indi
E-mail: indi@zwrot.cz
We wtorkowe popołudnie 26 lutego w filii Biblioteki Miejskiej w Czeskim Cieszynie przy ul. Havlíčka była okazja do spotkania z redaktorem naczelnym „Kalendarza Beskidzkiego” Janem Pichetą oraz autorami, którzy w wydaniu na rok 2019 poświęcili swe teksty Zaolziu.
Spotkanie prowadzący je Picheta rozpoczął od minuty ciszy dla uczczenia pamięci zmarłego tego dnia Mariusza Makowskiego. Po czym opowiedział krótko o historii kalendarza, poczynając od podkreślenia, że pierwszym redaktorem naczelnym almanachu był pochodzący z Zaolzia, dokładnie z Bogumina, Władysław Czaja.
– Który był moim szefem przez jakiś czas, prowadził informator kulturalny Województwa Bielskiego w latach osiemdziesiątych, ja tam byłem sekretarzem redakcji i on w zasadzie uczył mnie podstaw takiego solidnego dziennikarstwa. Zwracał bardzo uwagę na korektę. Pięć korekt trzeba było zrobić, żeby oddać do druku jakieś wydawnictwo. I Władysław Czaja, skoro pochodził z Zaolzia, to także cenił Zaolzie jako źródło wspaniałych osób, które się tutaj urodziły i wspaniałych tematów, o których mógłby napisać. Stąd już jego sentyment w tych pierwszych edycjach, od lat sześćdziesiątych – wspominał Picheta. Sentyment do Zaolzia ma też najwyraźniej i Picheta, bowiem w opisującym szeroki teren od Soły po Ostrawicę dominują artykuły o Zaolziu oraz całym Śląsku Cieszyńskim.
O samym „Kalendarzu” Picheta powiedział, że stara się, wraz z zespołem redakcyjnym i wydawcą, którym jest Towarzystwo Miłośników Bielska Białej i Podbeskidzia, by „Kalendarz” pełnił rolę kulturotwórczą. I chodzi tu zarówno o tematy, jak i to, by było to pięknie napisane, zarówno prozą, jak i wierszem.
Na spotkaniach z kalendarzem Beskidzkim jest okazja do porozmawiania z niektórymi autorami. I tak Krystyna Wójcicka wspominała, jak miała okazję poznać Anielę Kupiec, o której napisała artykuł do tegorocznego „Kalendarza”. – Kiedy otwarły się granice nawiązaliśmy kontakt przez Związek Harcerstwa Polskiego z tutejszym harcerstwem na terenie Czechosłowacji. Co mnie zdumiało: żyć w kraju, w którym nie mówi się w tym języku, a tak pięknie opanować mowę ojczystą… – mówiła o Anieli Kupiec Wójcicka. Sylwetkę zmarłego 75 lat temu Fryderyka Kretschmanna, nauczyciela, jednego z współtwórców szkoły górniczej w Dąbrowie i kierownika pierwszej polskiej szkoły w Czeskim Cieszynie po 1920 roku przedstawił na kartach „Kalendarza”, ale także zebranym w bibliotecznej salce Jan Branny z Trzyńca. Roman Karwik napisał o kopalni „Silezja”, a opowiadając o tragicznych wypadkach sprzed 40 lat nawiązał do niedawnej tragedii w Stonawie. Jedno ze swoich opowiadań przeczytał też sam redaktor naczelny almanachu. Nie zabrakło na spotkaniu poety Juliusza Wątroby, którego słowne ilustracje do obrazów przewijają się przez cały „Kalendarz”, a podczas spotkania przeczytał swój wiersz o Wieży Piastowskiej. Jest też w „Kalendarzu” teologiczna interpretacja najbardziej słynnego utworu Jana Kubisza autorstwa Józefa Szymeczka, którego jednak na spotkaniu w bibliotece nie było. Warto jednak jego esej przeczytać. A kto nie miał jeszcze możliwości nabyć „Kalendarza” znajdzie go w polskiej księgarni Wirtha w Czeskim Cieszynie.
(indi)
Tagi: Kalendarz Beskidzki
Komentarze