Z Jonaszem Milewskim rozmawiamy o pracy nad opowiadaniem poświęconym Wilhelmowi Koperbergowi, burmistrzowi Cieszyna z lat 1939–1945, którego życiorys odnalazł w archiwach Nadrenii i Westfalii. W rozmowie tłumaczy, dlaczego jego zdaniem trzeba przypominać także o tych postaciach, które nie mieszczą się w prostych kategoriach ofiara–zbrodniarz.


    Opublikowałeś jakiś czas temu opowiadanie o Wilhelmie Koperbergu, hitlerowskim burmistrzu Cieszyna. Skąd ten temat?

    Opowiadanie powstało, bo udało mi się dotrzeć do materiałów, które dały mi dużo wiedzy na temat jego życia w Cieszynie a także później, po wojnie. Opracowałem ten materiał w formie opowiadania. W polskich, polskojęzycznych materiałach nie ma dużo na temat Koperberga.

    Wilhelm Koperberg był burmistrzem Cieszyna praktycznie przez cały okres wojny. Przyjechał do Cieszyna we wrześniu 1939 roku, wyjechał 1 maja 1945 roku. A zbyt wielu informacji o nim nie było upublicznionych. Mało kto wiedział, co tu robił, czy był tylko zwykłym urzędnikiem, czy zbrodniarzem, jak jego historia wyglądała. Zacząłem więc grzebać na ten temat.

    I czego się dogrzebałeś? Był zbrodniarzem?

    To, kim był, to jest interpretacja faktów i tego, jak podchodzą do tego odbiorcy. W przeciwieństwie do bohaterki mojej książki o hrabinie Thun, postaci Kooperberga nie da się jednoznacznie „zaszufladkować”. Hrabina była postacią pozytywną, natomiast o okupacyjnym burmistrzu nasłanym przez hitlerowców raczej trudno coś dobrego powiedzieć.

    Nawet były takie komentarze, że po co w ogóle pisać na temat takiej postaci.

    No właśnie. Po co?

    Ja wychodzę z założenia, że wnioski wyciągamy zarówno z dobrych, jak i złych okresów historii. Zarówno dobre, jak i złe okresy historii na świecie miały miejsce. Dlaczego więc miałoby się o jednych pisać, a o drugich nie. Byłoby to unikanie tego tematu tylko i wyłącznie dla unikania. Bo ja głębszego sensu unikania trudnych tematów nie widzę. Coś, co się zdarzyło, coś, co miało miejsce, uważam za warte przypomnienia. Choćby tylko po to, żeby też wyciągnąć wnioski.

    Nie bałeś się, że zostaniesz napiętnowany, że promujesz hitlerowca?

    To nie jest promowanie. Fakt istnienia takiego człowieka i fakt sprawowania przez niego urzędu burmistrza, nie jest promowaniem. To jest po prostu opisanie postaci, opisanie sytuacji, która miała miejsce. W żadnym wypadku jakiegoś mojego emocjonalnego związania z tą postacią, z tym człowiekiem nie było. Więc nie uważam, że to jest promowanie tej postaci. Jest to po prostu, można powiedzieć, próba opowiedzenia o człowieku, który w Cieszynie przez sześć lat rządził, czyli odcisnął na tym mieście jakieś swoje piętno: swoich poglądów, swojego życia. Bo sześć lat bycia na stanowisku burmistrza w mieście to jest dość długo.

    I był to też ostatni burmistrz całego Cieszyna, co uważam, że warto też sobie przypomnieć.

    A, faktycznie! Od końca wojny, a więc od końca jego kadencji na stanowisku burmistrza, Cieszyn już nigdy nie był jednym miastem… Jakoś nie pomyślałam tak o tym…

    No właśnie. Ja też spojrzałem na tę postać między innymi przez ten pryzmat. Tak więc przez sześć lat on rządził prawą i lewą stroną Olzy.

    A czy ja się bałem napiętnowania? Ja się ogólnie nie boję napiętnowania. Czytelnicy mają prawo wyrazić swoje zdanie, jakiekolwiek by ono było. I też nie jestem takim człowiekiem, który się boi poruszać trudne tematy. Uważam, że trudne tematy też powinno się poruszać.

    Ktoś mógłby się zastanawiać właściwie po co? Po co grzebać w niemieckiej historii miasta?

