indi
E-mail: indi@zwrot.cz
JABŁONKÓW / Gorolski Święto to nie tylko występy sceniczne i spotkania przy stoiskach. To również kontakt z szeroko rozumianą kulturą góralską, w której ważne miejsce zajmują rzemiosło i rękodzieło – od koronek, przez wykonywane tradycyjnymi metodami przedmioty użytkowe, po regionalne wyroby kulinarne.
Nieodłączną częścią imprezy były dwudniowe pokazy i warsztaty rzemiosł w Lasku Miejskim. Obok koronczarek i twórców ludowych swoje wyroby prezentowali rzemieślnicy związani z tradycyjną kuchnią regionu. Można było nie tylko skosztować produktów, ale też zobaczyć cały proces powstawania buncu – sera wytwarzanego przez pasterzy na beskidzkich sałaszach. Przy rozpalonym ognisku w pasterskiej kolybie chętnie ogrzewali się ci, których zmoczył deszcz, nieoszczędzający w tym roku uczestników Gorolskigo Święta.

Dużym zainteresowaniem cieszyło się stoisko kowala, który na oczach publiczności wykuwał m.in. podkowy, także z imieniem na życzenie.

Wśród stoisk nie mogło zabraknąć koronczarek prezentujących tajniki swojej pracy. Jedną z nich była Lucyna Bytow z Koniakowa, od lat pokazująca na Gorolskim Święcie kunszt koronki koniakowskiej.
Kawałek dalej, przy głównej alei, unosiły się zapachy tradycyjnych potraw. Wśród wystawców znalazł się m.in. Mirosław Grzywa z Bacówki Pilchówka w Wiśle, serwujący gulasz oraz wędliny z baraniny, jagnięciny i dziczyzny.
Kilka stoisk dalej temat mięsa zyskał inne oblicze. Andrzej i Beata Malcowie od czterdziestu lat pokazują, że rzeźniczy odpad może dostać drugie życie: z bydlęcej kości powstają u nich biżuteria i drobne przedmioty użytkowe. – Jeżdżę z „kawałkiem gnata”, by na miejscu wyjaśniać, z czego i jak powstają nasze wyroby. Wpisujemy się w ideę wykorzystania surowców i recyklingu – podkreśla Andrzej Malec.
Koronka koniakowska z bliska – technika, wzory i elementy trójwymiarowe

– Tegoroczny Gorol, jak co roku, miał piękną atmosferę. Pogoda była w kratkę – trochę ciepła, trochę chłodu, ale nikomu to nie przeszkadzało – mówi koronczarka Lucyna Bytow. – Najważniejsi są ludzie. Pytają, oglądają pokazy, mogą na bieżąco zobaczyć, jak powstaje koronka koniakowska i nie tylko.
Publiczność interesował nie tylko wygląd wyrobów, ale również technika. – Padały pytania o nici, szydełko i sam sposób wykonania. Tłumaczyłam, że każdy element w koronce koniakowskiej tworzy się oddzielnie i łączy w trakcie pracy. Niektórzy sądzili, że najpierw robi się wszystkie elementy, a dopiero później zszywa. Dlatego ważne jest, by pokazywać proces na żywo – wyjaśnia.
Wśród odwiedzających byli zarówno ci, którzy nigdy wcześniej nie zetknęli się z tą techniką, jak i osoby szydełkujące w inny sposób. – Było też tłumaczenie, co to jest „strupek”. To element trójwymiarowy – coś, co odstaje od koronki, jakby nakładane na nią. Wzory czerpiemy z przyrody – dodaje.
Baranina, jagnięcina i gulasz – swojskie smaki Gorolskigo Święta

– Mieliśmy baraninę, jagnięcinę, dziczyznę, wieprzowinę i wołowinę w formie kiełbas, wędlin i gulaszu – opowiada Mirosław Grzywa z Bacówki Pilchówka w Wiśle. – Ludzie przyjmowali to bardzo chętnie. Zdarzali się tacy, którzy do baraniny podchodzili z rezerwą, ale kiedy spróbowali, zmieniali zdanie.
Jak podkreśla, stoisko cieszyło się dużym powodzeniem. – Sam zapach przyciągał ludzi, było ich naprawdę dużo. Wszyscy chwalili, a teraz głośno o naszym gulaszu na całym Gorolu. I o to chodzi – cieszy się. Zwraca też uwagę na różnicę między Gorolskim Świętem a innymi imprezami. – U Goroli to jesteśmy u siebie. To coś zupełnie innego niż np. Tydzień Kultury Beskidzkiej, gdzie bywaliśmy. Tam jest bardzo oficjalnie, a tutaj swojsko – zaznacza.
Drugie życie rzeźniczych odpadów – biżuteria i użytkowe drobiazgi z kości

– Zajmuję się wyrobami z kości od czterdziestu lat i przy każdej okazji staram się także edukować – mówi Andrzej Malec. – To materiał mało popularny, dlatego jeżdżę z kawałkiem kości i pokazuję, z czego powstają nasze wyroby. W ostatnich latach dużo mówi się o recyklingu, a my wpisujemy się w ten trend od dekad, wykorzystując odpady rzeźnicze.
– Zajmuję się wyrobami z kości od czterdziestu lat i przez ten czas przy każdej okazji staram się także edukować – mówi Andrzej Malec. – To materiał mało popularny, dlatego jeżdżę z kawałkiem gnata i pokazuję, z czego powstają nasze wyroby. W ostatnich latach dużo mówi się o recyklingu, a my w pewnym sensie wpisujemy się w ten trend od czterech dekad, wykorzystując odpady rzeźnicze.
Wspólnie z żoną Beatą oferują szeroki wybór biżuterii i drobnych przedmiotów użytkowych wykonanych z naturalnej kości. Choć nie są to elementy tradycyjnych strojów ludowych, ich pracownia posiada certyfikat marki regionalnej „Górolsko Swoboda produkt regionalny®”.




















































































Komentarze



