Czesława Rudnik
E-mail: redakcja@zwrot.cz
„Człowiek obejrzy w ciągu swego życia setki, tysiące obrazów, przejdzie dziesiątki galerii, jednak tylko niewielka ilość tych dzieł utkwi obserwatorowi w myśli i duszy. Nasze organy percepcji są ograniczone i niedoskonałe i dlatego najczęściej rejestrują obrazy dobrze przystające do otoczenia i środowiska, w którym znalazły swoje ostateczne miejsce.
W takim właśnie środowisku po raz pierwszy ujrzałem i doświadczyłem obrazów olejnych polskiego malarza Stanisława Krausa – pisał po śmierci zaolziańskiego plastyka czeski historyk literatury František Všetička w artykule, który ukazał się w „Zwrocie” w czerwcu 2002 r. –
Było to w willi poety Jana Pyszki, w której tworzyły na dwóch ścianach jednolite szeregi. Przede wszystkim krajobrazy z okolic Jabłonkowa. Syte i jednoznaczne w kolorach. W większości wypadków przeważały kolory ciemne, sugestywne i intensywne, powiedziałbym nawet brutalne.
Życie Stanisława Krausa związane było z Trzyńcem, tu się urodził (21 kwietnia 1926), żył, pracował i w końcu zmarł (14 kwietnia 2002). Często wspominał swoją służbę wojskową, właściwie właśnie w tym czasie i w tym środowisku narodził się Kraus-plastyk. Armia potrzebowała i domagała się ozdób i dekoracji, wypisała konkurs garnizonowy, a szeregowy Stanisław, duch niespokojny, awanturniczy i bardzo często ryzykant, wziął w nim udział i ku własnemu zdumieniu wygrał.
W cywilu kontynuował potem te inicjatywy, w Trzyńcu pod kierownictwem doświadczonego Gustawa Fierli, następnie w Pradze na kursie profesora Baumbrucka (w tym czasie bywał też niejednokrotnie w atelier Ludvíka Kuby i Jana Baucha). Do dalszych studiów jednak nie doszło, pracował w kopalniach, a w końcu jako plastyk w dziale propagacji Huty Trzynieckiej.
Domeną tematyczną Krausa był krajobraz, portret i martwa natura, ulubioną techniką olej. Jeśli chodzi o tematy, pracował głównie w cyklach, ma więc okres słoneczników, aktów, piwonii czy chociażby beskidzkich krajobrazów. Pod koniec swego życia zmierzał do prostego i jednoznacznego sposobu wyrażania kolorami, starał się oddać rzeczywistość kilkoma pociągnięciami pędzla.
Na początku wspomniałem o tym, że Stanisław Kraus po raz pierwszy przykuł moją uwagę w mieszkaniu Jana Pyszki. Między obydwoma istniała cicha i niewątpliwa bliskość, ludzka i artystyczna. Kraus ilustrował tomik Pyszki „Słowa jak kamienie”, a Pyszko poświęcił mu w nim jeden z wierszy, w którym zwięźle przedstawił proces twórczy malarza.
Wiersz nosi tytuł »Akt«: »W godną chwilę / porywasz in flagranti / córkę Zeusa // Skok iskry / z palety na płótno // Z własnego kosmosu / wydzierasz spełnienie« (»V důstojném okamžiku / zmocňuješ se in flagranti / dcery Diovy // Skok jiskry / z palety na plátno // Ze samotného kosmu / rveš výsledek«).
A w prawdziwej sztuce chodzi przede wszystkim o spełnienie”.
Tagi: František Všetička, Jan Pyszko, malarz, poeta, Stanisław Kraus, Trzyniec