Krzysztof Rojowski
E-mail: krzysztof@zwrot.cz
W Cieszynie i Czeskim Cieszynie trwa 28. przegląd filmowy Kino na Granicy. 30 kwietnia nad Olzą można było spotkać takie sławy polskiego i czeskiego kina, jak Janusz Gajos, Filip Bajon, Robert Więckiewicz czy Iva Janžurová, którzy spotkali się z festiwalową publicznością.
Janžurová i „Jest pan wdową, proszę pana!”
Ivę Janžurovą, która w maju kończy 85 lat, można było między innymi spotkać po zmroku na Moście Przyjaźni, przed projekcją filmu „Jest pan wdową, proszę pana!” Václava Vorlíčka z 1970 roku.
– Bardzo się cieszę, że przyszliście tutaj państwo – to bardzo ciekawa sceneria do oglądania filmów, chociaż pogoda zbytnio dziś nie dopisała. Mam nadzieję, że organizatorzy nie będą się obrażać, jeśli państwo postanowią jednak wrócić do domów i posiedzieć w cieple – mówiła ikona czeskiego kina do zgromadzonej publiczności.
Aktorka wspominała też moment, gdy czytała scenariusz do tej produkcji. – Jechałam akurat poza Pragę na jakieś przedstawienie i nagle krzyknęłam „O! Podwójna rola!”. A po kolejnych minutach czytania znów krzyknęłam: „O! Potrójna rola!”. Chciałam, żeby wszyscy się z tego cieszyli, razem ze mną (śmiech) – opowiadała.
Odtwórczyni głównej roli w tej komedii science-fiction otrzymała za ten film nagrodę za najlepszą rolę żeńską na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Fantastyczno-Naukowych w Trieście.
– Twórcy zawsze mówią, że ich film jest najlepszy, ale o tym akurat się mówi, że jest najlepszym filmem całej epoki. Mam więc nadzieję, że będziecie się państwo dobrze bawić, dziękuję wam za to, że tu jesteście – mówiła na koniec Janžurová.

Bajon, „Kamerdyner” i anegdota Zaorskiego
W Teatrze im. Adama Mickiewicza można było obejrzeć film Filipa Bajona „Kamerdyner” z 2018 roku. To do tej pory ostatni obraz utytułowanego reżysera, który w tym roku jest bohaterem jednej z retrospektyw Kina na Granicy. Przed seansem odbyła się debata filmowa z jego udziałem, w której uczestniczyli też Marzena Mróz-Bajon, Janusz Zaorski, Robert Więckiewicz i Maria Gładkowska. Moderował ją Łukasz Maciejewski, polski dyrektor programowy przeglądu.
„Kamerdyner” to dramat historyczny, rozgrywający się między 1900 a 1945 roku na Kaszubach i opowiadający historię pogranicza. – Ja bardzo często poruszam w filmach temat granicy. Tutaj też ona jest i to ta, którą najlepiej znam z autopsji. Z jednej strony jest majątek Bazylego Miotke, granego przez Janusza Gajosa, a z drugiej majątek Von Kraussów. Znałem te polsko-niemieckie rodziny, w których wszystko się pozmieniało po kongresie wersalskim. Z jednej strony potrafiły się przyjaźnić, a z drugiej pojawił się obiektywny konflikt, w którym każda rodzina przeżywała inną tragedię w tym samym momencie – opowiadał reżyser.
Dyskusja dotyczyła jednak nie tylko samego filmu, ale także postaci samego twórcy. Nie zabrakło więc anegdot i opowieści – publiczności szczególnie przypadła do gustu historia poznania się obu reżyserów, rozgrywająca się na początku lat 70. ubiegłego wieku:
„Poznaliśmy się w 1972 roku na festiwalu w Łagowie – mam do niego ogromny sentyment, bo to był mój pierwszy festiwal, na którym prezentowałem swój pierwszy film i dostałem za niego pierwszą nagrodę. Ale nikogo tam nie znałem, nikt też nie znał mnie (śmiech). Zgłosiłem się do informacji i zapytałem, gdzie mam nocować. Nie zdawałem sobie sprawy, że wokół są hotele, jest też zamek, w którym można spać. Zaproponowano mi domek kempingowy. Oczywiście nie byłem w nim sam, powiedziano mi, że jest tam niejaki… Bajlon (śmiech). „To fajny facet, kierownik produkcji” usłyszałem.
No więc pojechałem do tego domku i istotnie poznałem tam Filipa. Szybka rozmowa i nagle zaczynamy opowiadać o naszych fascynacjach filmowych. Dyskusja schodzi na „Popiół i diament” Wajdy i co robimy? Bierzemy gaśnicę, odblokowujemy ją i odgrywamy rolę Drewnowskiego. Potem upojeni, połączeni filmem, zasypiamy.
Następnego dnia – wielka afera! Filip był wtedy studentem, a ja byłem już po debiucie filmowym. Mnie nic nie mogli zrobić, ale Filipa chcieli za ten wybryk wyrzucić ze studiów! Pomyślałem sobie, że muszę coś zrobić, miałem kilka prób dojścia do decydentów. No i dzięki temu wciąż może robić filmy i przyjeżdża na Kino na Granicy (śmiech)”
„Film to proces kreacyjny, często nieoczywisty”
O Filipie Bajonie opowiadał też ciekawie Robert Więckiewicz. Aktor debiutował na dużym ekranie w filmie z 1996 roku „Przyczynek do teorii językoznawstwa / Poznań 56”.
„Pamiętam, że cały czas chodził po planie w kombinezonie czołgisty (śmiech). Ja wtedy stawiałem dopiero pierwsze kroki w aktorstwie filmowym, wszystko było dla mnie nowe i ciekawe. Graliśmy scenę ataku na posterunek milicji obywatelskiej – to była trochę batalistyczna scena rozpisana na wiele miejsc i postaci. Tu trzeba było strzelić, tam przebiec, jeszcze gdzie indziej schować, bo wjeżdżał samochód. Czytając ten scenariusz zastanawiam się jak to zagrać?
Doświadczenie teatralne mówiło mi, żeby wszystko robić linearnie – od punktu A do B i C. U Filipa jednak było inaczej. Postawił mnie w jednym miejscu i mówi: „to jest twój punkt dojścia”. Pytam, gdzie zaczynam. „Poczekaj” – odpowiadał. Najpierw po prostu pokazywał wszystkim, jak scena się kończy, a dopiero później całą akcję poprzedzającą finisz. Uświadomiłem sobie, że film to jest rodzaj procesu kreacyjnego, który często jest nieoczywisty”.
















