Kino na Granicy to nie jest zwykły przegląd filmowy, na którym można jedynie obejrzeć najnowsze oraz znane produkcje polskie, czeskie i słowackie. Festiwal odbywający się w Cieszynie i Czeskim Cieszynie daje przede wszystkim możliwość spotkania z twórcami, którzy nad Olzą chętnie dzielą się swoimi spostrzeżeniami i opowieściami, odsłaniając kulisy wielkiego ekranu.

    „Pan Nikt kontra Putin”

    W piątek 1 maja przed halą sportową w Czeskim Cieszynie zobaczyć można było długą kolejkę oczekujących na seans. Nagrodzony w tym roku Oscarem film dokumentalny „Pan Nikt kontra Putin” cieszył się wielkim zainteresowaniem – jak usłyszeliśmy, miejsca na widowni zostały zarejestrowane w ciągu kilku minut od rozpoczęcia rejestracji.

    To opowieść nagrana przez rosyjskiego nauczyciela w szkole w Karabaszu za Uralem, który pokazuje, jak zmieniły się lekcje po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Obraz dokumentuje postępującą w placówce, ale też całej miejscowości indoktrynację, wpływ propagandy na treść nauczania, a także często tragiczne historie ludzkie.

    – Ten film jest produkcji czesko-duńskiej, ale krajem, który zgłosił go do Oscarów, była Dania. Jednak warto podkreślić, że Pavel Talankin, który w bardzo dramatycznych okolicznościach opuszczał Rosję z nagranym materiałem, w 2024 roku przyjął azyl w Republice Czeskiej. Bardzo się cieszymy, że jako kraj mogliśmy mu zaoferować nowy dom i schronienie. Mamy nadzieję, że dzięki temu powstaną tutaj nowe przyjaźnie, nowe relacje i że będzie mógł tutaj tworzyć nowe filmy – mówił przed seansem Martin Novosad, czeski dyrektor programowy Kina na Granicy.

    Licznie zgromadzona widownia była jednak lekko zawiedziona – po seansie miało się odbyć spotkanie z udziałem Talankina, ale nie doszło do skutku. Jak podkreślili organizatorzy, laureat Oscara nad Olzę przyjedzie – będzie można go spotkać w niedzielę 3 maja o 13:30 w „strefie chillout” Kina na Granicy w Cieszynie, przy ul. Głębokiej 6.

    Więckiewicz i anegdota o jego roli w „Psach 2”

    Bohaterem jednej z retrospektyw filmowych tegorocznego przeglądu jest Robert Więckiewicz – popularny polski aktor, znany z między innymi takich filmów jak „Vinci” Juliusza Machulskiego, „Pod Mocnym Aniołem” Wojciecha Smarzowskiego czy „Kos” Pawła Maślony. 1 maja w trakcie debaty filmowej poświęconej jego twórczości opowiedział jednak anegdotę, która mocno rozbawiła widzów licznie zgromadzonych w Teatrze im. Adama Mickiewicza. Dotyczyła jego występu w filmie „Psy 2. Ostatnia krew” Smarzowskiego z 1994 roku:

    „To były moje absolutne początki, mniej więcej okres „Poznania 56” Filipa Bajona – wtedy po raz pierwszy naprawdę zrozumiałem, na czym polega praca z kamerą, kim jest reżyser i jak funkcjonuje plan filmowy. Jak się trzeba ustawić, co zrobić, jak w ogóle odnaleźć się w tej rzeczywistości.

    Rola w „Poznaniu ’56” wydawała mi się wtedy gigantyczna, mimo że była de facto… epizodem. Wtedy ogólnie grywałem właśnie takie postaci: pomocnik gangstera, jakiś tam partner złego bohatera… dla mnie był to jednak wielki świat kina.

    Pod koniec nauki w szkole aktorskiej, na samym początku tego „poznańskiego okresu”, dostałem telefon od pewnego drugiego reżysera. Powiedział, że Władysław Pasikowski robi nowy film – Psy 2. Nie trzeba tłumaczyć, co czułem. To była absolutna ekstaza. Miałem zagrać… pomocnika złodzieja (śmiech).

