indi
E-mail: indi@zwrot.cz
JABŁONKÓW / Andrzeja Malca znają wszyscy, którzy choć raz przeszli się między stoiskami na Gorolskim Święcie. Rzemieślnik z Ustronia od lat tworzy unikatowe ozdoby i przedmioty użytkowe z… bydlęcej kości. Razem z żoną Beatą prowadzi pracownię, do której plastik nie ma wstępu, a każdy drobiazg powstaje z jednego kawałka naturalnego materiału. Rozmawiamy z nim o pasji, technice i tym, co przyciąga ludzi do jego stoiska w jabłonkowskim Lasku Miejskim.
Skąd wziął się pomysł na tak niecodzienne rzemiosło?
To zaczęło się jeszcze w mojej młodości. Próbowałem rzeźbić w drewnie, ale chciałem robić coś innego, bardziej oryginalnego. Pewnego dnia zrobiłem dla dziewczyny wisiorek z kości – zainspirował mnie wieszak z kości, który miała u siebie w domu. I tak się zaczęło. Kość była surowcem, którego nikt nie obrabiał, musiałem wszystkiego uczyć się sam od podstaw.
To nie miałeś łatwej drogi…
Faktycznie. Obróbki drewna można się uczyć w szkole, można pytać starszych. Ale z kości nikt nic nie robił. Dla mnie to było wyzwanie.
Jak obrabiasz kość? To chyba nie jest łatwy materiał.
Na początku wszystko robiłem ręcznie, ciąłem kość piłką do metalu. Ale ojciec się zlitował i załatwił piłkę cyrkulacyjną. Potem zacząłem przerabiać narzędzia do metalu. Współpracuję z fajnym ślusarzem. Wiedza z „Mechana” w Cieszynie, którą to szkołę kończyłem, też się przydała. Kość jest twarda jak metal, ale krucha, więc trzeba było dobrać odpowiednie wiertła i narzędzia.
Wasze wyroby są kolorowe. Jak je barwicie?
Kość dobrze chłonie barwniki. Kiedyś używaliśmy naturalnych, jak łupiny cebuli, ale odcień był inny wiosną, inny jesienią. A klientki chciały powtarzalności. Dziś korzystamy z barwników chemicznych. Kolor, który zawsze się najlepiej sprzedaje, to czerwony.
Niezależnie od rodzajów barwników i tak nie jest to tradycyjne rzemiosło ludowe… Jak więc można was jako rzemieślników zakwalifikować?
Nie mamy statusu artysty ludowego. Etnografowie mówią, że u nas nie było tradycji obróbki kości. Ale robimy z naturalnych surowców, ręcznie, oryginalnie. Dlatego przyznano nam certyfikat „Górolsko Swoboda produkt regionalny®”
Czego z kości nie da się zrobić?
Kość jest pusta w środku, a ja nie doklejam, nie łączę. Wszystko robię z jednego kawałka. Nie da się więc zrobić przykładowo kieliszka ani, paradoksalnie… kostki do gry. Kostka do gry wymaga regularnego sześcianu, a każda kość jest inna.
A jakie wyroby są najtrudniejsze do wykonania z tego nietypowego surowca?
Zdecydowanie nakładki na klawisze organów kościelnych. Trzeba było zachować jednolitą grubość 2–3 milimetrów na całej powierzchni. Półtora roku myślałem, jak to zrobić. W końcu zrobiłem do maszyny specjalną przystawkę i się udało. Dziś współpracujemy z belgijską firmą skupiającą organmistrzów z całego świata.
To bardzo niszowe. A z czym przyjedziecie na Gorolski Święto?
Tradycyjnie będziemy mieli nasze stoisko z biżuterią, drobnymi wyrobami z kości – bransoletki, wisiorki, ozdobne guziki, zawieszki, kościane gadżety: dzwonki, breloki, pojemniki na ołówki. Czyli to, co zwykle najbardziej przyciąga wzrok. Ale będą też te bardziej użytkowe rzeczy jak noże do smarowania masła czy łyżki do butów.
Ile w tym wszystkim jest pasji, a ile pracy?
Jedno i drugie. Praca jest ciężka, ale daje satysfakcję. Największą frajdę mamy wtedy, kiedy ktoś nosi nasze rzeczy, cieszy się z nich i wraca po kolejne.









