LIGOTKA KAMERALNA / Ma 82 lata, biega długodystansowo, a co więcej jest dzwonnikiem w praskiej katedrze świętego Wita na Hradczanach. Miloš Šimon, bo o nim mowa, weekend spędził na Zaolziu – w sobotę startował w śmiłowickim charytatywnym biegu „Běh pro Theu”, a dzień wcześniej w Ligotce Kameralnej opowiadał o świątynnych dzwonach w Pradze.

    Poznali się na wycieczce rowerowej

    Na kameralne spotkanie w pergoli przy Fińskiej Saunie w Ligotce Kameralnej zaprosił nas Gustav Chwistek – były wójt Śmiłowic, a także pasjonat lokalnej historii, współzałożyciel Klubu Historyków Gminy Śmiłowice.

    Skontaktował się z naszą redakcją po tym, gdy w majowym numerze „Zwrotu” zamieściliśmy artykuł o największym dzwonie na świecie, „Vox Patris”, który wyprodukowała polska firma Rduch Bells & Clocks. Jej szef, Grzegorz Klyszcz, był gościem odbywającej się w Karwinie konferencji dzwonników z całej Republiki Czeskiej.

    – Pana Miloša poznałem w trakcie wycieczki rowerowej, byliśmy w Blatnicach pod Svatým Antonínkem. Siedzieliśmy w lokalu, a on przyszedł z małżonką i jakoś tak zaczęliśmy rozmawiać. Od słowa do słowa okazało się, że jest z Pragi i dzwoni dzwonami z katedry św. Wita, co mnie bardzo zaciekawiło – opowiadał Chwistek na spotkaniu.

    Dzwoni dzięki bieganiu

    Miloš Šimon jest praskim dzwonnikiem od dwunastu lat. Nie zostałby nim, gdyby nie starty w biegu Velká Kunratická. To tradycyjne zawody odbywające się rokrocznie od 1934 roku w drugą niedzielę listopada w Pradze.

    – Gdy ukończy się ten bieg dwadzieścia razy, to zostaje się weteranem. Niektórzy stają się nimi w wieku 40 lat, gdy biegają od małego, inni nawet po sześćdziesiątce. Pół roku po każdej edycji biegu, w połowie maja, w Pradze odbywa się spotkanie tych weteranów – najczęściej przychodzi na nie około 130-150 osób. Piętnaście lat temu usłyszałem, jak ktoś opowiada o dzwonach. Zaciekawiło mnie to; jak potem usłyszałem, ów kolega mówił, że jest dzwonnikiem w katedrze św. Wita – opowiadał Šimon.

    Jak się okazuje, na godność dzwonnika trzeba sobie zasłużyć.

    – Wymieniliśmy się z tym kolegą wizytówkami, a potem przez kolejne dwa lata przychodziłem do katedry jako gość, mniej więcej pięć razy do roku. To był czas, gdy mogłem poznać się z innymi dzwonnikami, złapać z nimi kontakt. Po tym czasie zapytałem, czy sam mógłbym dzwonić; odpowiedzieli, że tego trzeba się nauczyć. To nie jest sport, który można trenować, a potem wziąć udział w zawodach – tu można ćwiczyć tylko w trakcie prawdziwego dzwonienia. Przez trzy miesiące przychodziłem więc w każdą niedzielę, obserwowałem najpierw technikę i sposób pracy dzwonników. Potem, gdy samemu się zaczyna dzwonić, nie ma czasu na rozmowy przez hałas. Po tych trzech miesiącach – pamiętam, że to był 1 marca – usłyszałem: „Miloš, wiesz już jak to działa. Stań na swoim miejscu” – i tak to się zaczęło, dwanaście lat temu – wspominał gość z Pragi.

    294 schody

    Na spotkaniu można się było dowiedzieć, że wieża katedry św. Wita na Hradczanach ma trzy kondygnacje, a na jej szczyt prowadzą 294 schody.

    – Na pierwszej kondygnacji znajduje się dzwon Zygmunta – największy w całej Republice Czeskiej, a może i nawet Europie Środkowej, waży nawet 16,5 tony. Dzwoni około dziesięć razy w ciągu roku, przy najważniejszych świętach kościelnych i państwowych, czy w wyjątkowych wydarzeniach, jak np. śmierć papieża i wybór nowego. Na drugim poziomie znajduje się sześć dzwonów – najmniejszy 97-kilogramowy Jezusek, a obok niego Maria, Józef, Dominik, Jan Chrzciciel i Wacław. Wszystkie, poza Wacławem, obsługuje się jedną liną; Wacława dwoma, bo waży 4,5 tony. Na trzeciej kondygnacji z kolei znajduje się punkt widokowy na całą Pragę – opowiadał Miloš Šimon.

    Gość przyznał, że praca dzwonnika jest całkowicie dobrowolna i pro bono. Wymaga też mnóstwo wysiłku. – W każdą niedzielę zaczynamy dzwonienie od 9:45 do 10:00 – wszystkimi sześcioma dzwonami z drugiej kondygnacji. Potrzeba do tego dziewięciu dzwonników, bo ten kwadrans trwa naprawdę długo (śmiech). Potem w ciągu dnia się używa tylko czterech największych. Gdy zaś dzwoni Zygmunt, to on ma cztery liny, do których potrzeba co najmniej jedenastu dzwonników. A przydałoby się nawet czasem piętnastu (śmiech). Czasem się zdarzało, że Zygmuntem dzwoniliśmy przez 17 minut – pot lał się z nas strumieniami po tym czasie – wyjaśniał Šimon.

    82-latek pobiegł w Śmiłowicach

    Praski dzwonnik w sobotę (25 lipca) wziął udział w 12-kilometrowym biegu charytatywnym „Běh pro Theu”, którego był najstarszym uczestnikiem. Zajął 16 miejsce w kategorii mężczyzn w wieku powyżej 65 lat, kończąc pełen dystans z czasem 1 godzina, 28 minut i 22 sekundy. Jak powiedział nam Gustav Chwistek, który dopingował biegacza na trasie, Milošowi Šimonowi start się bardzo podobał i mówił, że za rok również przyjedzie.

      Komentarze





      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Zadanie współfinansowane ze środków Kancelarii Senatu.