Krzysztof Rojowski
E-mail: krzysztof@zwrot.cz
Czym jest granica – barierą, czy może przestrzenią do spotkania i wymiany kultur? O tym i innych tematach związanych z pograniczem rozmawiali w Cieszynie redaktor naczelny krakowskiego kwartalnika „Herito” Bartosz Sadulski, a także Aleksandra Wojtaszek i Zbigniew Machej.
Krakowski kwartalnik poświęcił numer tematyce pogranicza
Wtorkowe (27 stycznia) wydarzenie odbyło się w cieszyńskiej kawiarni Kornel i Przyjaciele. Okazją była premiera 58. numeru krakowskiego kwartalnika Herito, który zatytułowany został „Miejsca graniczne / Borderlands”.
Gośćmi Bartosza Sadulskiego – pisarza, redaktora, poety nominowanego do między innymi Nagrody Literackiej „Nike” – byli: cieszyński prozaik, krytyk literacki Zbigniew Machej, który współpracował swego czasu z miesięcznikiem „Zwrot”, a także był pierwszym sekretarzem Ambasady RP w Pradze; oraz Aleksandra Wojtaszek – reporterka zajmująca się tematyką Bałkanów, kulturą Europy Środkowej.
Doświadczanie pogranicza
Pierwsze pytanie dotyczyło tego, czym dla gości jest pogranicze. Odpowiadając, podzielili się swoimi doświadczeniami osobistymi. – Kiedy byłam dzieckiem, często przechodziliśmy na Słowację – po tańszy niż u nas cukier i wódkę. W związku z tym, że zapotrzebowanie na takie produkty było duże przy okazji budowy domu, to po prostu pomagałam mojemu tacie w przemycie. Od tego czasu pozostał mi pewien strach przed przekraczaniem granic – mówiła Wojtaszek.
– Gdy miałam kilkanaście lat, ta granica została zniesiona. Jeden z moich pierwszych dziennikarskich tekstów opowiadał o tym, jak zmieniły się słowackie miasta przygraniczne, które żyły z handlu z Polakami. Przed otwarciem granic było mnóstwo małych sklepików, które potem przestały mieć rację bytu i zostały zamknięte – dodawała autorka związana ze Spiszem.
Opowieści pogranicza
Machej z kolei przyznał, że dorastał w Kończycach Wielkich. – Nie byłem świadomy, że to wieś leżąca zaledwie 4 kilometry od granicy. Nawet mimo faktu, że mój dziadek pracował w kopalni w Darkowie – opowiadał.
Poeta podzielił się także kilkoma opowieściami dotyczącymi Śląska Cieszyńskiego i terenów nieodległych: o protestanckim tłumaczu łaciny na czeski i XVII-wiecznym właścicielu Kończyc Wielkich, Jerzym Fryderyku Wilczku, który sprowadził do wsi francuską hrabinę; o rosyjskiej carycy Marynie Mniszchównie, która wśród swoich licznych tytułów wymieniała także posiadanie Kończyc Wielkich; a nawet o misjonarzach morawskich, którzy jako pierwsi nawracali innuitów w XVIII wieku na… Grenlandii.
– Tego typu opowieści z tego regionu jest mnóstwo, można je wyciągać z różnych miejsc. Są niebywale inspirujące i ciekawe jednocześnie – podkreślał.

„Granica jest pewną metaforą”
Sadulski poruszył również temat tożsamości Śląska Cieszyńskiego i tego, jak ona się kształtowała po obu stronach granicy – zarówno po podziale regionu przez Radę Ambasadorów, ale też wcześniej.
– Te komplikacje zawsze wynikały z polityki, działania władz, które tu chciały rządzić lub rządziły zgodnie z zasadą cuius regio eius religio. Również później, gdy religia przestała mieć znaczenie w działaniach politycznych – w trakcie Wiosny Ludów czy XX wieku – mówił Machej.
– W XIX wieku rozpętała się w Europie gorączka romantyczna i nacjonalistyczna, o której pisał profesor Henryk Wereszycki w książce „Pod Berłem Habsburgów”. On potrafił już pół wieku temu dokonać bardzo precyzyjnej analizy tego zjawiska, a jej wnioski pozostają wciąż aktualne: otóż nacjonalizm XIX-wieczny doprowadził do Holocaustu i dwóch wojen światowych. Dlatego ciekawa wydaje się sytuacja postnacjonalistyczna. Myślę, że kwestia granicy jest dziś bardzo ważna i wpływa na obszar kultury. […]. Granica jest pewną metaforą – próbuje w nieporadny sposób ogarnąć to, co w kulturze, ale i geografii się nawarstwiło, nastroszyło i często działało przeciwko nam – zwykłym ludziom – zaznaczał poeta.
Spis powszechny Czarnogóry ciekawszy niż niejeden kryminał
Na spotkaniu ciekawą opowieścią na temat Czarnogóry podzieliła się Aleksandra Wojtaszek, która bada kulturę Bałkanów i wielokrotnie je odwiedzała.
– Dziś mówi się o tym, że Czarnogóra mogłaby przystąpić do Unii Europejskiej w 2028 roku. Wszystkim się wydaje, że ona jest taka mała – mieszka tam mniej osób niż w całym Krakowie – i jeśli ją wpuścimy, to nikt tego nie zauważy, a będzie można odtrąbić sukces. To, moim zdaniem, naiwne – zaczęła.
– W Czarnogórze jedynie 40% ludzi uważa się za Czarnogórców. 30% deklaruje narodowość serbską. Muszę przyznać, że spis ludności tego kraju jest bardziej fascynujący niż niejeden kryminał – mamy tam na przykład bośniako-albańczyków, chorwato-serbo-bośniaków, czy wiele innych kategorii narodowościowych. Kiedyś myślałam, że to państwo, w którym dopiero tworzy się tożsamość. Teraz jednak patrzę na to zupełnie inaczej – Czarnogóra jest naszą przyszłością. To, co się tam dzieje, czeka nas wszystkich, przyjdzie wraz z nieuniknioną migracją. Przecież ta czarnogórska wielość religijna, etniczna nie doprowadziła do otwartości i życia w jednym wielkim „hippisowskim społeczeństwie”, a do nieustających napięć, konfliktów. Patrząc na Czarnogórę, powinniśmy wyciągać wnioski z praktyk, jakie tam zachodzą – zarówno tych dobrych, jak i złych – zaznaczała Wojtaszek.



