pod Brunatnym Jeleniem” i „Szwema”

    Pierwszym z omawianych lokali była restauracja mieszcząca się w słynnym cieszyńskim hotelu „Pod Brunatnym Jeleniem”. Chociaż był to lokal ekskluzywny, to niektórzy pamiętają jego mniej reprezentatywną część.

    – Od frontu znajdowała się restauracja, ale za nią znajdowała się „Szwema”. Był to lokal, który w okresie PRL-u miał inną, niższą kategorię, a co za tym idzie – piwo i alkohole były w nim tańsze. Niektórzy goście restauracji próbowali się więc przedostać przez korytarz, tam kupowali trunki w niższych cenach, po czym wracali na salę restauracyjną. Później władze zamknęły drzwi z tego korytarza, co utrudniało sytuację, bo trzeba było wyjść na zewnątrz, by dostać się do „Szwemy” – opowiadał Studnicki.

    Cieszyńskie kasyno

    Przy ul. Szersznika, w sąsiedztwie kościoła ojców Franciszkanów, w czasie PRL-u mieściło się kasyno. Co ciekawe, aż do końcówki lat 80. był to lokal tylko dla zapraszanych gości.

    – Było to miejsce, w którym funkcjonariusze ORMO, Milicji Obywatelskiej, Służby Bezpieczeństwa czy innych służb imprezowali, obchodzili jubileusze, wręczali sobie ordery czy odznaczenia – opowiadał prelegent, pokazując także archiwalne zdjęcia z owych zamkniętych imprez czy wydarzeń.

    Przemiana kawiarni „Arkady”

    „Arkady” to dziś bardzo szanowany i spokojny lokal znajdujący się przy cieszyńskim Rynku. Nie zawsze jednak tak było, o czym opowiadał Grzegorz Studnicki. – W latach 60. i 70. to miejsce nie cieszyło się dobrą opinią. Wprawdzie lokal był remontowany, ale dostawał mandaty za brud. Oczywiście trzeba pamiętać, że obecnie prowadzony jest przez zupełnie innych właścicieli niż wtedy – opowiadał historyk.

    Lokal ten znany był za PRL-u pod nazwą „Tramwaj”. – Ona się wzięła z wąskich wnętrz lokalu. Gdy się stało w kolejce po piwo, można się było poczuć właśnie jak w tramwaju. Słyszałem, że różne serwowane tam zakąski spadały czasem na ziemię. Było tam po prostu brudno. W Głosie Ziemi Cieszyńskiej nie raz pojawiały się apele, by z Arkad zrobić elegancki lokal, nie podawać tam alkoholu, ponieważ wszczynane są później tam burdy – wyjaśniał Studnicki.

    „Śmietanka” miejska jadała w „Centralce”

    Również przy Rynku, w miejscu gdzie dziś mieści się bank ING, przed 1989 rokiem mieściła się restauracja „Centralna”, nazywana potocznie „Centralką”.

    – Odbywały się tutaj dancingi, bale. W latach 50. i 60. grał tu zespół Cieszyńska Piątka, prowadzony przez postać bardzo zasłużoną dla cieszyńskich orkiestr – Jana Gruchla – wyjaśniał prowadzący. – Przychodziła tu „śmietanka” miejska – czy to ze szkoły muzycznej, czy z teatru. To było miejsce kulturalne, gdzie dyskutowało się o polityce. Oprócz dancingów, odbywały się tu w niedziele do południa koncerty – można było posłuchać recitali różnych artystów, pooglądać przeglądy kabaretowe – dodawał.

    „Lokal w centrum przypomina osławione knajpy Dzikiego Zachodu”

    Spacer kończył się na ul. Stary Targ. Przy niej, w miejscu dzisiejszego „Anielskiego Młyna” mieściła się dawniej restauracja „Targowa”. To również lokal, który na przestrzeni lat przeszedł wielką pozytywną przemianę.

    Studnicki przeczytał fragment wspominanego już „Głosu Ziemi Cieszyńskiej” z 1956 roku. Redakcja tak opisywała ówczesną „Targową”:

    „Gdy człowiek przypadkowo przekroczy ponure progi restauracji „Targowej”, mimowolnie ogarnia go zgroza. Takiej spelunki daremnie by szukać w portach całego świata. Mniejsza już o towarzystwo; w innych knajpach tego typu znalazłoby się może bardziej doborowe. Chodzi nam jednak o coś innego.

    Sala restauracyjna jest ohydnie brudna, jej wygląd może przyprawiać co wrażliwszych o zawrót głowy. Ścierka, którą kelnerka wyciera stolik, była tak czarna, że nie używalibyśmy jej nawet do podłogi. Naprawdę trzeba się wstydzić za karygodne niechlujstwo obsługi i kierownictwo.

    Dlaczego u naszych sąsiadów za Olzą każdy nawet najmniejszy bufet kolejowy wygląda jak restauracja pierwszej klasy, a u nas lokal gastronomiczny w centrum miasta przypomina osławione knajpy Dzikiego Zachodu?”

    Jak podkreślał jednak prowadzący, opinia o lokalu uległa zmianie w latach 80. – Głównie za sprawą pana Piotra Bańczyka, który zaczął tu organizować koncerty jazzowe. Współpracował też z nieżyjącym już niestety Kazkiem „Nędzą” Urbasiem, odbywały się tu kończące karnawał „Pogrzeby Basów”. Z czasem zarówno „Targowa”, jak i „Zamkowa”, również należąca do pana Bańczyka, stały się pełnoprawnymi lokalami. Do „Targowej” zaczęli przychodzić burmistrzowie, radni miejscy, to było miejsce spotkań towarzyskich – wyjaśniał Studnicki.

      Komentarze





      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 ogłoszonego przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
      Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego