Czytaj nas! Codziennie nowe informacje!    Obowiązkowy home office    Sklepy w Czechach zamknięte w niedzielę    Zakaz wychodzenia nocnego w Czechach od 28 października

    TRZYNIEC / W sobotę w ramach festiwalu „Jeden świat” w Trzyńcu wyświetlono film dokumentalny „Lekcja miłości” w reżyserii Małgorzaty Goliszewskiej i Kasi Matei. Przyszła na niego garstka osób. Szkoda, bo był naprawdę wart obejrzenia. Nie często też się zdarza, że można zobaczyć w Trzyńcu film w języku polskim.

    Po projekcji widzowie mieli możliwość porozmawiania online z twórczyniami filmu. Niestety dzięki słabemu łączu udało się porozmawiać właściwie tylko z Kasią Mateją. Rozmowę przeprowadziła główna koordynatorka festiwalu w Trzyńcu, Hana Pietrová.

    Po projekcji widzowie mieli możliwość porozmawiania online z twórczyniami filmu

    Bohaterką filmu jest Jola, która po niemal 50 latach życia w małżeńskim koszmarze ucieka do swojego rodzinnego Szczecina. Tam wreszcie żyje tak, jak chce: tańczy, śpiewa, pisze wiersze i piosenki. Pewnej nocy poznaje Wojtka – starszego od niej mężczyznę, który zakochuje się w niej bez pamięci.

    Wszystkie przyjaciółki Joli, a także sześcioro jej dzieci, namawiają ją do rozwodu z Bogdanem – alkoholikiem, który znęcał się nad nią przez całe życie. Tylko ksiądz stara się ją od tego odwieść, twierdząc, że powinna wybaczyć i pozostać wierną do końca. Jola się waha i nie wie, co robić. W końcu podejmuje życiową decyzję.

    Dlaczego panie zdecydowały się na taki temat?

    M. G.: Zawsze interesował mnie temat związków, relacji w związku, bo dzięki nim człowiek się najwięcej uczy. Sama akurat byłam wtedy po rozstaniu, więc chciałam zobaczyć nową perspektywę. Ale tak naprawdę naszym tematem była Jola.

    A jak poznałyście Jolę?

    M. G.: Na dancingu.

    K. M.: Gosia poznała Jolę na dancingu dla seniorów w Szczecinie, w mieście z którego pochodzimy. Gosia najpierw chciała zrobić film o dancingu, o starszych ludziach, którzy tam przychodzą. Ale szybko zwróciłyśmy uwagę na Jolę, która jest wspaniała, zjawiskowa. Szybko stało się tak, że zamiast o dancingu, zaczęłyśmy kręcić film o Joli. To Jola nas poprowadziła we wszystkie tematy, które porusza film. Pojawiały się one stopniowo podczas długiej, czteroletniej pracy nad filmem. W miarę jak ten czas postępował, dowiadywałyśmy się o przemocy, której doznała i na naszych oczach się otworzyła. Dokonała zmian w swoim życiu i otworzyła się na miłość. Ten film był podążaniem za Jolą.

    Jak to się stało, że udało się Wam przekonać całą rodzinę, w szczególności męża Bogdana, do udziału w filmie?

    M. G.: Mieliśmy szczęście, byliśmy w odpowiednim miejscu i czasie, wszyscy byli bardzo otwarci, wiele osób miało potrzebę poruszania tych tematów, może nie wszyscy od początku, ale z czasem się na to otwierali. Bogdan tak samo, wiedział, że kręcimy film i się zgodził, miał świadomość tego, że jest negatywną postacią.

    K. M.: To nie było trudne, żeby przekonać pozostałych bohaterów do udziału w filmie. Z najstarszą córką było najwięcej rozmów, ale w końcu się zgodziła. Bogdan zgodził się dosłownie z marszu. To była taka sytuacja, że przyjechaliśmy z ekipą do Włoch, Bogdan nawet nie wiedział o tym, że Jola przyjeżdża, poszłyśmy do niego wcześniej, powiedziałyśmy mu kim jesteśmy i co robimy, i że Jola zaraz przyjdzie do domu. On od razu się zgodził. Kamera razem z Jolą weszła do domu. Zdawał sobie sprawę z tego, że jest negatywną postacią. I on po prostu był sobą. Było to dość zaskakujące, że Bogdan nie miał żadnych problemów, żeby wystąpić. Wszystkie osoby, które Jola spotyka w swoim życiu, jej przyjaciółki, przyjaciele, osoby przypadkowe poznane od razu były otwarte i się zgadzały – to była magia. Naprawdę nie było żadnych wielkich zabiegów, nie trzeba było nikogo przekonywać czy namawiać.

    Z jaką frekwencją w ciągu tych czterech lat kręciliście film?

    K. M.: To było różnie. Na początku przez pierwsze pół roku kręciliśmy co tydzień na dancingu. Później robiliśmy zdjęcia raz w miesiącu przez cały tydzień. Nagraliśmy 300 godzin materiału przez te 4 lata. We Włoszech byliśmy 10 dni na zdjęciach. Ostatnie nagrania robiliśmy jeszcze w zeszłym roku jesienią, jak film był już prawie zmontowany. Więc różnie się to odbywało. Kilka dni raz na dwa miesięcy, albo raz w miesiącu, w zależności od tego, co się działo w życiu Joli. Dostosowaliśmy do życia Joli, jak było jakieś ważne wydarzenie, to kręciliśmy.

    Czy na początku trudno było przekonać Jolę, aby mówiła o swoich intymnych sprawach?

    K. M.: Nie było żadnego problemu, żeby ją przekonać. Ona jest bardzo spontaniczna i otwarta, lubi przygody. Na dodatek, kiedy pytałyśmy ją o to, czy możemy nakręcić o niej film, ona akurat była w takim momencie życia, że chciała coś zrobić dla siebie, chciała spróbować czegoś nowego, zacząć nowe życie. Była po ciężkiej operacji, miała refleksje na temat swojego życia, na temat swojego męża, który się nią w tym momencie wcale nie interesował. Ten film był dla niej idealny w tym momencie, dlatego była bardzo otwarta na początku. A później, gdy sprawy zaszły trochę dalej, zakochała się w Wojtku, chciała z nim zamieszkać, to miała opory, bo bała się, że jej mąż ją zobaczy. Wiedziała jednak przez cały ten czas, że my ją wspieramy, my ją chronimy, właściwie już później miała coraz mniej oporów.

    Może zdecydowała się na to właśnie dlatego, że miała w Was wsparcie?

    K. M.: Trochę tak było. Myślę, że może trochę przyśpieszyliśmy decyzję o kolejnych życiowych krokach, które Jola podjęła na drodze do osobistej wolności. Gdy ją poznaliśmy, ona już wtedy podjęła decyzję o zmianie swojego życia, ale być może, gdyby ten film wtedy nie powstawał, to wszystko działoby się wolniej. Nie wiemy tego, bo nie jesteśmy w stanie się dowiedzieć, jakby to było. Ale ona czuła od nas wsparcie, rozmawialiśmy z nią bardzo dużo, motywowaliśmy ją, żeby jeszcze bardziej się otworzyć. Być może miało to na nią wpływ. Jola powoli otwierała się na miłość, na związek, na drugiego człowieka.

    Jaka była reakcja na „Lekcję miłości” w Polsce?

    K. M.: Jeżeli chodzi o reakcję w Polsce, to film był pokazywany na festiwalu Millenium Docs Against Gravity, gdzie przez polską publiczność został fantastycznie przyjęty. Przez większą część trwania festiwalu w rankingu publiczności ten film był na pierwszym miejscu. Bilety były wyprzedawane prawie we wszystkich miastach, sale były pełne. Jola też uczestniczyła w spotkaniach z publicznością po projekcjach. Jeździła z nami na spotkania z publicznością, była fantastycznie przyjmowana, wiele kobiet albo utożsamiało się z jej historią, albo odnajdywało w niej aspekty swojego życia, swoich rodzin albo przyjaciół. Więc film rezonował bardzo mocno. Wiele osób mogło odnaleźć cząstkę siebie w tym filmie.

    Jak przebiegała współpraca z HBO? Czy film był pokazywany poza granicami Polski?

    K. M.: HBO wsparło film finansowo – większość pieniędzy była właśnie od nich. To zasługa naszej producentki, Ani Stylińskiej. Ona to wszystko zorganizowała. HBO na etapie początków, kiedy zdjęć jeszcze nie było dużo, zostało zauroczone przez Jolę i zdecydowało się wejść w ten projekt.

    Jaka była reakcja Joli i rodziny na gotowy film?

    K. M.: Gosia pokazała film pierwszy raz Joli i Lodzi, jednej z córek. Obejrzały go na komputerze, żeby zobaczyć, czy godzą się na to, żeby film powstał w takiej formie.

    A czy w związku w tym musieliście jakoś film zmieniać?

    Nie. Nie było żadnych poprawek. Ja się osobiście bałam. W filmie jest jedna scena, w której najmłodsza córka mówi, że starsza siostra powiela schematy mamy, ma w życiu podobnie jak Jola. Bałam się, żeby nie urazić tej drugiej córki, o której mowa. Ale ona też widziała film i zgodziła się na to, żeby był puszczany w takiej formie, w jakiej został zrobiony. Reakcja rodziny Joli była taka: „O, to jest nasze życie”. Film bardzo im się podobał, córki i synowie byli bardzo dumni z mamy. Potem, gdy widzieli film w kinie – dziewczyny były na premierze w Amsterdamie, a Jola na premierze w Polsce – byli niesamowicie wzruszeni i szczęśliwi. Widać, że wielką radość i przyjemność sprawiło im to, że ten film mogli zobaczyć razem z publicznością. A Jola czuła się na festiwalach jak w siódmym niebie.

    Tagi: , , ,

      Komentarze


      Czytaj również


      Parfém jako dárek: čemu věnovat pozornost při výběru
      Wrzesień062020

      Parfém jako dárek: čemu věnovat pozornost při výběru

      W Czechach zakaz nocnego wychodzenia, obowiązkowy home office, sklepy zamknięte w niedzielę
      Październik262020

      W Czechach zakaz nocnego wychodzenia, obowiązkowy home office, sklepy zamknięte w niedzielę

      Nauczanie zdalne oczami studentów cz. 2
      Październik262020

      Nauczanie zdalne oczami studentów cz. 2

      W październiku  1823 ukończono budowę Kopca Kopciuszki
      Październik262020

      W październiku 1823 ukończono budowę Kopca Kopciuszki

      Posiedzenie Rady Miejskiej w Trzyńcu odwołane
      Październik262020

      Posiedzenie Rady Miejskiej w Trzyńcu odwołane

      Zaginął mężczyzna!
      Październik262020

      Zaginął mężczyzna!

      Asteriks kontra Coronavirus
      Październik262020

      Asteriks kontra Coronavirus

      W Jabłonkowie przeznaczono dwa miliony koron na remont dróg
      Październik262020

      W Jabłonkowie przeznaczono dwa miliony koron na remont dróg

      Góry w czasach zarazy
      Październik262020

      Góry w czasach zarazy


      #KTOTYJESTEŚ

      ZWROT TV

      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach Zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą.
      Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie".

      Website Security Test