Krzysztof Rojowski
E-mail: krzysztof@zwrot.cz
CIESZYN /30 fotografii, siódemka fotografów, 25 lat istnienia – Zaolziańskie Towarzystwo Fotograficzne w piątek (6 lutego) w Domu Narodowym pokazało efekty swojej pracy z ostatnich kilku plenerów. Wystawę jubileuszową z okazji ćwierćwiecza działalności grupy można wciąż oglądać.
Retrospektywa, ale nie z ćwierćwiecza
Na wystawie można podziwiać zdjęcia Mariana Siedlaczka, Nikoli Brabencovej, Izabeli Wacławek, Wojciecha Raczkowskiego, Wiesława Przeczka, Michała Wałacha oraz Michaela Ruckiego. – Nazwaliśmy tę wystawę retrospektywną, ale tu nie ma fotografii z całych 25 lat działalności, a mniej więcej pięciu-sześciu – wyjaśniał na początku wernisażu Marian Siedlaczek, prezes ZTF.
Siedlaczek przypomniał też pokrótce początki grupy. – Powstała w 2001 roku przy pionie fotograficznym sekcji literacko-artystycznej, która działała przy Zarządzie Głównym PZKO. Pierwszym prezesem był Kazek Branny, ja przystąpiłem do grupy jakoś w 2005-2006 roku. No i, niestety, w 2008 roku zostałem prezesem (śmiech) – opowiadał.
Jeżdżą po Polsce i świecie
ZTF rokrocznie wyjeżdża na tygodniowe plenery – często do Polski, ale też do innych europejskich krajów. – W zeszłym roku byliśmy w Toskanii, dwa lata temu również. Wcześniej mieliśmy plenery w Gdańsku, Wrocławiu, Krakowie, Lanckoronie, innych miejscach. O planach na ten rok nie myśleliśmy jeszcze – mówi w rozmowie ze „Zwrotem” Siedlaczek.
Wyjazdy te mają bardzo luźny, otwarty charakter. – Po prostu chodzimy po okolicy i odkrywamy różne zakątki. Najmilej wspominam plener we Lwowie w 2017 roku – to przepiękne miasto i są tam wspaniali ludzie. Byliśmy tam tydzień, mieszkaliśmy u dwóch Polek – to były wdowy, które dorabiały sobie do emerytury wynajmowaniem pokoi. Przewodniczką też była Polka, naprawdę miło spędziliśmy tam czas – podkreśla prezes towarzystwa.
Błyska flesz i gotowe
Grupa na każdy wyjazd zabiera ze sobą modelki, a jedną z nich jest Izabela Wacławek. – To nie takie trudne. Trzeba się trochę zrelaksować, odprężyć, patrzeć do obiektywu i zmieniać wyraz twarzy czy pozę – mówi z uśmiechem w rozmowie z naszym portalem.
Jak dodaje, w takiej pracy najważniejsze jest zaufanie do fotografa. – Na pierwszym swoim plenerze znałam jedynie Mariana Siedlaczka i tylko on mi robił zdjęcia. Teraz już ze wszystkimi chłopakami się znam, więc już się tak nie wstydzą (śmiech). To zaufanie musi być także po drugiej stronie aparatu – nie trzeba już pytać „hej, mogę Cię sfotografować?”, tylko po prostu się mówi „obróć się!”, a gdy się tylko popatrzę, to błyska flesz i gotowe (śmiech) – podkreśla.
Co ciekawe, na wystawie obejrzeć można także jedną fotografię wykonaną przez Izabelę Wacławek. – W ubiegłym roku byłam na piątym czy szóstym swoim plenerze. Wojtek Raczkowski zaproponował mi, żebym zrobiła kilka zdjęć jego aparatem – to dość kosztowny sprzęt. To też dowód na zaufanie (śmiech) – opowiada.
Żaden program nie zastąpi „duszy” fotografa
Dziś jest mnóstwo narzędzi, programów, aplikacji do obróbki cyfrowej zdjęć. Jak jednak podkreśla Michael Rucki, nie ściąga to odpowiedzialności fotografującego z wykonania dobrego ujęcia.
– Moim pierwszym nauczycielem fotografii był właśnie Marian Siedlaczek. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie w Polskim Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego w Czeskim Cieszynie. Mówił wtedy, że chociaż jest wiele różnych programów do obróbki zdjęć, to żaden z nich nie zastąpi „duszy” fotografa. Każdy w swoim oku ma własne kadry – można je zmienić, użyć do nich sztucznej inteligencji, zmontować, ale w efekcie gubi się gdzieś ta „dusza”. Każdy ma swoją wrażliwość, specyfikę ujęć, co widać doskonale na tej wystawie – podkreśla młody fotograf pochodzący z Bystrzycy, obecnie studiujący prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.
Rucki potwierdza też, że plenery towarzystwa mają bardzo otwarty charakter. – Pamiętam wyjazd do Włoch. Byliśmy oczarowani krajobrazami Toskanii do tego stopnia, że przez cały pierwszy dzień spacerowaliśmy i nie zrobiliśmy ani jednego zdjęcia (śmiech). Dopiero drugiego dnia uznaliśmy, że czas zabrać się za robotę (śmiech). Była tam bardzo ciekawa architektura – układała się w interesujące wzory, które dla różnych osób mogą znaczyć coś innego – wyjaśnia.
Fotograf przyznaje również, że o ile praca z modelką jest pewnym ułatwieniem – fotografuje się wszak kogoś znanego, a nie obcych, którzy mogą sobie tego nie życzyć – to istotna jest odpowiednia relacja między obiema stronami. – Właśnie Marian najlepiej potrafi pokazać, jak poprowadzić modelkę. To trochę jak z tańcem, z tą różnicą, że bez znaczenia jest to, kto fotografuje – mężczyzna czy kobieta. Ważne natomiast jest to, by fotograf był subtelny – gdy ingeruje za bardzo, modelka wychodzi sztucznie. Kluczem jest odpowiednie naprowadzenie, sprawienie, by modelka czuła się dobrze w kadrze – podkreśla Rucki.
ZTF otwarte na nowych fotografów
Towarzystwo zaprasza wszystkich chętnych do dołączenia. Grupa działa nieformalnie, nie ma składek członkowskich. – Teraz wszyscy robią zdjęcia telefonem, a mało kto umie je robić aparatem. A gdzie indziej się można tego nauczyć – i to za darmo – jak nie w Zaolziańskim Towarzystwie Fotograficznym? Można z nim wyjechać na plener i sporo się nauczyć – zachęca Izabela Wacławek.
Wystawę jubileuszową grupy można z kolei oglądać w Domu Narodowym w Cieszynie do 27 lutego.











