Architekt Karol Cieślar: Architektury nie można robić bez miłości do ludzi, społeczeństwa, przyrody… – zwrot.cz

Do jego bogatego dorobku architektonicznego należą budynki użyteczności publicznej, domki rodzinne i budynki sakralne.  Karol Cieślar to znany czeski architekt, polityk i aktywny społecznik narodowości polskiej.

Urodził się w 1954 roku w Nydku, obecnie mieszka w Czeskim Cieszynie – Koniakowie. Jego żona Aleksandra Trybuś-Cieślar, była posłanka na Sejm RP, jest dyrektorką Liceum Ogólnokształcącego Towarzystwa Ewangelickiego (LOTE) w Cieszynie.

Co pana skłoniło do wyboru zawodu architekta?

Ojciec był z zawodu cieślą, jako chłopiec lubiłem mu pomagać przy pracy… Przykład rodziców decyduje często o wyborze zawodu dzieci (mój syn Andrzej jest malarzem, córka Anna projektantką mody). Starszy brat interesował się elektroniką, to mi się również podobało. Jednak to on mnie wtedy przekonywał, bym wybrał raczej budowanie domów.

Poszedłem do technikum budowlanego w Ostrawie i następnie na praską politechnikę. W roku 1974 dziwnym zrządzeniem Opatrzności było mi dane kontynuować studia architektoniczne na politechnice w Gliwicach.

Jednak zawód architekta mogłem uprawiać dopiero od 15 maja 1979 roku, ale pierwszy projekt realizacyjny wykonałem już cztery lata wcześniej. Architekt to po prostu zawód zaufania publicznego, musi dbać zarówno o interes inwestora, który obdarza go zaufaniem, jak o nienaruszanie interesu społecznego.

W czasach tzw. normalizacji nawet nie marzyłem o tym, że będę kiedyś sędzią w samorządzie zawodowym, w Czeskiej Izbie Architektów, który decyduje o przestrzeganiu etyki zawodowej.

Architekt to zawód zaufania publicznego

Wspomniał pan, że architekt to zawód zaufania publicznego. Co należy przez to rozumieć?

Pojęcie zawodu zaufania publicznego pojawiło się m.in. w Konstytucji RP z 2 kwietnia 1997 roku. Brzmi ono następująco: „W drodze ustawy można tworzyć samorządy zawodowe, reprezentujące osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony”.

Co było pana pierwszym dziełem?

Dom jednorodzinny Ireny i Adama Cieślarów w Nydku wykonany w latach 1975/1978. Był to mój projekt na pierwszym roku studiów w Gliwicach dla mojego najstarszego brata i jego rodziny. Po latach został przebudowany dla potrzeb zamieszkania dwu rodzin. Dom stoi w sąsiedztwie mojego domu rodzinnego.

Jakie trzeba mieć predyspozycje do zawodu architekta?

Oczywiście potrzebne są predyspozycje podstawowe: talent, dobra uczelnia, wybitni pedagodzy. Ale przede wszystkim trzeba ten zawód kochać. Od swoich profesorów nauczyłem się traktować architekturę jako służbę, usługę dla klienta. Tego nie można robić bez miłości do ludzi, społeczeństwa, przyrody…

I jeszcze jedna ważna predyspozycja: cierpliwość. Należę do ludzi, którzy cierpliwie czekają na urzeczywistnienie swoich wizji. Czasem wybudowanie tego, co zaprojektujemy, trwa latami. Na przykład kościół ewangelicki w Piosku budowaliśmy 10 lat! Podobnie było w życiu naszych przodków, budowanie kościoła Jezusowego w Cieszynie trwało aż trzy dziesięciolecia. Architekt musi być cierpliwym „długodystansowcem“.

Nie zapomnijmy, że projektowanie i realizacja projektów to praca dużego kolektywu, podobnie jak praca reżysera filmu. Do każdego projektu są mi potrzebni różni fachowcy, specjaliści. Architekt nimi kieruje i koordynuje ich pracę, nie może w żadnym wypadku zrobić projektu sam. Jeszcze większa jest jego odpowiedzialność przy realizacji inwestycji w ramach nadzoru autorskiego.

Trwałość, użyteczność i piękno

Dom własny architekta Karola Cieślara

Z czego pan czerpie inspirację do projektowania obiektów?