    To jest bardzo dobre pytanie. Odpowiem ci na nie właśnie przez historię Koperberga.

    Koperberg urodził się w 1908 roku w Düsseldorfie. Chodził do szkoły prawniczej i uzyskał państwowy egzamin jako prawnik. Przed II wojną światową pracował w sądach, w instytucjach urzędowych Niemiec. Później przez kilka miesięcy pracował też jako nauczyciel urzędników gminnych. Był to więc po prostu prawnik, który pracował w urzędach.

    W 1939 roku został przeniesiony do Cieszyna na stanowisko pełniącego obowiązki burmistrza. Bo przedwojenny niemiecki wiceburmistrz, czyli Gabrisch, został burmistrzem, ale z racji tego, że miał żonę Żydówkę, po miesiącu go zdjęli ze stanowiska. No i właśnie Wilhelm Koperberg został z tego powodu do Cieszyna wysłany. Był pełniącym obowiązki burmistrza przez półtora roku, a później został już mianowanym burmistrzem.

    W 1945 roku ewakuował się razem z urzędnikami nietutejszymi. W sierpniu 1945 roku został aresztowany przez Brytyjczyków i internowany jako cywil. Stanął w 1947 roku przed komisją denazyfikacyjną, która miała stwierdzić, do której kategorii on się zalicza: czy zbrodniarz pod sąd wojenny, czy powinien być sądzony dalej. Miano stwierdzić, czy to był człowiek niewinny, czy jednak był winny, ale nie aż tak bardzo, żeby go nazwać zbrodniarzem i sądzić przed sądem wojskowym.

    Trafiłem na zapis przesłuchań, na spis jego oświadczeń a także na oświadczenia 24 świadków. Z Cieszyna, ale także spoza Cieszyna: członków rodziny Koperberga, cieszyńskich urzędników i najróżniejszych ludzi, którzy przez tę komisję denazyfikacyjną zostali uznani za wiarygodnych i niewspółwinnych reżimu hitlerowskiego.

    Ale Niemców czy Polaków?

    Niemców. Właśnie to mnie zastanowiło, że ci świadkowie byli wszyscy niemieckojęzyczni. No bo rodzina wiadomo – skoro rodzina, to Niemcy. Natomiast jeśli chodzi o pozostałych świadków to zeznawali cieszyńscy Niemcy. Między innymi dyrektor teatru, Gabrisch, urzędnicy, którzy w czasie II wojny światowej w ratuszu pracowali. Nie wiem, dlaczego nie było ani jednego zeznania polskojęzycznych cieszyniaków. Czy przez to, że już w Polsce była komuna? Bo tam gdzie sądzili Koperberga, gdzie była ta komisja, to była strefa brytyjska. Więc to już był ten okres, kiedy się wpływy brytyjskie i wpływy radzieckie tarły. Być może tamta komisja nie miała dostępu do świadków, którzy byli w komunistycznej Polsce, za żelazną kurtyną. Być może, ale, jak mówię, nie wiem. To są moje domysły, dywagacje. Faktem jest, że żadnego polskojęzycznego świadka nie było, nie został powołany albo nie zostały uwzględnione te zeznania, bo świadków było więcej, a z tych świadków 24 uwzględniono.

    No dobra, ale miałeś powiedzieć po co właściwie grzebać w takiej historii? Zwłaszcza, że są ludzie, którzy w tym mieście w jakiś sposób wyciągają na światło dzienne niemiecką historię z czasów dużo dawniejszych, aniżeli II wojna światowa i jest im to zarzucane i są za to piętnowani…

    I właśnie po to tę historię ja wyciągam. Bo jest to naprawdę uświadamiająca lekcja. Koperberg przyjechał do Cieszyna jako trzydziestolatek. W 1939 roku miał 31 lat. Jako prawnik, jako urzędnik i jako członek partii NSDAP, jako rezerwista w SA.