    Wcale mnie to nie zniechęciło, a nawet wręcz przeciwnie. Pomocnik złodzieja to przecież już coś poważnego! Drugi po złodzieju! (śmiech).

    Miesiącami czekałem na początek zdjęć, aż w końcu stanęliśmy na planie. To była jakaś droga szybkiego ruchu, stacja benzynowa z barem i scena, w której główni bohaterowie wchodzą, a zaraz po nich wychodzimy my: złodziej i jego pomocnik, czyli ja. Mamy ukraść Mercedesa i go kradniemy, tylko okazuje się, że to nie ten. To samochód głównych bohaterów, a w bagażniku jest broń. Oni ruszają za nami.

    Siedzimy więc w tym barze i nagle do środka wchodzą: Bogusław Linda, Cezary Pazura i Artur Żmijewski.

    Dla nas to byli bogowie. Po wszystkich filmach Pasikowskiego – „Krollu”, pierwszej części „Psów” – to były absolutne legendy. Ja z kolegą byliśmy sparaliżowani. Oni wchodzą, a my zamiast zgodnie ze scenariuszem wstać i wyjść, tylko gapimy się na nich jak zahipnotyzowani. Potrzeba było kilka dubli, żebyśmy to potrafili zagrać (śmiech).

    Potem dostałem kolejny fragment scenariusza – pomocnikom złodziei nie dawano całości, bo nie było po co (śmiech). To, co przeczytałem, wyglądało jak kawał rasowego amerykańskiego kina gangsterskiego: pościg, strzelanina, brutalna akcja. Linda zajeżdża nam drogę, wyskakuje z auta, wyciąga złodzieja przez okno. Z drugiej strony Pazura i Żmijewski obiegają samochód. Otwierają drzwi, Żmijewski wyciąga mnie za nogę, strzela mi w kolano, ja krzyczę, bryzga krew… no, totalna demolka.

    Cały dzień kręciliśmy tę scenę. Linda ćwiczył z kałasznikowem, huk strzałów niósł się po okolicy. Gdy wróciłem do domu, to wszystkim kolegom opowiedziałem, że grałem u Pasikowskiego z Lindą, Pazurą i Żmijewskim. Przez pół roku żyłem tą opowieścią.

    Aż przyszła premiera. Sala pełna znajomych. Wszyscy czekają. Pojawia się moja scena: z baru wychodzą dwie niewyraźne sylwetki, dwóch „krasnoludków”, równie dobrze mógł to być ktokolwiek. Potem jest ujęcie z przodu Mercedesa, ale szyba odbija światło, więc w środku nie widać, kto siedzi. Też to mógł być ktokolwiek. Zajeżdżają bohaterowie, Linda wyciąga złodzieja, ktoś otwiera drzwi, strzał w kolano, cięcie. Koniec sceny.

    I tak sobie siedziałem w tym kinie i myślę sobie: no nie odwrócę się, bo oni wszyscy siedzą z tyłu (śmiech). Okazało się, że u Pasikowskiego zagrało moje kolano. Bardzo porządne kolano, świetnie przygotowane charakteryzacyjnie, zakładanie „postrzału” trwało cztery godziny. No, ale jednak tylko kolano.

    Na koniec dodam – to, jak ja zagrałem twarzą tę scenę wyciągania mnie z auta, to… może nie zasługiwało na nagrodę w Gdyni, no ale na jakimś mniejszym festiwalu to nawet i tak. Okazało się jednak, że tego w ogóle nie było widać. Było tylko to kolano”.

    LARP, czyli kino dla „nerdów” też może być popularne

    Cieszyński przegląd to nie tylko wielkie produkcje i głośne filmy. Można na nim też obejrzeć nieco mniej medialne kino, co nie oznacza, że nie cieszące się sympatią publiczności. Jednym z takich filmów był „LARP. Miłość, trolle i inne questy” Kordiana Kądzieli.

    Film przedstawia historię Sergiusza – nastolatka zafascynowanego fantastyką, grami RPG i właśnie larpami. To skrót od angielskiego „Live Action Role Play” – fabularnej gry na żywo, w której uczestnicy wcielają się w postacie i odgrywają je w terenie. To pewna forma improwizowanego teatru, bez sztywnego scenariusza, której akcja toczy się najczęściej w fikcyjnych światach i uniwersach.

    Z widzami spotkali się w sobotę (2 maja) w Czeskim Cieszynie dwójka aktorów, Martyna Byczkowska i Maciej Bisiorek, oraz reżyser obrazu. Kądziela podzielił się dość zawiłą historią powstania filmu oraz opowiedział o swoich inspiracjach:

    Pochodzę z Głogówka na Opolszczyźnie, to miasteczko liczące około sześciu tysięcy mieszkańców. Tamtejsza scena larpowa była wtedy naprawdę niewielka — może piętnaście, góra dwadzieścia osób. To była grupa ludzi, którzy próbowali przenieść fascynację fantastyką i klasycznymi sesjami RPG przy stole do świata bardziej namacalnego — do larpowania, czyli odgrywania takich historii na żywo.

    Robiliśmy to trochę po omacku. Dziś larpy to już właściwie osobny świat, można wręcz powiedzieć — pewien rodzaj biznesu. Są sklepy z akcesoriami, bronią, zbrojami, kostiumami i całym mnóstwem świetnych gadżetów. Wtedy niczego takiego nie było.

    Improwizowaliśmy. Mieliśmy koce, wycinaliśmy w nich dziury na głowy, zarzucaliśmy je na siebie i przy odrobinie wyobraźni, a czasem może przy mocnym przymrużeniu oka można nas było pomylić z postaciami rasowych RPG-ów. Broń robiliśmy z rurek PCV. Dziś, gdy patrzę na zdjęcia sprzed dwudziestu lat, widzę, jak bardzo było to amatorskie, zwłaszcza w porównaniu z tym, jak wyglądają współczesne larpy.

    Ale może właśnie dzięki temu było w tym więcej przestrzeni dla wyobraźni. Po takich trzech dniach grania czułem, jak bardzo mnie to wciąga. Mimo skromnej oprawy ta immersja była ogromna. Czułem się, jakbym budził się z trzydniowego snu (śmiech). Byłem na kilku larpach, jeszcze gdy mieszkałem w Głogówku, ale potem wyjechałem na studia do szkoły filmowej w Katowicach.

    No i właśnie tam postanowiłem poruszyć ten temat, przygotowując krótkometrażowy film „LARP”. Można go znaleźć na Youtube. Już wtedy czułem, że przez zawieszenie między wyobraźnią a rzeczywistością można opowiedzieć historię bohatera, który trochę gubi się w świecie, a przy okazji pokazać konflikty pokoleniowe i wpleść w to historię miłosną. Do tego larpy są po prostu bardzo widowiskowe, mają w sobie ogromny potencjał filmowy.

    Zrobiłem ten film krótkometrażowy, ale kiedy zacząłem pracować nad pełnym filmem, poczułem, że nie wykorzystałem w pełni jego potencjału. Spośród wszystkich szkolnych etiud to właśnie po tym filmie miałem największy niedosyt. Czułem, że uciekło mi to, co najważniejsze – wnętrze bohatera, jego wyobraźnia, jego subiektywny świat. Byłem wtedy pod silnym wpływem kina Wesa Andersona, próbowałem naśladować jego estetykę, styl i ta etiuda była ciekawa wizualnie, ale miała dystans do bohatera. Zamiast wejść w jego głowę, obserwowałem go z zewnątrz.

    I to był główny powód, dla którego postanowiłem opowiedzieć historię Sergiusza raz jeszcze. Inaczej, bardziej subiektywnie, z jego perspektywy, oczywiście przy okazji rozbudowując świat przedstawiony. W krótkim filmie nie było miejsca choćby na pokazanie szkolnej rzeczywistości.

    To były dwie najważniejsze zmiany: poszerzenie świata bohatera i zmiana narracji na subiektywną.

    28. edycja Kina na Granicy kończy się w niedzielę, 3 maja.

      Komentarze



      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 ogłoszonego przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
      Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego