Krzysztof Rojowski
E-mail: krzysztof@zwrot.cz
CZESKI CIESZYN / Z rąk do rąk krążyły zdjęcia z klasowej studniówki w domu PZKO w Boconowicach; słychać było gwar rozmów o obecnych kolegach i koleżankach, ale też tych, których zabrakło. Było mnóstwo okazji do uśmiechów i wspomnień z czasów młodości. W środę (10 czerwca), po 50 latach od matury, spotkali się absolwenci Polskiego Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego.
Spotykają się co roku od dekady
Na spotkanie, które odbywało się w restauracji Cieszyńska w Czeskim Cieszynie, przyszło piętnastu absolwentów klasy kończącej edukację w Gimnazjum w roku szkolnym 1975/1976.
– Już od dziesięciu lat, gdy świętowaliśmy 40-lecie matury, spotykamy się co roku w gronie uczniowskim – mówi „Zwrotowi” Ewa Sikora, organizatorka wydarzenia. – Dziś, po kolejnych dziesięciu latach, gościmy także nasze trzy panie profesorki – Wandę Samek, Jadwigę Suchoń i Annę Kaczmarską. Oprócz nich z całego grona pedagogicznego żyją jeszcze tylko pani Aleksandra Miczkowa i pan Alojzy Kufa, którzy nie mogli jednak przybyć ze względów zdrowotnych. Ciepło wszystkich wspominamy, zwłaszcza naszego wychowawcę, świętej pamięci profesora Franciszka Morawca – dodaje.
Cała klasa liczyła 36 uczniów. – Dzisiaj przyszła piętnastka absolwentów, taki „trzon“, który w tym składzie spotyka się niemal corocznie. Kilka osób mieszka daleko poza regionem, chociaż nie wszystkim to przeszkadza – jeden kolega, mimo odległości, przyjeżdża co roku. Niektórzy jednak zerwali kontakt zaraz po maturze. Nie bardzo to rozumiem, zawsze mi się wydawało, że tworzymy zgrany kolektyw, ale cóż, widocznie niektórzy mieli inne odczucia. Zawsze jednak miło spotkać się choćby w mniejszym gronie. Mamy o czym rozmawiać – nie tylko o latach szkolnych, ale też o tym, ile komu przybyło wnucząt i w którym kolanie strzyka – opowiada z uśmiechem Sikora.
„Pod ławkami czasem były śmichy-chichy”
Spotkanie było emocjonalnym przeżyciem dla obecnych nauczycielek. Zarówno Wanda Samek, jak i Jadwiga Suchoń czy Anna Kaczmarska zaczynały w tamtych latach swoją pracę nauczycielską.
– Ja tę akurat klasę uczyłam tylko rok, bo na początku kolejnego roku szkolnego urodziła mi się córeczka. Bardzo miło jednak wspominam ten czas. Uczyłam fizyki, którą kończyłam w Ołomuńcu. Całą fizyczną terminologię musiałam przekładać sobie w głowie z czeskiego na polski, a czasem trudno było znaleźć odpowiednie słowo. Pod ławkami pewnie nie raz były śmichy-chichy – wspomina z uśmiechem Wanda Samek.
– My z Anią jesteśmy rówieśniczkami, chodziłyśmy do jednej klasy w gimnazjum, a potem do tego samego gimnazjum wróciłyśmy jako nauczycielki – najpierw ona, potem po roku ja – mówi nam Jadwiga Suchoń, która uczyła języka angielskiego. – Klasa się nam trafiła dobra, nie było z nimi żadnych problemów – zaznacza.
– Zdolni byli także sportowo – dodaje Anna Kaczmarska, która uczyła języka rosyjskiego oraz wychowania fizycznego. – Dobrze pamiętam Stasię, jedną z uczennic, która potem skończyła studia w Pradze na AWF. Bardzo się cieszyłam na spotkanie z nią dzisiaj, ale niestety, miesiąc temu zmarła – wspomina ze smutkiem.
Najważniejsze, że kontakt wciąż jest
Spotkanie toczyło się jednak w bardzo przyjaznej atmosferze, mimo dyskusji na niekiedy zmuszające do refleksji tematy.
– Najważniejsze, że wciąż mamy ze sobą kontakt. Także przez działalność w PZKO, gdzie często możemy się spotykać na różnych wydarzeniach i spotkaniach – kończy Wanda Samek.