    Dlaczego on wstąpił? Wszystkie jego zeznania, to, w jaki sposób on argumentował całe swoje życie, pokazują, jak łatwo ludzie niezależnie od czasów są w stanie ulec ideologii, która jest nakierowana na rozbuchane emocje. Koperberg zapisał się do partii, bo był kryzys w Niemczech. Bo oskarżano elity, oskarżano też o sytuację ekonomiczną najróżniejsze grupki ludzi w Niemczech. To była świetna pożywka do tego, żeby hitlerowcy werbowali bardzo dużo ludzi, którzy ich popierali. Koperberg był synem właściciela firmy budowlanej. Ta firma padła. On jako student musiał ograniczyć naukę i wspierać finansowo rodziców. To, co działo się w tym czasie od strony ekonomicznej, wywołało u niego ogromną frustrację na system, który był dookoła. I przez to uwierzył w ideologię nazistów. A ideologia nazistów na początku wyglądała inaczej, niż my ją znamy już teraz z historii. Na samym początku miało to wyglądać wszystko bezprzemocowo. Więc młody prawnik Koperberg uwierzył, że pojawiła się nareszcie na świecie, w jego kraju, grupa ludzi, która ma szczytne idee i wie, w jaki sposób naprawić sytuację. Uległ wpływowi tej ideologii, zostały w nim wywołane takie emocje, że się zapisywał do najróżniejszych organizacji, między innymi do partii. Nadużycia hitlerowców umiał wytłumaczyć, bo nadużycia były i ludzie o tym wiedzieli. I je widział. Ale na tyle był sfrustrowany sytuacją ekonomiczną, jaka panowała w kraju, swoją sytuacją życiową i rodzinną, że zaciemniło to obraz tego, co tak naprawdę się dzieje.

    Hitlerowcy nie zaczęli mordować z dnia na dzień całej Europy. To był proces rozciągnięty na lata i musieli zdobyć poparcie ludzi, żeby później realizować swoją zbrodniczą propagandę. I w taki sposób młodego człowieka właśnie też złapali.

    W Cieszynie najprawdopodobniej zajmował się po prostu sprawami urzędniczymi. Mówię „najprawdopodobniej”, bo nie znalazłem na to wielu innych materiałów, ale tak zeznawał on i również powołani świadkowie to zaświadczyli. Jedną z takich rzeczy dobrych, które zrobił od strony tego, co mógł robić jako burmistrz, to remont generalny cieszyńskiego Rynku. W 1943 roku cała płyta Rynku była wymieniona i aż do ostatniego remontu to właśnie było to koperbergowe dzieło, tak byśmy to powiedzieli.

    Jeśli chodzi o jego zdrowie to był to człowiek schorowany. Cierpiał na sztywniejące zapalenie stawów, więc nie mógł być fizycznie zdolny do jakiejkolwiek służby wojskowej. W zeznaniach twierdził, że od roku 1938 był antynazistą i był człowiekiem, który jedynie po to, żeby utrzymać siebie i rodzinę w świecie, w którym żył, nie wypisał się z partii i pełnił role urzędnicze.

    To jest oczywiście jego opinia na ten temat. Nie mówię, że ja w nią wierzę albo nie wierzę, tylko to jest to, co on powiedział przed komisją denazyfikacyjną. I potwierdzają to też ci świadkowie, do których zeznań dotarłem. Wśród nich były też osoby, które były w obozach koncentracyjnych, a zeznania składały już po II wojnie światowej. Były nową administracją niemiecką, a nowa administracja niemiecka w strefie amerykańskiej czy brytyjskiej to były osoby najczęściej powoływane z antyfaszystów, czyli z opozycji względem faszystów. Więc można by było powiedzieć, że wiarygodne. Każdy sobie może sam uznać, czy to dla niego wiarygodne osoby, czy nie, ale takie osoby potwierdzały, że Koperberg rzeczywiście w rozmowach prywatnych był człowiekiem przeciwnym temu, co się dzieje.

    Spora odwaga w tamtym systemie, pełniąc funkcję publiczną, komukolwiek mówić, że się jest przeciw…

    Tak. Aż się wierzyć nie chce. I co ciekawe, Koperberg jest też osobą, która w pewnym sensie uchroniła Cieszyn przed zniszczeniem. Bo plany były takie, że jak zbliżał się front, jak już Sowieci szli na Cieszyn, to miasto miało się bronić. I Koperberg gorliwie przekonywał dowódców wojskowych, żeby Cieszyn poddać bez walki. I przekonał. Świadkowie zeznali, że rzeczywiście Koperberg o to zabiegał. Dlatego Cieszyn poddano bez walki i do miasta po prostu Armia Czerwona weszła i przeszła, a nie było walk w Cieszynie, co przyczyniłoby się do tego, że wiele budynków na pewno byłoby zniszczonych i wiele ludzi na pewno by zginęło w tym czasie.

