JABŁONKÓW / Grają, w niemal niezmienionym składzie od 48 lat (przed dwoma laty zmarł perkusista, więc jest nowy). Niezmiennie ich repertuar oscyluje wokół białego blusa, big-bitu, starego dobrego rocka.
A przecież w początkach lat 70-tych XX wieku nie był to popularny, a nawet zbyt akceptowalny rodzaj muzyki. – Z początku nikt nie chciał nas angażować, bo to była muzyka zupełnie nieznana. A na zabawach musiała być polka, walczyk, kapele grały repertuar orkiestr dętych. Ale zaczęliśmy grać na zabawach organizowanych przez stowarzyszenia. A to hodowców gołębi, a to działkowców. I jak już później ludzie przywykli, pod koniec lat siedemdziesiątych, to już graliśmy na zabawach normalny, swój repertuar – mówi Stanisław Kantor, lider i wokalista zespołu. A teraz, kiedy grają starego rocka, parkiet jest zapełniony tańczącymi.
Gdy już przekonali do siebie publikę, grywali dużo koncertów. Były to czasy, kiedy tylko dzięki takim zespołom jak oni – grającym cowery zagranicznych zespołów – słuchacze zza żeleznej kurtyny mogli spotkać się z tego typu muzyką. – Był przepis cenzury, że dwie trzecie piosenek musi pochodzić z krajów socjalistycznych. A my mieliśmy same angielskie piosenki. No to popisaliśmy czeskie teksty do tych angielskich. A co nie było czeskie, po naszymu albo polskie, to zgłaszaliśmy piosenki z „madziar” – wspomina lider.
Teraz nie ma zakazów i nakazów. Jedynym drogowskazem dla zespołu, co należy grać, jest reakcja publiki. A ta, sądząc po ilości ludzi, entuzjastycznym aplauzie i kategorycznym domaganiu się bisów podczas piątkowego koncertu, jaki Bidony zagrały 30 listopada w jabłonkowskim Rock Café Southock popularnie nazywanym „Rokacz”, jest jak najbardziej repertuarem i wykonaniem zachwycona.
(indi)
Tagi: Bidonowie, Koncert Bidonów, rock
Komentarze