Krzysztof Rojowski
E-mail: krzysztof@zwrot.cz
W ostatnim meczu w 2025 roku trzynieccy Stalownicy zmierzyli się w morawsko-śląskich derbach z urzędującym Mistrzem Czech – Kometą Brno. Wtorkowe (30 grudnia) spotkanie przyniosło sporo emocji, Werk Arena szczelnie się wypełniła (również kibicami drużyny przyjezdnej), a starcie musiały rozstrzygnąć dopiero rzuty karne. W nich lepsi okazali się gospodarze, którzy zgarniają arcyważne dwa punkty!
Z początku emocje większe na trybunach
W pierwszej tercji więcej działo się na trybunach – dużą oprawę przygotowali fani Komety – niż na lodzie. Nie oznacza to jednak, że nie było goli. W mecz lepiej weszli gospodarze, którzy w siódmej minucie objęli prowadzenie – z niebieskiej linii strzelał Marinčin, potem dobijać próbowali bracia Kovařčíkowie, ale skutecznie to zrobił dopiero Andrej Nestrašil.
Potem Stalownicy nie potrafili wykorzystać gry w przewadze (do czego przyzwyczaili niestety w ostatnich meczach), po faulu Zbořila. Napastnik Komety miał jednak udział przy bramce wyrównującej, która padła w 18. minucie – skutecznie zablokował Marinčina, który nie mógł przez to powstrzymać Jana Ščotki. Ten precyzyjnie przymierzył z okolicy koła wznowień i zaskoczył bezradnego Mazanca.
Gol za gol, prowadzenie Trzyńca, ale powinno być wyższe
Nie minęła nawet minuta drugiej tercji, a mieliśmy zmianę wyniku. Z gola cieszyli się goście z Moraw, a konkretnie Hynek Zohorna, który wykończył akcję Ščotki.
Wyrównanie przyszło jednak niecałe dwie minuty później – Nestrašil wypatrzył Ondřeja Kovařčíka, po którego strzale krążek obił słupek i wpadł do bramki! Potem Stalownicy nie wykorzystali kolejnej gry w przewadze, by w 9. minucie znów wyjść na prowadzenie. Krążek wywalczył Musil, przejął go Růžička, który dograł przed bramkę do Miloša Romana, a ten przymierzył pod poprzeczkę!
Nie minęła minuta od wznowienia, a cała Werk Arena nie mogła uwierzyć, że ich ulubieńcy nie prowadzą 4:2. W doskonałej sytuacji znalazł się Dravecký, który miał przed sobą tylko Stezkę i fatalnie spudłował, a z trybun było słychać głośny jęk zawodu. W drugiej tercji więcej goli nie padło, chociaż kilkukrotnie musiał się wykazać Marek Mazanec, skutecznie blokując ataki Komety.
„Full speed or nothing”
Ostatnia tercja rozpoczęła się od blisko czterominutowej gry w przewadze Komety – najpierw dwuminutową karę dostał Adámek, a na 15 sekund przed jej końcem wykluczony na taki sam czas został Dravecký. Mimo kilku prób hokeistów z Brna, Mazanec i defensywa gospodarzy zdołali odeprzeć ataki rywali.
W trakcie jednej z przerw z głośników został odtworzony utwór Metalliki „Lux Aeterna”, w którym James Hetfield śpiewa „full speed or nothing”. Najwyraźniej wers ten podziałał na obie ekipy, bowiem później zarówno Stalownicy, jak i Kometa wcisnęli „gaz do dechy”, a gra toczyła się od jednej do drugiej bramki. Dobrą okazję miał Hudáček, ale z gola niedługo później cieszyli się przyjezdni. Z niebieskiej linii przymierzył Michal Gulaši i chociaż krążek odbił się od Kundrátka, wpadł za linię bramkową, po czym został wybity, to po wideoweryfikacji sędziowie trafienie uznali. Zrobiło się 3:3.
Niedługo później mogło być jednak 4:3 dla gospodarzy – z krążkiem ruszył Nestrašil, a z bramki gości wyszedł Stezka. Trzyniecki atakujący podał do Onřeja Kovařčíka i ten przymierzył w stronę bramki, ale efektownie strzał zablokował Gulaši. Trafienia ekipie spod Jaworowego nie przyniosła także kolejna gra w przewadze, po karze dla Ščotki, chociaż dobrą okazję miał Flynn.
Nerwowa końcówka z przewagą Komety, ale bez bramek
Na niewiele ponad 1,5 minuty przed końcem goście po raz trzeci grali w przewadze – karę za faul otrzymał Musil. Kometa jednak nie wykorzystała tego czasu, a co więcej, sama nawet mogła gola stracić. Sam na sam ze Stezką wyszedł Hrehorčák, ale posłał krążek nad bramką.
Meczu nie rozstrzygnęła nawet dogrywka, chociaż bliscy trafień byli czy to Růžička, czy też Zbořil. Stalownicy wybronili się też w trakcie ostatnich 30 sekund, gdy grali w osłabieniu po karze dla Ondřeja Kovařčíka.
W serii rzutów karnych lepsi okazali się jednak Stalownicy, którzy dwukrotnie pokonywali Stezkę – najpierw Libor Hudáček, a potem Andrej Nestrašil. Mazanca pokonał tylko Jakub Flek.
Teraz czas na śląskie derby
Dzięki wygranej i zdobytym dwóm punktom, Stalownicy wskakują na trzecie miejsce w tabeli Tipsport Extraligi, mają punkt przewagi nad czwartymi Karlowymi Warami i piątymi Witkowicami. Tracą z kolei trzy „oczka” do wiceliderów z Hradca Kralowe i aż dziewięć do liderów z Pardubic. Na lód wrócą 2 stycznia, gdy w Ostrawie zmierzą się w kolejnym derbowym pojedynku z Witkowicami.
HC Oceláři Trzyniec – HC Kometa Brno 4:3 po rzutach karnych (1:1, 2:1, 0:1 – 0:0)
Bramki i asysty: 7. Nestrašil (M. Kovařčík, Marinčin), 23. O. Kovařčík (Nestrašil), 29. Roman (M. Růžička), dogr. Nestrašil – 18. Ščotka (A. Zbořil, Kos), 21. H. Zohorna (Ščotka, T. Zohorna), 50. Gulaši (Š. Stránský, T. Zohorna); sędziowie: Obadal, Pilný – Lederer, Peluha; kary: 5:4; wykorzystanie przewag: 0:0; gra w osłabieniu: 0:0; widzowie: 5400.
HC Oceláři Trzyniec: Mazanec (Kacetl) – Adámek, Marinčin (A), J. Galvas, D. Musil, Kundrátek, Nedomlel, Koch – Nestrašil, M. Kovařčík, O. Kovařčík – Kurovský, Hudáček, Flynn – M. Růžička (C), Roman, Hrehorčák – Dravecký (A), Vrána, Cienciala.
HC Kometa Brno: Stezka (Kavan) – Zábranský, F. Král, Holland, Ščotka (A), Gulaši, Ďaloga, Bartejs – Flek (C), Cingel, K. Pospíšil – H. Zohorna (A), T. Zohorna, Š. Stránský – Ferda, A. Zbořil, Kos – David Moravec, Ekrt, Malý – Boltvan.































