Krzysztof Rojowski
E-mail: krzysztof@zwrot.cz
W Cieszynie i Czeskim Cieszynie zakończył się już Międzynarodowy Festiwal Teatralny „Bez Granic”, który od lat przyciąga nie tylko wierną publiczność, lecz także znakomitych aktorów i twórców. Może nie aż tak medialnych jak ci, którzy pojawiają się na „Kinie na Granicy” – choć wyjątkiem pozostaje tu Maciej Stuhr – ale bez wątpienia wartych poznania i posłuchania.
Dwa światy
Kontrast między dwiema cieszyńskimi imprezami – Kinem na Granicy i Festiwalem Teatralnym Bez Granic – widoczny jest gołym okiem. Pierwsze zapowiedzi święta kina, tradycyjnie odbywającego się w majówkę, pojawiają się w przestrzeni medialnej na początku roku kalendarzowego. Publikowane są sylwetki znamienitych gości, gwiazd ekranu i wybitnych reżyserów. O tym, co będzie w maju, mieszkańcy wiedzą już w styczniu.
Z teatrem jest inaczej. Pierwsze zapowiedzi Festiwalu ukazały się dopiero w połowie września, na dwa tygodnie przed jego rozpoczęciem. Na ulicach miasta nie widać spacerujących przez cały dzień tłumów (chociaż swoje tu robi jesienna aura), co nie zmienia faktu, że spektakle są wyprzedawane. Przecież to często jedyna okazja, by w swojej okolicy zobaczyć sztuki odgrywane przez aktorów znanych z największych krajowych teatrów. Owszem, można wprawdzie niektóre z nich znaleźć w Teatrze Telewizji, ale odbiór ich „na żywo” jest często diametralnie różny.
Przestrzeń do rozmów
Obie wyżej wspominane imprezy łączy również możliwość bezpośredniego spotkania z artystami. Na Kinie na Granicy mają one jednak bardziej formalny charakter – zapraszani są ciekawi prowadzący, a pytania publiczności są dodatkiem, a nie trzonem dyskusji.
Festiwal teatralny ma pod tym względem inny anturaż. Tu nie ma świateł kamer, błysków aparatów, sztywnego harmonogramu. Widać to było doskonale we wtorkowy wieczór – 15 minut po zakończeniu sztuki, we foyer poustawiano naprędce krzesła – kilka dla artystów, kilkanaście dla widzów.
Zaczął krótko Janusz Legoń, dyrektor artystyczny festiwalu, a potem oddał głos odbiorcom. Znakomita większość pytań kierowana była do Macieja Stuhra – którego adaptacja postaci Papkina niezmiernie spodobała się cieszyńskiej publiczności – oraz Michała Zadary, reżysera oraz dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu. W spotkaniu wzięli też udział odtwórca roli Cześnika Arkadiusz Brykalski, Mikołaj Woubishet (Dyndalski) oraz Filip Lipiecki (Wacław).




























Bez szabli, a z rewolwerami
A rozmawiać było o czym – przecież tym, co wyróżnia adaptację Michała Zadary, to przeniesienie akcji z XVII-wiecznej Rzeczypospolitej do współczesności, przy zachowaniu oryginalnych dialogów i języka sztuki Fredry. To świat porachunków mafijnych i sporu między dwiema osobami z półświatka – Cześnika i Rejenta, którzy posługują się mową szlachty. Zastąpienie z XVII-wiecznych kontuszów i szabel współczesnymi garniturami i pistoletami pokazała prawdziwe oblicze historii – to opowieść o samotności, pragnieniu miłości czy pożądaniu.
Warto też dodać, że spektakl przypadł do gustu nie tylko jury i publiczności (otrzymał przecież „Złamany Szlaban”, o czym pisaliśmy tutaj). Z wielkim uznaniem o pracy aktorów, ale też reakcji publiczności mówił Michał Zadara. – Widziałem różne „Zemsty”, różnych zespołów i twórców. Oglądałem też około 30 z 40 dotychczasowych naszych spektakli. Nie mam wątpliwości, że dzisiaj oglądaliśmy najlepsze wykonanie Zemsty w historii. W historii tego utworu, od 1830 roku! – podkreślał reżyser przy oklaskach publiczności. – To magia teatru, ale też dojrzałość zespołu aktorskiego, gotowość państwa do słuchania, niezwykłość festiwalu, który potrafi dotrzeć do tych ludzi z miasta. To także zasługa tego budynku – to idealny teatr pod względem architektury – dodawał.
Niezwykłość cieszyńskich festiwali
Te słowa o „niezwykłości” festiwalu pojawiają się w Cieszynie i Czeskim Cieszynie przynajmniej dwa razy w roku – na jesień, gdy po obu brzegach Olzy rządzi teatr, i na wiosnę, gdy swoje piętno odciska kino. W kuluarowej rozmowie Maciej Stuhr powiedział, że odwiedził Kino na Granicy 14 lat temu i bardzo by chciał znów przyjechać. Być może te slogany o „wyjątkowości” jednej czy drugiej imprezy brzmią na papierze banalnie.
Zresztą sam pomyślałem, że Zadara mówi o „najlepszym pokazie Zemsty w historii” zapewne na każdym spektaklu. Jednak w spotkaniu bezpośrednim z twórcą, w kuluarowej rozmowie bez mikrofonu da się odczuć, że było się świadkiem czegoś naprawdę szczególnego. Nawet, jeśli nie najlepszego w historii, bo to trudno zweryfikować, ale z pewnością rzadko spotykanego.
Kino i teatr to oczywiście dwa różne światy. Pierwszy pełen jest fleszy, kamer, czerwonych dywanów, widać go w rolkach, viralach, storiskach. Drugi – bardziej cichy, spokojny, intymny, zakazujący się nawet fotografować (słyszy się nawet o spektaklach przerywanych z powodu zrobienia jednego zdjęcia z publiczności). Oba są wyjątkowe, w żadnym wypadku nie gorsze czy lepsze.
Tworzą jednak mały układ planetarny, który orbituje wokół dwóch małych miasteczek po obu stronach Olzy. I oba światy warto odwiedzić.














