Renata Staszowska
E-mail: renata@zwrot.cz
BYSTRZYCA / W sobotę 23 marca w Bystrzycy odbyła się Zabijaczka, czyli świniobicie. Choć dla niektórych może to brzmieć kontrowersyjnie, celem wydarzenia było zwrócenie uwagi na tradycyjny proces pozyskiwania mięsa oraz uświadomienie, że mięso nie rośnie na półkach w supermarkecie.
Zabijaczka, kiedyś powszechne zjawisko
Kiedyś świniobicie było powszechne w wiejskich domach. W obróbce mięsa brała udział cała rodzina. Dzisiaj ta tradycja zanika, coraz mniej osób ma styczność z tym etapem produkcji spożywczej. Dlatego też Miejscowe Koło Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego postanowiło pokazać, jak świniobicie wygląda. Głównym inicjatorem, a zarazem organizatorem wydarzenia był Petr Byrtus.
– Świnie my prziwiyźli już zabitóm, przed ludziami też nieśmiy być żodno krew czy bachora. Tak my zabitóm świnie prziwiyźli i powiesili na bierco. Mómy już gotowóm wóntrobe, topimy szpyrki, bedzie prdelónka, jelita, podgarlina, kolana, zabijaczkowy gulasz. Goście se mogóm kupić zabijaczkowe smakołyki na zjedzyni, ale aji na wynos – zdradził Petr Byrtus w trakcie zabijaczki.
Grały kapele ludowe
Oprócz kulinarnych doznań nie zabrakło także rozrywki. Podczas wydarzenia grały kapele Bezmiana, Nowina, Czerchla, co dodatkowo wprowadziło atmosferę festiwalowej zabawy. Uczestnicy mogli skosztować tradycyjnych potraw przygotowywanych na miejscu.



