Słowo inspiracja zawiera rdzeń wywodzący się od łacińskiego spiritus, oznaczającego ducha, tchnienie, a także powiew i wiatr. Inspiratio oznaczać może także natchnienie i oświecenie, „ożywienie nieożywionego“. O ile malarz czy rzeźbiarz może przymknąć oczy i czekać na pocałunek muzy, w dziedzinie twórczości architekta nie jest to takie proste.

Obraz, czy rzeźbę można bez problemu usunąć z naszych wnętrz, czy nawet z przestrzeni publicznej, gorzej jest z architekturą. To sztuka użytkowa. Witruwiański model architektoniczny jest założony na triadzie Firmitas (trwałość), Utilitas (użyteczność) i Venustas (piękno). Zrównoważony stosunek pomiędzy tymi trzema kamieniami węgielnymi architektury jest bardzo ważny. Jakakolwiek próba naruszenia tej równowagi może mieć poważne konsekwencje społeczne.

Sam staram się przed podjęciem tematu najpierw analizować kontekst ambicji inwestora w danym środowisku. Ważny dla mnie jest aspekt historyczny lokalizacji obiektu. Dopiero w fazie syntezy tych wszystkich rzeczy potrzebne mi jest pokorne oczekiwanie na „oświecenie“, by podjąć mądrą decyzję twórczą. Inspiracja architekta to złożony proces…

Nad czym pan pracuje obecnie?

W tych dniach oddałem projekt wykonawczy rozbudowy domu numer 7 przy ulicy Dukielskiej w Czeskim Cieszynie. Chodzi o były sklep papierniczy „Kaled“. Diakonia Śląska ma zamiar wybudować w tym miejscu obiekt usługowo-administracyjny, który uzupełni kompleks Centrum Diakonijno Dydaktycznego im. Władysława Santariusa (DVC).

Wizualizacja domu przy ul. Dukelskiej w Czeskim Cieszynie
Wizualizacja domu przy ul. Dukelskiej w Czeskim Cieszynie

Sześć lat temu w imieniu inwestora nadzorowałem budowę tego centrum, być może niedługo będę nadzorował dalszy budynek w tym kompleksie, tym razem jako autor.

A kiedy już wspomniałem o moim pierwszym domu zrealizowanym w sąsiedztwie domu rodzinnego w Nydku, to właśnie w tych dniach opracowałem dla tej lokalizacji koncepcję domu dla córki mojej najmłodszej siostry. Powrót po przeszło czterdziestu latach w rodzinne strony.

Jest pan znany również z projektowania kościołów. Niektóre projektował pan w czasach, kiedy u władzy byli komuniści. Nie miał pan potem z tego powodu problemów?

Droga do odwagi projektowania kościołów w komunistycznej Czechosłowacji zaczęła się już pod koniec lat sześdziesiątych. Opisałem te wydarzenia w artykule „Smak wolności“, z którego mogę zacytować fragment: „Koniec lat sześćdziesiątych, byłem już po konfirmacji, okres „praskiej wiosny“ otworzył nowe możliwości, żyliśmy nadzieją powrotu do normalności, tradycyjnych wartości i wolności w naszym państwie.

Mam przed oczyma te obrazki, jakby działo się to niedawno a nie pół wieku temu! Obozy młodzieżowe w naszych Beskidach, wycieczki autokarowe, grupy muzyczne, „drukarnia“ w naszym domu rodzinnym w Nydku… Najbardziej jednak wrył mi się w pamięć dzień 21 sierpnia 1968 roku. Od rana razem z moimi rówieśnikami pracowaliśmy przy wykopach pod fundamenty rozbudowy naszej kaplicy w Nydku.

Pracowaliśmy z młodzieńczym entuzjazmem i determinacją, nadchodzi wreszcie czas wolności, odczuwalny jest już jego smak! I wtedy przyszli ludzie ze wsi: Co wy robicie, przecież jest wojna, czołgi wjechały do naszego kraju!”

Moje nielegalne działania studenckie oraz praca na rzecz kościoła podziemnego w byłej Czechosłowacji były wystarczającym powodem ku temu, że jako młody architekt musiałem po studiach pracować jako pomocnik murarza. Kiedy wreszcie udało mi się znaleźć pracę w biurze projektów, powołano mnie jako szeregowca do służby wojskowej.

Miałem wówczas 31 lat, żonę i trójkę dzieci. Wtedy nie do końca zrozumiałem, dlaczego? Dopiero po latach wszystko zaczęło układać się w jakiś spójny obraz.

Projekt współczesnego budynku sakralnego jest wielkim wyzwaniem dla architekta

Czy trudno zaprojektować kościół, ewentualnie dom modlitwy?

Projekt współczesnego budynku sakralnego, zwłaszcza w protestanckiej „kulturze milczenia”, jest wielkim i odpowiedzialnym wyzwaniem dla architekta. Musi on odpowiedzieć sobie na pytanie: ma to być dom modlitwy, kościół? Czy też jeszcze coś innego? Jak interpretować w nowych warunkach społeczno-politycznych tradycję i nowe potrzeby wspólnot chrześcijańskich?

Nie chcę oceniać, jak mi się udało odpowiedzieć na to pytanie w moich projektach. Dla mnie wielką satysfakcją są oceny wybitnych krytyków architektury i sztuki.

Pozwolę sobie przytoczyć dwie wypowiedzi osób, które zajmują się naukowo tematem architektury protestanckiej: Prof. Ewy Chojeckiej i Blanki Altovej: „…spośród omawianych czesko-śląskich dzieł, najciekawsze, to zbudowany w 2010 roku kościół w Piosku w sąsiedztwie Jabłonkowa projektu Karola Cieślara. Dzieło to, niepodobne do tych wcześniejszych i do wszystkich jemu współczesnych powstałych po obydwu stronach granicy, przemawia śmiało, niemal surrealistycznie, kontrastami form, kolorów i zastosowanych materiałów. (…)

Kościół ewangelicki w Piosku zaprojektowany przez architekta Karola Cieślara

„Kościół w Piosku nie mieści się w repertuarze form dotychczas omawianych budowli. Wydaje się nawet, że z nutą czeskiego humoru pragnie się przeciwstawić dotychczas praktykowanym formułom postmodernizmu,“ stwierdziła prof. dr hab. Ewa Chojecka w niedawno wydanej, bogato ilustrowanej publikacji „Silesia incognita, Architektura kościołów ewangelickich Górnego Śląska 1945-2017”.

Natomiast Blanka Altová z Uniwersytetu Karola w Pradze w swoim opracowaniu „Architektura evangelických kostelů a modliteben“ wymienia kościół w Piosku jako jeden z czterech najciekawszych realizacji nowoczesnych kościołów protestanckich w Czechach.

To dla mnie wielka satysfakcja!

Kościół ewangelicki w Piosku zaprojektowany przez architekta Karola Cieślara

Mieszkając w pobliżu Czeskiego Cieszyna, zapewne zna pan dzieła przedwojennych architektów, ewentualnie z okresu austro-węgierskiego. Którego z nich ceni pan najbardziej?

Podziwiam wszystkich architektów, którzy tworzyli wspaniałe budynki w naszym mieście. Wymienię tylko parę tych najwybitniejszych: Wilhelm Schőn, autor kościoła ewangelickiego Na Rozwoju, Jaroslav Fragner, autor budynku gimnazjum przy ulicy Frydeckiej, Eugen Fulda, architekt oraz właściciel firmy budowlanej, Edward Dawid, autor Hotelu Polonia (obecnie Piast) i kościoła ewangelickiego Na Niwach i wielu innych.

Można o nich przeczytać w publikacji jubileuszowej „Český Těšín 1920-2020“. Jest tam opisana również działalność współczesnych architektów. Z zainteresowaniem przeczytałem w tej publikacji o swoich działaniach urbanistycznych, projektowych i realizacyjnych.

Którego z architektów tych czasów cenię najbardziej? Na pewno to architekt Tadeusz Michejda, chociaż nie zbudowano jego projektu w Cieszynie (kościół Na Niwach) – był podobno zbyt awangardowy, a autor nie pozwolił parafianom niczego w nim zmienić – to jednak jego dorobek twórczy (na przykład wiele budynków modernistycznych w Katowicach, kościoły ewangelickie w Istebnej i Trzanowicach) i jego działalność społeczna są chlubą dla nas, jego rodaków.

Rozmawiał Czesław Gamrot

Komentarze



CZYTAJ RÓWNIEŻ



 

NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIA NA ZAOLZIU
W TWOJEJ SKRZYNCE!

 

DZIĘKUJEMY!

Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 ogłoszonego przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego