Obserwując polską scenę polityczną trudno sobie wyobrazić, że do niewiele ponad 20-tysięcznej miejscowości przyjeżdża prezydent kraju, by na otwartym spotkaniu – odbywającym się w środku kadencji, a nie przed wyborami – odpowiadać na pytania mieszkańców. I to pytania konkretne, precyzyjne, odnoszące się do bieżących problemów czy zagadnień. A jednak w po drugiej stronie Olzy wizyta głowy państwa nie była niczym wyjątkowym. Tak jak przyjechał na Zaolzie Petr Pavel, tak wcześniej przyjeżdżał Miloš Zeman czy Václav Klaus.

    Polaryzacja polaryzacji nierówna

    Pavel w czeskocieszyńskiej „Strzelnicy” mówił między innymi o polaryzacji polityki w kraju nad Wełtawą. Owszem, ANO i Spolu to są polityczni antagoniści i można w niewielkim stopniu porównać te partie do polskiego duopol PO-PiS, ale jednak podziały społeczne na tych liniach w obu państwach mają zupełnie inny charakter.

    Petr Pavel ubiegał się o prezydenturę jako kandydat niezależny, chociaż miał przecież poparcie partii koalicji rządzącej. Co więcej, jego głównym konkurentem był Andrej Babiš, czyli założyciel i lider ANO. To przecież mogło zarysowywać podział sił – „kandydat” Spolu kontra kandydat ANO.

    Tymczasem po wygranych wyborach w 2023 roku Pavel odwiedził kolejno Kraj Karlowarski, Ustecki i Morawsko-Śląski. To jedyne regiony, w których wyższe poparcie w drugiej turze uzyskał Andrej Babiš. Wizyty te miały czysto roboczy charakter – nowo wybrany prezydent spotykał się z mieszkańcami, władzami miast, przedstawicielami różnych środowisk i rozmawiał na temat problemów poszczególnych regionów.

    Wyobraźmy sobie teraz, że Rafał Trzaskowski lub Karol Nawrocki po wygranych przez siebie wyborach udają się w podobną podróż. Trzaskowski, kandydat Platformy Obywatelskiej, jedzie na Podkarpacie, gdzie od lat wygrywa PiS i rozmawia z przedstawicielami samorządów czy mieszkańcami podrzeszowskich miejscowości o lokalnych problemach. Albo Nawrocki – reprezentujący Prawo i Sprawiedliwość – po objęciu urzędu udaje się do Zachodniopomorskiego i również rozmawia, dyskutuje, słucha. Czegoś takiego w Polsce nigdy nie było.

    To scenariusze trudne w Polsce do wyobrażenia, chociaż nie tylko z powodu polaryzacji sceny politycznej. Regionalne wizyty w Czeskiej Republice – niepowiązane z kampaniami wyborczymi – składał przecież zarówno Miloš Zeman czy Václav Klaus. Wniosek jest prosty – rozmowy czeskich prezydentów z wyborcami są stałym elementem polityki. Z kolei żaden polski prezydent nigdy nie zdecydował się na podobną praktykę.

    Kwestia kultury (politycznej)

    Można powiedzieć – Czechy to dużo mniejszy kraj, więc prezydentowi jest prościej go objechać. Jest w tym trochę racji, ale to przecież nie może być jedyne uzasadnienie. Gdyby Andrzej Duda czy za chwilę Rafał Trzaskowski lub Karol Nawrocki chcieli rozmawiać z politycznymi konkurentami, to mogliby przyjechać odpowiednio do Rzeszowa i Szczecina, Białegostoku i Poznania, nawet Gdańska i Krakowa. Nie musieliby wybierać mniejszych miejscowości, do których trudniej jest dojechać.

    To raczej kwestia pewnej kultury politycznej. Postrzegania prezydenta jako urzędnika wybranego przez obywateli, a nie „głowy państwa”, której oczy nie potrafią już dostrzec problemów nękających palce u stóp.

    Jest jeszcze jeden czynnik odróżniający dyskusję publiczną w Polsce i Czechach.

    W lutym ubiegłego roku do Bielska-Białej przyjechał Bronisław Komorowski – były polski prezydent z lat 2010-2015. Spotkanie otwarte, na które mogli przyjść także mieszkańcy, zorganizowała senator Agnieszka Gorgoń-Komor, reprezentująca to samo ugrupowanie co przed laty Komorowski – Platformę Obywatelską. Bielsko-Biała od lat jest „bastionem” tej partii.

    Może się więc wydawać, że spotkanie odbywało się w dość bezpiecznej politycznej bańce, ale nic bardziej mylnego. Niejednokrotnie z sali można było usłyszeć czy to ostrą krytykę rządzących, czy też polityczne wywody nad tym, jak to poprzednia władza była zła. Mówiąc wprost: polityczną przepychankę nawet nie tyle samych polityków, co wyborców. Dominowała atmosfera wiecu politycznego.

    Tamto wydarzenie przypomniałem sobie w trakcie debaty z Petrem Pavlem w „Strzelnicy”. Nie można oczywiście obu tych spotkań porównywać 1:1, ale i tak poziom samych wypowiedzi czy pytań mieszkańców był – w mojej ocenie – dużo wyższy. Z pewnością pomagał fakt, że wizyta prezydenta miała trwać godzinę i ani chwili dłużej – co narzucało kontrolę czasu – jednak język wyborców był precyzyjny, konkretny i pozbawiony szerszych wywodów.

    Prezydent czy żołnierz?

    Zgodnie z konstytucją Prezydent RP ma być bezpartyjny. W praktyce to tylko symboliczne odcięcie się od legitymacji – przecież wszyscy wiedzą, kto kogo popiera. Duda był człowiekiem PiS-u, Komorowski – Platformy. Trzaskowski czy Nawrocki też nie będą oderwani od duopolu partyjnego.

    I może to nie tylko problem partii, które odgrywają kluczową rolę w wyborze głowy państwa? Może to i my, wyborcy, nie chcemy prezydenta, a żołnierza naszej drużyny, kogoś, kto nie będzie rozmawiał, tylko walczył. Tylko czy to jeszcze prezydentura, czy już partyjna wojna?

      Komentarze



      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 ogłoszonego przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
      Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego