Nina Suchanek
E-mail: nina@zwrot.cz
Okres przedświąteczny od lat kojarzył się z „wilijówkami”, „śledzikami”, „wigilijkami”, „opłatkami”. Długo by tu wyliczać nazwy imprez przedświątecznych.
Organizowane były przez przedszkola, szkoły, zakłady pracy, i te duże, i te małe, a do tego przez każde chyba stowarzyszenie, których w regionie jest mnóstwo, przez każde Koło PZKO, przez wszelkie organizacje zrzeszające seniorów itp.
A że każdy gdzieś pracuje, a do tego jest członkiem jednej czy kilku nawet organizacji, to bywało, że jeden człowiek był na co najmniej kilku tego typu imprezach.

Jedni marudzili, że firmową wigilijkę trzeba „odbębnić”, inni naprawdę szczerze cieszyli się na spotkanie w luźnej, radosnej, przedświątecznej atmosferze. A na pewno cieszyli się właściciele lokali gastronomicznych, w których spotkania te organizowano. Terminy trzeba było ustalać wcześniej, a często trudno było znaleźć wolny.
W tym roku będzie inaczej
Prowadzący lokale gimnastykowali się, by nikomu nie odmówić, dla każdego znaleźć termin, bo dla właścicieli gastronomii był to okres „żniw”. Teraz, w nowej rzeczywistości zdeterminowanej przez stan pandemii i związane z tym ograniczenia, będzie trudno… Właściciele restauracji tym samym zostaną pozbawieni pokaźnego źródła dochodu, czym są przerażeni.
– Ogólnie grudzień był dla nas zawsze fajnym miesiącem. Nie mówię tylko o zyskach, ale też o atmosferze świątecznej. Odbywały się spotkania klasowe, firmowe spotkania świąteczne. To miało wpływ na nasz dochód, ale też na stosunki międzyludzkie. Fajnie jak się goście bawią, cieszą, spotykają i wymieniają prezentami. Tego wszystkiego mi najbardziej brakuje – mówi jeden z właścicieli Bladego świtu.
Dodaje, że przychodzi codziennie do pracy, maluje, naprawia itd. Przygotowuje się do przyjęcia klientów po długiej przerwie. – Mamy nadzieję, że jeszcze się spotkamy w świątecznej atmosferze. Na Facebooku będą wszystkie informacje – dodaje.
Zamówienia na potrawy świąteczne
Właściciele lokali gastronomicznych starają radzić sobie, jak tylko się da. Na drzwiach jednej z popularnych cieszyńskich stołówek, obecnie wydającej jak wszystkie lokale obiady wyłącznie na wynos, zawisła kartka: „Przyjmujemy zamówienia na potrawy świąteczne”.
– W okresie adwentu zawsze mieliśmy dużo rezerwacji, szczególnie dużych firm. Firmowe spotkania świąteczne stanowiły około 80% sprzedaży. Ludzie pytają o catering, z czego się cieszymy, ale niestety nie zastąpi to zamówień, które normalnie mieliśmy w tym okresie. Aby to zrealizować, oczywiście konieczne jest zorganizowanie transportu, pojemników do ogrzewania jedzenia i innych rzeczy z tym związanych, które jako restauracja, która wcześniej nie działała wyłącznie na wynos, nie mamy. Liczymy, że zysk będzie mniejszy o 80% – powiedziała kierownik restauracji Da Capo w Czeskim Cieszynie.

Jutro otwarcie
Jutro zmienia się strefa zagrożenia epidemicznego, a to oznacza, że również restauracje mogą przywitać swoich gości. Jednak niestety z ograniczeniami. Przy stoliku mogą siedzieć tylko cztery osoby. W restauracji może być zajęta tylko połowa miejsc. Nie można konsumować jedzenia, nie mając miejsca do siedzenia. Obowiązkowe też są maseczki, które można zdjąć tylko podczas jedzenia. A takie warunki raczej nie sprzyjają świętowaniu.
(ns)



