Każdy na Zaolziu wie, czym są szkubaczki — albo brał w nich udział, albo zna je z opowieści bądź inscenizacji zespołów folklorystycznych. Mnie, jako osobę z zewnątrz, od dawna fascynowało, że zwyczaj ten przetrwał do naszych czasów. Nie przypuszczałam jednak, że będę mogła w nim uczestniczyć osobiście — i to nie w formie pokazu, lecz w autentycznych, wciąż żywych szkubaczkach.

    Do pani Danuty Muroniowej trafiłam dzięki Księgarni u Wirthów. Dowiedziałam się, że pani Danuta co roku organizuje szkubaczki w swoim domu, i otrzymałam kontakt. Choć byłam zmęczona po pracy, postanowiłam pojechać. Był styczniowy poniedziałek, pierwszy dzień kilkudniowych szkubaczek, a spotkanie trwało już od kilku godzin.

    Przełamanie lodów z pozostałymi uczestniczkami szkubaczek nie trwało długo. Po wyjaśnieniu, kim jestem, skąd pochodzę i zdradzeniu powodu swojej wizyty, zostałam przyjęta do grupy. Nie zastanawiając się długo, usiadłam przy stole, by spróbować swoich sił w szkubaniu.

    Pierwsze szkubanie

    Jedna z pań położyła mi pudełko po butach na kolana i wytłumaczyła, jak szkubać: jedną ręką trzymało się twardą oś pióra, drugą zsuwało miękką część, oddzielając pierze od stosiny. Ruch był szybki, lekko szarpany. Nie było to trudne. Między stosikami na stole leżał też lekki puch, który wystarczyło delikatnie porozdzielać palcami. Różnica między pierzem a puchem jest ogromna — w miękkości, sprężystości i właściwościach grzewczych.

    „Nie umiem żyć bez gęsi

    Po opanowaniu techniki mogłyśmy swobodnie porozmawiać. Chciałam dowiedzieć się, dlaczego pani Muroniowa do dziś wykorzystuje gęsie pióra w tradycyjny sposób.

    — Akurat mamy w ogrodzie mały staw – gęś potrzebuje wody, bo to ptak wodny. A ja nie umiem żyć bez gęsi — tłumaczy pani Danusia. — Cała moja rodzina śpi w pierzu. Od małego dziecka jesteśmy przyzwyczajeni do spania w pierzynach. Niektórzy hodują gęsi tylko dla mięsa i wyrzucają pierze. Ja bym nie miała serca tego zrobić.

    — Gęsi są wierniejsze niż pies. One mnie poznają, wiedzę, że coś się koło domu dzieje i dają znać. Gdy się spóźnię z zamknięciem ich, to one są tak mądre, że zostaną na wodzie i czekają, bo tam jest najmniejsze niebezpieczeństwo, że coś je zaatakuje – mówi pani Muroniowa.

    Szkubanie dzisiaj i kiedyś

    Dawniej szkubało się żywe gęsi co sześć tygodni, pierwsze szkubanie odbywało się na dwumiesięcznych ptakach. Teraz pierze pochodzi z zabitych gęsi. Pani Danuta organizuje szkubaczki od niemal pięćdziesięciu lat. Kiedyś pierze trafiało na pierzyny dla synów i ich rodzin. Teraz dwie nowe kołdry ma już schowane, a z tegorocznego pierza powstaną kolejne. — Kiedyś osiem godzin pracy dawało 10 dkg pierza. Teraz pierzyny są przeszywane w kwadraty, używa się go mniej, bo w domach jest cieplej — tłumaczy.

    Rozmowy i wspólnota

    Słuchając opowieści pani Danuty, zastanawiałam się, jak to możliwe, że kobiety przychodzą tu dobrowolnie, bez wynagrodzenia. — Jak nas Danka zaprosi, zawsze przychodzimy. Możemy porozmawiać o wszystkim: chorobach, radościach, nowo narodzonych dzieciach. Polityki tu nie ma, ani telewizora, ani radia — chcemy tego czasu tylko dla siebie – mówi jedna z pań.

    Dawniej szkubaczki organizowała każda gospodyni z córką na wydaniu, od Trzech Króli do końca karnawału. W izbie bywały także dzieci, które słuchały opowieści o utopcach i diabłach. Pani Sabelowa z Kopanicy potrafiła godzinami opowiadać stare historie, a wszystko odbywało się przy świecach. Z czasem tradycja przycichła, bo pojawiły się kołdry wełniane i syntetyczne, a gęsi na wsiach było mniej.

    Atmosfera życzliwości i pierza

    Po dwóch godzinach pracy nadarłam tyle pierza, że ledwo przykryło ono dno pudełka. Sąsiadka podrzuciła mi garść ze swojego pudełka: — Jak na pierwszy raz, bardzo dużo pani naszkubała — śmieje się. Dawniej szkubaczki kończyły się zabawą, przychodzili kawalerowie, kapela. W Rzece kończą się spokojnie, ale przed tym panie mają jeszcze dwa worki pierza do wyskubania.

    Opuszczam dom pani Muroniowej w chwili, gdy na stole pojawia się ciepła kolacja. Dymiące talerze z knedlami i gulaszem roznosi mąż gospodyni, a syn nalewa po kieliszku na rozgrzewkę. Choć zapraszają mnie do stołu, grzecznie odmawiam — niestety muszę już wracać do domu.

    Szkubaczki są fenomenem. W gruncie rzeczy nie dziwi mnie to wcale. Z przyjemnością posiedziałabym u pani Danusi dłużej, by pobyć w atmosferze życzliwości i wspólnoty. Panie, które widziały mnie po raz pierwszy w życiu, przyjęły mnie jak swoją. Poza tym w trzymaniu pierza w dłoniach i oddzielaniu jego delikatnych części — w tym rytmicznym, zajmującym ręce ruchu — jest coś kojącego i relaksującego, niemal medytacyjnego.

      Komentarze



      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 ogłoszonego przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
      Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego