Na jego niedawnym pogrzebie zabrzmiało wiele przemówień. Pod niebo wynoszono rzeczywiste i wyobrażone zasługi zmarłego. Nic dziwnego, że w oku niejednego członka górniczej braci pojawiła się łza. Mnie także dopadła nostalgia, mimo że od ostatniej z trzech tysięcy dniówek spędzonych pod ziemią minęło już wiele lat.
Kiedy jednak opadły żałobne emocje, w mojej świadomości zaczął drążyć się robak wątpliwości: czy rzeczywiście trzeba aż tak bardzo opłakiwać mogiłę górniczego stanu?
Nie podważam faktu, że górnictwo odcisnęło na lewym brzegu Olzy wiele pozytywnych śladów. Nie mogę jednak przemilczeć, że pozostawiło po sobie także potoki łez wylanych z powodu tragicznych skutków wydobywania „czarnego złota”.
Ludzki koszt górnictwa
Najboleśniejsze były zatrważająco liczne tragedie ludzkie. Masowe katastrofy pochłonęły na przestrzeni dwóch i pół wieku setki ofiar śmiertelnych. Kolejne setki górników straciły życie w wypadkach przy pracy, wykonywanej w skrajnie niebezpiecznych warunkach.
Niebagatelną plamą na wizerunku tego niegdyś opiewanego zawodu są również tysiące górników, którzy wskutek silnego zapylenia płuc, długotrwałego kontaktu z maszynami wydobywczymi i szkodliwymi substancjami utracili zdrowie. Co więcej, wielu poszkodowanych musiało dochodzić należnych im rekompensat na drodze prawnej. Takie historie zdarzają się również dziś.
Zmiany nie do odwrócenia
Szkody górnicze w okresie powojennym całkowicie zmieniły krajobraz miejscowości położonych nad pokładami węgla. Niektóre z nich zostały niemal wymazane z mapy regionu. W gruzach legły między innymi stosunkowo nowy kościół w Karwinie-Solcy, dziewiętnastowieczny zamek oraz znany browar.
Skazany w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku na nieuchronną likwidację kościół pw. św. Jana z Alkantary został uratowany w ostatniej chwili wyłącznie dzięki politycznie odważnej, a do dziś niedocenionej interwencji proboszcza Ernesta Dostala.
Pamięć bez upiększeń
Podsumowując, okazuje się, że z uwagi na negatywne skutki działalności górniczej dla ludzi, zabudowy i środowiska niekoniecznie trzeba ronić łzy nad zgonem górniczego stanu. Nie wolno jednak zapomnieć o ludziach, którzy jako bohaterscy twórcy tej epoki stracili życie na posterunku pracy.
W okolicach Karwiny jest wiele miejsc przypominających o masowych katastrofach górniczych. I dobrze. Brakuje jednak pamięci o ogromnej liczbie górników, którzy ginęli pojedynczo w tragicznych wypadkach przy pracy. Sądzę, że należałoby dokładniej zbadać tę historię i w hołdzie tym bezimiennym ofiarom odkryć oraz ujawnić również tę smutną kartę z dziejów umarłego górniczego stanu.
Karol Mrózek



