Renata Staszowska
E-mail: renata@zwrot.cz
OSÓWKI / Na tegorocznych dożynkach na Osówkach mieliśmy okazję spotkać Romana Heidego, dyrektora generalnego Huty Trzynieckiej, który od kilku dni mieszka tu razem z całą rodziną – żoną, córką i dwoma synami. Opowiedział nam, dlaczego zdecydował się kupić dom właśnie na Osówkach, jak przyjęła to jego rodzina i jak przyzwyczaił się do życia w Zaolziu.
Jakie wrażenie zrobiły na panu Osówki?
– Jestem naprawdę zachwycony. To miejsce ma niesamowitą energię – wokół góry, które urzekają swoją malowniczością i dają przestrzeń do odpoczynku, a jednocześnie bliskość miasta. Dla mnie i mojej rodziny to idealne otoczenie. Ludzie z Zaolzia są wyjątkowi – w gruncie rzeczy serdeczni i pomocni, choć potrafią czasem z humorem „pomruczeć” na różne sprawy. Już wcześniej, gdy pracowałem w hucie w Witkowicach, miałem kontakt z mieszkańcami Trzyńca i okolic. Spotykałem też wielu kolegów ze studiów, którzy dziś są związani z Hutą Trzyniecką. A gwara? To prawdziwy skarb! Unikat, którego gdzie indziej próżno znaleźć. To, że wciąż w wielu domach mówi się po naszymu, pokazuje, jak silne są tutaj więzi z tradycją i jak bardzo ludzie dbają o swoją tożsamość.
Co sprawiło, że zdecydował się pan wraz z całą rodziną zamieszkać właśnie na Zaolziu?
Decyzja dojrzewała stopniowo, ale ostatecznie przesądziły dwa czynniki – praca i rodzina. Od ponad jedenastu lat pracuję dla akcjonariuszy, co wiąże się z częstymi przenosinami do firm, którymi zarządzają. Trzy lata temu pojawiła się szansa objęcia stanowiska w Hucie Trzynieckiej. Wtedy moja żona jasno powiedziała: albo przeprowadzamy się wszyscy razem, albo nie ma sensu żyć „na odległość”. Chciała, żebyśmy funkcjonowali jak normalna rodzina, a nie spotykali się tylko w weekendy. Ja z kolei czułem, że jeśli mamy tu pracować i rozwijać się, muszę być naprawdę obecny – mieszkańcy od razu wyczuwają, czy ktoś traktuje ten region poważnie. Dlatego przeprowadzka była dla nas naturalnym krokiem. I nie żałujemy – ten region jest przepiękny, a świadomość, że dzielimy to doświadczenie całą rodziną, daje ogromną satysfakcję.

Od niedawna mieszkacie państwo na Osówkach. Co sprawiło, że wybór padł właśnie na tę dzielnicę Trzyńca?
To świeża sprawa – przeprowadziliśmy się dosłownie dwa tygodnie temu. Co ciekawe, pomysł wyszedł od mojej żony. Kiedy byliśmy w Strakonicach, natrafiła na ofertę sprzedaży domu właśnie na Osówkach i od razu stwierdziła: „Musisz to zobaczyć!”. Wtedy mieszkałem jeszcze w hotelu w Wędryni, tego miejsca praktycznie nie znałem. Pojechałem więc, zrobiłem zdjęcia, wysłałem jej i… decyzja zapadła błyskawicznie. Dom od razu nas urzekł, a Osówki okazały się miejscem z wyjątkowym klimatem. I tak staliśmy się jego mieszkańcami.
Jak na przeprowadzkę zareagowała państwa rodzina?
Wszystko przebiegło zaskakująco spokojnie, dzieci w ogóle nie protestowały. Najmłodszy syn właśnie zaczyna siódmą klasę i od razu znalazł swoje miejsce w trzynieckiej drużynie piłkarskiej. Córka rusza do pierwszej klasy szkoły medycznej, więc przed nią zupełnie nowy etap. A najstarszy syn rozpoczyna studia na Akademii Górniczej w Ostrawie – Vysoká škola báňská. Każde z nich ma więc swoje ścieżki i plany, a Osówki stały się dla nas punktem wspólnym.
Jak odebrał pan dożynki na Osówkach?
To naprawdę piękna tradycja i ogromnie się cieszę, że mogłem w niej uczestniczyć. Widać, że całe Osówki żyją tym wydarzeniem – od przejazdu traktorami po udekorowane ulice, po spotkania sąsiadów i wspólną zabawę. Dekoracje i zaangażowanie mieszkańców zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Myślę, że w dzisiejszym, często zbyt materialistycznym świecie właśnie takie chwile mają szczególną wartość. Dzięki nim ludzie spotykają się, rozmawiają, spędzają czas razem i pielęgnują swoje tradycje. To wszystko sprawia, że wspólnota staje się silniejsza i bardziej zżyta.
Wspominał pan, że w południowych Czechach, skąd pochodzi pańska żona, również obchodzone są dożynki. Czy może pan je porównać z tymi na Osówkach?
Tak, miałem okazję uczestniczyć w dożynkach w południowych Czechach i muszę przyznać, że tamtejsze święto ma bardziej „rolniczy” charakter. Odbywa się bezpośrednio na polach – ludzie koszą kosami, siekają sierpami, przygotowują potrawy z lokalnych plonów, takie jak cmundy czy bramboráky, a do tego organizowane są konkursy w koszeniu, kopaniu czy pokazy zwierząt. To prawdziwe święto pracy rolnika.
Na Zaolziu dożynki mają zupełnie inny wymiar. Odbywają się w centrum wsi, z barwnymi paradami, pokazami i wspólną zabawą mieszkańców. Każde z tych doświadczeń ma swój urok, ale to, co mnie zachwyca tutaj, to niepowtarzalna atmosfera całej społeczności i piękna dekoracja Osówek. Widać, że ludzie naprawdę celebrują tradycję, angażują się w nią sercem i wspólnie cieszą się tym wyjątkowym dniem.