    Koperberg miał żonę Klarę, która w Cieszynie zmarła i w Cieszynie jest pochowana. Jest na cmentarzu komunalnym grób, w którym ona leży. Ja wiem, który to jest grób, ale dzisiaj już tam leży też dodatkowo ktoś inny i nie ma siłą rzeczy wzmianki, że ona tam została pochowana. Jest ta wzmianka w księgach cmentarnych, więc można ustalić, który to jest grób.

    Tak więc on tutaj w Cieszynie zostawił żonę. Został przez komisję denazyfikacyjną zakwalifikowany do kategorii czwartej jako współpodążający, ale nie winny zbrodni wojennych. Więc ocena tej postaci to już jest rzecz, której ja się nie podejmuję. Moją rolą było to, żeby znaleźć informacje o nim. I podzielić się z Czytelnikami taką refleksją, że najróżniejsze ideologie są i najróżniejsi ludzie tym ideologiom ulegają.

    Niektóre ideologie nie są w rezultacie tak wielkim zagrożeniem, jakim był nazizm dla świata. I nie mają mocy, żeby realizować swoich zbrodni tak, jak to realizowali naziści. Ale myślę, że historia Koperberga jest takim ostrzeżeniem, że człowiek, który uległ propagandzie, tak naprawdę przekreślił swoje życie i dobre imię, bo dzisiaj nikt nie będzie go wspominać przez pryzmat tego, że coś dobrego zrobił, a jedynie przez pryzmat tego, że cały czas był trybikiem w wielkiej zbrodniczej machinie hitlerowców.

    Prowadził po II wojnie światowej smutne życie, był sam. Wyprowadził się z Düsseldorfu do niewielkiej miejscowości. Korespondowałem z tamtejszą gminą. Jest to mała miejscowość koło Stuttgartu. Jego dom stoi do dzisiaj, mieszkają tam inni ludzie, inni właściciele. Zmarł mając 52 czy 53 lata. Był przygaszonym człowiekiem, to wiem od tamtejszych ludzi. Być może mając cały czas z tyłu głowy, że był ważnym urzędnikiem w systemie hitlerowskim. To już domysły.

    I uważasz, że warto takie tematy poruszać? Choćby dla przestrogi i pokazania mechanizmu psychologicznego?

    Tak, uważam, że warto. Przede wszystkim po to. A to jest taki klasyczny przykład. Młody, sfrustrowany człowiek, który widzi, że dookoła źle się dzieje, swoje emocje kieruje nie w tym kierunku, w którym powinien. A jak widzi już, co się dzieje, jak widzi zbrodnie, to boi się z tego wycofać. Bo na pierwszym miejscu stawia swój komfort. Jakby nie było komfort rodziny, dobrze płatna praca. I boi się z tego wyjść, boi się wycofać. A później, jak już wiemy, jaki był rezultat po zakończeniu II wojny światowej, to się tłumaczy i opowiada o rzeczach, które zrobił dobre. I rzeczywiście, nie można powiedzieć, że nie zrobił dobrych rzeczy. No ale jednak wciąż był tym trybikiem w systemie hitlerowskim. Gdyby tego typu ludzie, którzy przestali wierzyć w hitleryzm, wycofali się, gdyby wszyscy mieli na tyle odwagi, to wojna nie wyglądałaby tak, jak wyglądała. Gdyby każdy jeden człowiek, który dostrzegł zbrodniczą istotę nazizmu, poszedł za głosem swojego sumienia, a nie tłumił swojego wewnętrznego głosu między innymi ze strachu, to historia byłaby zupełnie inna i dzisiaj dużo więcej ludzi by żyło.

    Więc jest to też opowiadanie, z którego można wyciągnąć wnioski. I między innymi dlatego uważam, że należy takie historie też przywoływać. Bo to nie są spektakularne historie, to nie są historie o tym, że ktoś heroicznie walczył w obronie innej osoby, albo to nie są te już jednoznacznie złe przykłady, że ktoś był zbrodniarzem wojennym. To jest historia zwykłego człowieka będącego pomiędzy. Taki, jakich było pewnie najwięcej. I to tacy ludzie dali moc tym, którzy byli zbrodniarzami wojennymi. Bo gdyby nie ich poparcie, a przynajmniej brak sprzeciwu, gdyby nie ich ciche wykonywanie rozkazów, to historia wyglądałaby inaczej.

    Opisywanie takich historii to jest rzecz, którą robię, żeby pokazywać, że na pierwszym miejscu powinien być człowiek. A dopiero później jego język, jego religia, jego status społeczny, jego stan portfela. Bo nieco jako społeczeństwo odwróciliśmy to. Są ludzie, są grupy ludzi, którzy oceniają najpierw przez pryzmat tego, w czym człowiek chodzi, jak jest ubrany, za ile jest ubrany, gdzie jada. Jest taka grupa ludzi. Druga grupa ludzi ocenia przez pryzmat tego, w co kto wierzy i czy wierzy tak samo jak oni, czyli „dobrze”, czy wierzy inaczej, to znaczy, że „żle”. A są też ludzie, którzy oceniają innych przez pryzmat języka, którym się posługują.

    A nie w tym kierunku powinniśmy iść. Zwierzęta tak na siebie nie patrzą, a my jesteśmy trochę bardziej zaawansowani niż zwierzęta… Więc na pierwszym miejscu jednak powinien być człowiek. To, co sobą reprezentuje: czy jest szlachetny, czy traktuje innych z godnością, czy traktuje innych z szacunkiem. A dopiero później jakim językiem się posługuje, jakie poglądy wyznaje, bo to jednak ma mniejsze znaczenie niż to, co sobą reprezentuje jako człowiek.

    Akurat jeżeli chodzi o element machiny hitlerowskiej, no to już samo bycie trybikiem tej machiny determinowało, jak traktuje innych ludzi, nie? To jest troszeczkę inaczej, niż możemy się patrzeć na współczesnego Kowalskiego i Cieślara patrzących na innych przez pryzmat statusu majątkowego, religii czy narodowości…

    Tak, to prawda, że to jest bardziej złożony temat, który jest wielowątkowy. Ja lubię zawsze powtarzać, że wśród niemieckojęzycznych ludzi, którzy w Cieszynie mieszkali, było mnóstwo szlachetnych ludzi. I to jeszcze daleko przed wybuchem wojny. To byli ludzie, którzy inwestowali w to miasto swoje serce. I były też dziady, które nic dobrego nie zrobiły, a wręcz przeciwnie. No ale przecież prawda jest taka, że tacy i tacy byli wśród mieszkańców Cieszyna z każdego kręgu językowego, narodowościowego. Czy wolno przypominać niemieckojęzycznych mieszkańców, biorąc pod uwagę to, co później zrobili naziści? Ja uważam, że wolno, bo nazistów oceniajmy za nazizm i ich czyny, a nienazistów nie oceniajmy przez pryzmat nazistów. Oceniajmy człowieka jako człowieka.

    No to na koniec: gdzie to opowiadanie można przeczytać?

    Na moim blogu.

    Zdradź jeszcze, gdzie dostępne są materiały, z których korzystałeś?

    Materiały są z Archiwum Państwowego Nadrenii i Westfalii. Tam jest cały zbiór materiałów. Ja je wszystkie też mam wydrukowane, w razie gdyby kiedyś dostęp zabrano, to ja mam wszystkie te zeznania świadków. Mam też zeznania Koperberga i decyzje komisji denazyfikacyjnej.

    Spotkanie autorskie z Jonaszem Milewskim 22 stycznia

    W czwartkowe popołudnie 22 stycznia w Księgarni u Wirthów w Czeskim Cieszynie odbędzie się natomiast spotkanie autorskie z Jonaszem Milewskim poświęcone jego książce o hrabinie Gabrieli von Thun und Hohenstein „Dobra Pani w złym świecie”.

      Komentarze



      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      [embedyt]https://www.youtube.com/embed?listType=playlist&list=UU4ZpGtOu3BljB-JQzl5W_IQ&layout=gallery[/embedyt]
      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Projekt finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu pn. Polonia i Polacy za granicą 2023 ogłoszonego przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
      Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego