Krzysztof Rojowski
E-mail: krzysztof@zwrot.cz
WISŁA / Przy otwarciu Beskidzkiego Centrum Narciarstwa im. Adama Małysza w Wiśle często pytano, w jakim stopniu jest to po prostu muzeum swojego patrona. Owszem, obecnie zdecydowana większość ekspozycji poświęcona jest osiągnięciom Orła z Wisły, ale też wielokrotnie wyrażano nadzieję, że z upływem czasu procent ten będzie się zmniejszał wraz z kolejnymi sukcesami jego następców.
Beskidzkie Centrum Narciarstwa w Wiśle – najważniejsze informacje
- Centrum im. Adama Małysza zostało otwarte 14 lipca 2026 roku.
- Można w nim zobaczyć Kryształowe Kule, medale, złote narty i samochód z Rajdu Dakar.
- Na zwiedzających czekają symulatory skoków i zjazdów narciarskich oraz gogle VR.
- Placówka prezentuje sukcesy Adama Małysza i innych sportowców z Beskidów.
- Inwestycja kosztowała blisko 26 mln zł, w tym około 17,8 mln zł dofinansowania unijnego.
Małysz góralem, rajdowcem, skoczkiem, przewodnikiem
Gdy przekracza się próg budynku znajdującego się w ścisłym centrum Wisły, tuż obok amfiteatru, wita nas… Adam Małysz. Taki wirtualny, spoglądający z monitora i mówiący do nas z wyraźnym wiślańskim akcentem. To dla postronnych może być nieco zaskakujące, gdyż zwycięzca czterech Pucharów Świata w mediach zawsze posługiwał się czystą polszczyzną. Tu jednak widać, że jest u siebie i mówi, jak do swoich.
Idąc dalej przez Beskidzkie Centrum Narciarstwa możemy zobaczyć coś nie mniej interesującego – samochód. Pierwszy, którym patron centrum wyruszył na Rajd Dakar. Z ekranu obok Małysz przemawia już ubrany w kombinezon rajdowy, a wokół na wizualizacji można zobaczyć piaski pustyni i wydmy. O niebezpieczeństwach Dakaru świadczy też mały, acz istotny szczegół – na samochodzie, przy nazwiskach kierowcy i pilota napisana jest grupa krwi jednego i drugiego rajdowca. – To wymóg dla wszystkich załóg, ale na szczęście rzadko się zdarza, by potrzebne było przetoczenie krwi – opowiadał Małysz w trakcie oprowadzania grupy dziennikarzy.
Na parterze znajdziemy też osobną salkę przypominającą o osiągnięciach Piotra Żyły, Pawła Wąska czy Kacpra Tomasiaka. Próżno jednak szukać jego krążków wywalczonych w tym roku w Mediolanie i Cortinie D’Ampezzo. – Kacper skromnie powiedział, że jeszcze nie osiągnął zbyt wiele, by się tutaj znaleźć. Ale będziemy go namawiać, by przekazał nam kopie swoich medali – mówił na konferencji prasowej Orzeł z Wisły.
Główna część ekspozycji znajduje się na piętrze. Tam możemy zobaczyć przede wszystkim najcenniejsze trofea multimedalisty olimpijskiego z Wisły, w tym cztery Kryształowe Kule za wygrane w Pucharze Świata czy medale z igrzysk w Salt Lake City i Vancouver, mistrzostw świata w Lahti, Predazzo, Sapporo i Oslo, a także mnóstwo jego pucharów i trofeów.
Złote narty i wirtualny świat
To jednak nie wszystko. Jak podkreślano na otwarciu, Beskidzkie Centrum Narciarstwa nie ma być wyłącznie muzeum Adama Małysza, chociaż jest to postać najbardziej utytułowana spośród wszystkich zimowych sportowców z regionu. To ma być instytucja, która będzie inspirować zarówno obecnych, jak i przyszłych sportowców.
Stąd na piętrze znajdziemy symulator 3D skoków narciarskich, za pomocą którego możemy skoczyć ze skoczni w Wiśle-Malince. Są też symulatory zjazdów alpejskich czy gogle VR umożliwiające wirtualną podróż po świecie sportów zimowych. Można też wcielić się w sędziego i ocenić skok na zawodach Pucharu Świata. Nie brakuje też różnych elektronicznych gadżetów, paneli, gier, słowem interaktywnej ekspozycji.
Spacerując po obiekcie, większość jego wyposażenia to jednak wciąż pamiątki z kariery Adama Małysza. Jest nawet słynna bułka z bananem – oczywiście sztuczna – przy której można dowiedzieć się o diecie sportowca i odpowiednim odżywianiu. Jest też mnóstwo zestawów nart, na których skakał Orzeł z Wisły, w tym jedne mocno wyróżniające się – złote.
– Przed igrzyskami w Salt Lake City mój menadżer z firmą Elan wpadli na pomysł, żebym startował na złotych nartach. Byłem murowanym kandydatem do złotego medalu, to miało pokazywać, jak jestem mocny. Chodziło o to, bym przed startem tylko zerwał zieloną naklejkę z desek, odsłaniając ten złoty kolor. Ja jednak źle się z tym czułem, dlatego tego nie zrobiłem – wolałem najpierw na skoczni coś pokazać – opowiadał były skoczek, który wówczas wywalczył brązowy i srebrny medal. Jak dodał, powstały dwa zestawy takich nart – jeden znajduje się właśnie w Wiśle, a drugi u prywatnego kolekcjonera w USA.
Centrum jest czynne od wtorku do niedzieli w godzinach 10:00 – 18:00. Znajduje się przy ul. Bulwar Księżycowy 1 w Wiśle, w bezpośrednim sąsiedztwie Amfiteatru im. Stanisława Hadyny. Szczegółowe informacje można znaleźć na jego facebookowym profilu.
„Pozytywny” początek inwestycji
Ciekawa historia wiąże się z pomysłem na budowę centrum. Na konferencji prasowej opowiedział ją burmistrz Wisły Tomasz Bujok.
– To było na samym początku pandemii. Adam do mnie przyszedł i powiedział o potrzebie zamknięcia swojej galerii, w której oglądać można było jego trofea. Takie pierwsze spotkanie dotyczące budowy tego miejsca zorganizowaliśmy kilka dni po pogrzebie Jerzego Pilcha, na którym byłem. Jak się później okazało, wróciłem z niego z koronawirusem, którym zaraziłem wszystkich uczestników tych rozmów, z mistrzem na czele. Wszyscy otrzymaliśmy wtedy pozytywne wyniki testów na koronawirusa – opowiadał włodarz miasta.
Budowa Beskidzkiego Centrum Narciarstwa pochłonęła łącznie blisko 26 milionów złotych. Była współfinansowana z budżetu województwa śląskiego – na otwarciu pojawił się marszałek Wojciech Saługa (na zdjęciu głównym obok Adama Małysza i Tomasza Bujoka) – a wykonawcami inwestycji były firmy Instal Cymorek oraz New Amsterdam.
Jak zdradził Adam Małysz, centrum mogło powstać zupełnie gdzie indziej. – Gdy przyszedłem wtedy pierwszy raz do Tomka (Bujoka, burmistrza Wisły – przyp. red.) to powiedziałem mu: słuchaj, muszę coś zrobić z tą moją galerią, tam mi brakuje miejsca. Mam nawet propozycję, by ją przenieść do innego miasta – zdradził. – Ja wtedy zbladłem – dodał z uśmiechem burmistrz. Nazwy tego miasta nie wyjawiono.
„Życzę miastu, by powstał jeszcze kolejny budynek, zapełniony od podłogi po sufit”
Chociaż Adam Małysz zakończył karierę 15 lat temu, to wciąż jest najbardziej utytułowanym skoczkiem narciarskim z Beskidów. Centrum ma być jednak ośrodkiem, który będzie promował także przyszłe sukcesy beskidzkich sportowców zimowych.
– Ja tu zdecydowanie będę się pojawiał i czasem oprowadzał niektóre grupy. Zawsze, gdy się o czymś opowiada, to te historie ożywają – mówił Małysz. – Chciałbym jednak, by tych utytułowanych zawodników przybywało i życzę miastu, by w przyszłości powstał jeszcze jeden budynek, zapełniony ich nagrodami od podłogi po sufit – dodawał.
Sam patron jest jednak bardzo zaangażowany w pracę instytucji. Opowiadał o tym na spotkaniu z mediami Tadeusz Papierzyński, prezes spółki Baseny Wisła, powiązanej z miastem i sprawującej pieczę nad obiektem. – To co obecnie tu prezentujemy, to około 1/4 jego pucharów, nagród, medali. Zresztą sam Adam co chwilę dzwoni, że znalazł jakąś jeszcze statuetkę, pamiątkę, puchar, więc jest tego ogrom. Chcemy też z czasem rotować tą ekspozycją, organizować też wystawy czasowe, by to miejsce wciąż żyło – opowiadał.
Patron wciąż popularny
Adam Małysz największe sukcesy odnosił w latach 2001-2003, gdy trzy razy z rzędu wygrywał klasyfikację Pucharu Świata. Do dziś jest zresztą jedynym skoczkiem w historii, któremu udała się ta sztuka. Całą Polskę ogarnęła wtedy „Małyszomania” – skromny skoczek z Wisły był wtedy uwielbiany przez kibiców, a jego starty śledził dosłownie cały kraj. Otwarcie centrum oczywiście było świetną okazją do wspomnień.
W trakcie zwiedzania podzieliłem się nawet z Małyszem pewnym wspomnieniem z początków „Małyszomanii”. Skoczka w sklepie spożywczym w Wiśle spotkał mój tata i gdy poprosił go o autograf, zawodnik wyciągnął z kieszeni cały plik podpisanych kartek. Wyciągnął jedną i ją wręczył.
– Wtedy jeszcze nie były powszechne aparaty i telefony, więc gdzie się nie pojawiłem, to zawsze były prośby o autograf. W domu więc siadałem, podpisywałem te kartki, pakowałem ich ze sto po kieszeniach na jedno wyjście. Tak sobie trzeba było radzić – wspominał olimpijczyk po latach.
Dziś oczywiście skala tej popularności mistrza jest dużo mniejsza, ale w żadnym razie nie mała. Były skoczek był oblegany na wydarzeniu przez media, a nawet gdy szedł pieszo do budynku, proszony był przez przechodniów o zdjęcie czy autograf. Nie odmawiał.





























