Konfederacja barska, słynny zryw polskiej szlachty nie godzącej się na podporządkowanie władzy rosyjskiej, zawiązana została (jak sama nazwa wskazuje) w Barze – miejscowości na terenie dzisiejszej Ukrainy. Rzadko się jednak mówi o jej związkach, bardzo silnych, z dzisiejszymi terenami Śląska Cieszyńskiego. O tym, a także wizytach takich postaci jak Kazimierz Pułaski, Józef Wybicki czy Adam Stanisław Krasiński opowiadał w Domu PZKO im. A. Wawrosza w Trzyńcu-Osiedle historyk Michael Morys-Twarowski.

    Szlachecki rokosz czy powstanie narodowe?

    Michael Morys-Twarowski swój czwartkowy (26 lutego) wykład rozpoczął od tego, czym tak naprawdę była konfederacja barska.

    „Jeden z cieszyńskich historyków nazwał Konfederację Barską „szlachecką ruchawką”. I o ile zazwyczaj w gronie historyków się zgadzamy, tak tutaj nie mogę przyznać mu racji. W polskiej historiografii – tej wielkiej, w której debatowali historycy krakowscy, warszawscy, z czołowych ośrodków akademickich – pojawiało się pytanie trochę w stylu debat oksfordzkich: czy był to rokosz szlachecki, czy pierwsze polskie powstanie narodowe. Najlepszą odpowiedzią będzie: i jednym i drugim”

    „Miała wszystkie cechy rokoszu – była tam niesforność szlachty, jej niechęć do podporządkowania się komukolwiek, chęć absolutnej wolności szlacheckiej. Z drugiej jednak strony była skierowana przeciwko Rosjanom i ich wojskom – jeśli można tak powiedzieć – okupacyjnym. Uczestnicy konfederacji barskiej naprawdę przelewali krew z bardzo szlachetnych pobudek, myśleli o ojczyźnie. Suma tego, co najgorsze w polskiej szlachcie spotkała się z sumą tego, co w niej najlepsze i w efekcie powstał zryw chaotyczny, źle zorganizowany, zakończył się klęską, ale jednocześnie stworzył swego rodzaju legendę dla kolejnych pokoleń. Był sygnałem, że Rzeczpospolita może być czymś więcej, aniżeli rosyjskim protektoratem”.

    Doprowadziła do pierwszego rozbioru Polski, ale stworzyła legendę

    Autor bestsellerowych „Dziejów Księstwa Cieszyńskiego” nakreślił też okoliczności zawiązania konfederacji barskiej.

    „Konfederacja barska zawiązała się w 1768 roku, w czasach, gdy Rzeczpospolita już de facto stanowiła rosyjski protektorat. Dość smutną prawdą jest, że od śmierci Jana III Sobieskiego Polska szlachta nie miała króla, którego sobie wybrała. Był francuski książę, potem został narzucony kandydat mniejszościowy August II i od tego czasu kraj zaczął upadać. Szlachta nie potrafiła – może poza Henrykiem Walezym – trafić z wyborem. Dobrym królem nie był nawet Stanisław August Poniatowski, mimo że mówi się o obiadach czwartkowych, o jego inwestycjach w kulturę, o Konstytucji 3 Maja. Jeden z przedwojennych historyków, zapytany o przyczyny upadku państwa pod koniec XVIII wieku powiedział, że przez przypadek to może osioł zdechnąć, a nie wielki kraj zniknąć. Przypominał, że cokolwiek w Polsce działo się dobrego, to Poniatowski zawsze robił na odwrót. Kiedy wybuchło powstanie kościuszkowskie – nie poparł go. Kiedy była uchwalana Konstytucja 3 Maja – to była też Targowica, w której król się znalazł. Gdy rozpoczęła się Konfederacja Barska – to król poparł stacjonujące wojska rosyjskie. W końcu gdy trzeba było podpisać traktaty rozbiorowe – to je podpisywał”.

    Morys-Twarowski mówił też o tym, w jaki sposób zbuntowana szlachta trafiła na Śląsk Cieszyński.

    „Konfederacja Barska po wybuchu trwała cztery lata. Była chaotyczna i poza kilkoma plastycznymi sukcesami, zakończyła się porażką. Regularna armia rosyjska „zjadła” konfederatów, którzy przesunęli swoje centrum dowodzenia najpierw do Białej, czyli dzisiejszej części Bielska-Białej. W 1771 roku zdecydowano, że generalność konfederacji barskiej – był to, mocno upraszczając, swego rodzaju rząd powstańczy – ulokowała się w Cieszynie. Bezpośrednim następstwem upadku buntu szlachty był pierwszy rozbiór Polski w 1772 roku. Część konfederatów wyemigrowała na Zachód, a część została wzięta do niewoli i wywieziona na Syberię. To była pierwsza taka wywózka Polaków sprzeciwiających się imperium rosyjskiemu”.

    Księżna kurońska rezydowała we Frysztacie

    W trakcie wykładu prelegent opowiadał też o ciekawych i ważnych historycznie postaciach, których losy przecięły się z dzisiejszymi terenami Śląska Cieszyńskiego. Jedną z nich była księżna Franciszka z Krasińskich, rezydująca swego czasu na zamku we Frysztacie.

    „Konfederacja Barska charakteryzowała się dość dużym udziałem kobiet, ale nie w stylu Emilii Plater, kobiety pułkownika. Kobiety odgrywały ważną rolę w sferach decyzyjnych, a jedną z takich osobistości była Franciszka z Krasińskich, zwana „księżną kurońską”. Została żoną polskiego królewicza Karola z dynastii Wettinów, a że nosił on tytuł księcia Kurlandii, to ją nazywano księżną kurońską. Rezydowała w Lublińcu, ale bywała w Bielsku i we wrześniu 1771 roku zorganizowała zjazd we Frysztacie, by pogodzić skłóconych przywódców konfederackich. W jej korespondencji znalazłem jedną wzmiankę o tej miejscowości, całkiem przyjemną: „O Freystadt ja myślę, to jest jedno miejsce, gdzie z czasem mogę mieszkać dla wygody dawniej wyrażonej”. Ona była przyzwyczajona do wysokiego standardu życia i tam, gdzie musiała przebywać tymczasowo, to oczywiście był on niższy. Jak jednak widać, ten Frysztat bardzo dobrze wspominała”.

    „Jego pasją i hobby było bicie się z Moskalami”

    Kazimierz Pułaski to postać podręcznikowa, znana najbardziej jako bohater wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Jego podpis widnieje jednak w akcie założenia konfederacji barskiej. Co ciekawe, ów słynny generał pojawił się także w Cieszynie.

    Morys-Twarowski przytoczył notatkę, która dobrze pokazuje, jakim człowiekiem był Pułaski.

    „Był wielce wstrzemięźliwy tak od pijaństwa, jak od kobiet. Nic go bardziej nie bawiło jak utarczki z Moskalami. W potyczkach zapominał o wszystkim i sam się najpierw na największe niebezpieczeństwo narażał”. Można oczywiście żartobliwie powiedzieć, że jego hobby i pasją było bicie się z Moskalami i Konfederacja Barska spadła mu z nieba. Poważnie jednak mówiąc, był to człowiek pochodzący ze średniej szlachty, której losy Rzeczypospolitej mocno leżały na sercu”.

    Polsko-amerykański bohater był jednak zamieszany w próbę porwania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, co… sprowadziło go nad Olzę.

    „Czy było to porwanie, czy próba zamachu – nie do końca wiadomo, chociaż w karotę trafiły kule, więc król mógł zginąć. Jeden z porywaczy uwolnił jednak władcę, przerażony konsekwencjami. Większość porywaczy zostało straconych, poza tym jednym. Na Pułaskiego spadło jednak odium królobójcy. On sam twierdził, że chciał tylko króla porwać, a nie zabić. Pojechał nawet od razu do Cieszyna się usprawiedliwić przed Generalnością Konfederacji, tropiła go policja”.

    Wybickiego podróż przez Tucję do Cieszyna

    W nadolziańskim grodzie – jako jeden z liderów szlacheckiego buntu – rezydował biskup Adam Stanisław Krasiński. Za sprawą współautora Konstytucji 3 Maja w Cieszynie pojawił się… autor słów do polskiego hymnu narodowego.

    Michael Morys-Twarowski wyjaśniał:

    „Józef Wybicki w Cieszynie był dwa razy. Zaczął swoją karierę jako dwudziestokilkulatek, z konfederatami związał się w 1668 roku i był ścigany przez Rosjan dość osobliwą trasą – w kierunku tureckiej granicy. (…) Grupa konfederatów wyszła z założenia, że Moskale nie będą naruszać terytorium Imperium Osmańskiego. Ich ucieczka była dramatyczna – Wybicki nie miał swojego konia i nie dostał się na przeprawę przez Dniestr. Ze swoim służącym musiał zbić prowizoryczną tratwę, ale ostatecznie się udało – konfederacji rezydowali przez jakiś czas w Chocimiu. Tym samym, w które wielkie zwycięstwa odnieśli Jan Karol Chodkiewicz w 1621 roku, a w 1673 Jan III Sobieski”.

    Później jednak Wybicki postanowił udać się do Krasińskiego. Nie było to jednak proste zadanie.

    „Nie mógł iść górą, przez tereny dzisiejszej Małopolski, tylko dołem, przez tereny ówczesnej Mołdawii, Węgier, Słowacji. Z racji tego, że był Polakiem ściganym przez Moskali, musiał się ukrywać.

    Historyk przytoczył też inny zapisek autora tekstu polskiego hymnu, dotyczący samego wjazdu do Cieszyna.

    „<<Wjeżdżając tam kazałem dłużej jak zwykle trąbić pocztylionowi. Dopiąłem w tem mego zamiaru, bo biskup naturalnie niespokojny, usłyszawszy trąbę i dowiedziawszy się, iż ktoś z Węgier jedzie wysłał niebawnie swego faworyta>>. Fragment ten pozwala wczuć się w tamte czasy – gdy ktoś przyjeżdżał, a nie wiadomo było, kto, to trąbiono. Biskup rezydujący zapewne w hotelu pod Jeleniem wysłać musiał swojego zaufanego służącego, by zobaczył, kto podjeżdża pod granicę miasta”.

      Komentarze



      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 ogłoszonego przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
      Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego