indi
E-mail: indi@zwrot.cz
CZESKI CIESZYN / W czwartkowe popołudnie 8 stycznia w klubie „Dziupla” odbyło się inauguracyjne spotkanie reaktywowanego właśnie przy Miejscowym Kole PZKO Czeski Cieszyn-Centrum Cieszyńskiego Klubu Propozycji im prof. Karola Polaka. Karol Daniel Kadłubiec wygłosił wykład pt. „Od cieszyńskich Godów do pochowania basów”.
Ewa Sikora, witając prelegenta oraz słuchaczy, którzy wypełnili Dziuplę do ostatniego miejsca, wyjaśniła powody reaktywacji Klubu Propozycji, plany oraz to, kim był prof. Karol Polak i dlaczego reaktywując Klub Propozycji, nadała mu właśnie jego imię. Na pierwszym spotkaniu Klubu Propozycji obecne były córka i wnuczka patrona Klubu.

W trakcie wykładu prof. Karol Daniel Kadłubiec omówił nie tylko to, co dawniej robiono w okresie od Bożego Narodzenia do końca karnawału. Wyjaśniał, jakie są źródła i pierwotny sens poszczególnych obrzędów.
Skąd „gody” i czym były w dawnej tradycji
Kadłubiec tłumaczył, że określenie gody, godni święta ma antyczną proweniencję i nawiązuje do dawnego sposobu przeżywania przełomu roku i rytmu przyrody. Przywoływał Saturnalia i wyjaśniał, że były to dni radości. — godowania, to znaczy labowania, częstowania się, radowania się — wyliczał znaczenia tego słowa.
„Wieczerza”, nie „kolacja”
W trakcie całego wykładu przewijały się uwagi o języku. — Przez cały rok w Polsce mogą być kolacje, ale 24 grudnia może być tylko wieczerza. Mnie krew zalewa, kiedy w telewizji publicznej słyszę, że ktoś „zasiadł do kolacji wigilijnej” — grzmiał miłośnik tradycyjnej kultury i języka.
Kultura ma swoją gramatykę
W wykładzie Kadłubiec mocno podkreślał, że dawne świętowanie było uporządkowane. Miało swoje zasady, kolejność i konkretny „scenariusz”. — Kultura, podobnie jak język, ma swoje reguły gry, kultura ma swoją gramatykę — stwierdził.
Jako przykład podawał m.in. wigilijny stół: biały obrus jako znak sacrum, świeca i księgi, tradycyjny porządek siadania i przebieg wieczerzy. Wskazywał też na dawną zasadę, że od stołu podczas wieczerzy mogła odejść tylko gospodyni.
Pierwsza gwiazda i sens modlitwy w języku ojczystym
Etnograf wyjaśniał takie kwestie, jak to, dlaczego do wieczerzy siadano, gdy wypatrzono na niebie pierwszą gwiazdę. Przytaczał ludowe wyobrażenie gwiazdy jako „otworu w niebie”, przez który modlitwy mogą być „wysłyszane”. — Najważniejsze było, żeby były w języku zrozumiałym, to znaczy w języku ojczystym. Ponieważ tylko język ojczysty może doprowadzić do komunikacji człowieka z Bogiem — podkreślał.
Wolne miejsce przy stole, słoma w rogu i antyświat nocy
Kadłubiec wyjaśniał też sens wolnego miejsca przy stole. W dawnym myśleniu nie było ono przeznaczone dla niespodziewanego gościa, lecz dla zmarłych, którzy w tym szczególnym czasie mogli być wśród nas.
— Świadczy o tym choćby zwyczaj praktykowany do dziś u Hucułów. Są oni prawosławni, więc święta obchodzą 14 dni później, ale geneza zwyczaju jest ta sama, co u nas. Hucuł nie siednie przy stole wigilijnym na krześle bez tego, żeby do niego nie dmuchnął w obawie, by nie przysiąść duszy kogoś, kto w tym czasie mógł być wśród nas, choć pozostawał niewidoczny — wyjaśniał.
Przywoływał też obserwację z Bukowca, gdzie w rogu izby był snop słomy, co interpretował jako symbol czasu, który odszedł, był „nieżywy”, a więc związany z wymiarem zaduszkowym.
Siekiera, łańcuch i podkowa na progu. Skąd się wzięły i co symbolizowały?
Wśród przykładów dawnych praktyk wigilijnych pojawiły się też siekiera czy łańcuch kładziony pod nogami stołu. Kadłubiec tłumaczył, że wszystkie te przedmioty stanowiły element ochronny. Mówił o żelazie jako o materiale o znaczeniu apotropeicznym oraz o progu jako granicy między światem zewnętrznym a domem.
— Wiemy z różnych badań kulturowych, nie tylko w Europie, że żelazo było ważnym elementem ochronnym. Nazywa się to apotropeiczne. Chodziło o to, żeby przez próg nie dostało się nic złego do wnętrza domu — wyjaśniał prof. Karol Daniel Kadłubiec.
Jak dodawał, żelazo w postaci siekiery albo łańcucha miało chronić i „oczyszczać” przestrzeń, w której odbywała się wigilia. Zwracał przy tym uwagę, że np. podkowa nie była ozdobą, lecz zabezpieczeniem, ponieważ, jak podkreślał, próg był szalenie ważnym, granicznym miejscem pomiędzy światem zewnętrznym a wewnętrznym.
Kolędy wykrzykiwane i śpiewane
Prelegent rozróżnił też kolędy ludowe i religijne, a genezę samego słowa łączył z rzymskim „kalare” – „wykrzykiwać”. Podkreślał, że życzenia w kolędowaniu ludowym były głośne i właśnie wykrzykiwane.
Połaźnicy, kolędnicy, pastuszkowie i winszownicy
W dalszej części wykładu Kadłubiec prowadził słuchaczy przez kolejne etapy okresu po Bożym Narodzeniu. Mówił o tym, że od św. Szczepana pojawiali się połaźnicy z połaźniczką, czyli gałązką, którą zostawiano w domu i wykorzystywano później w praktykach ochronnych.
Wspominał również o pastuszkach, winszownikach i innych grupach chodzących w określonych dniach okresu godnich świąt przytaczając przykłady gwarowych tekstów przez nich recytowanych.
Trzej Królowie i symbolika liczb
Kadłubiec podkreślał, że 6 stycznia zamyka czas Godów i że znaczenie ma tu liczba 12. Wymieniał jej odniesienia m.in. do apostołów i miesięcy i mówił o końcu świątecznego okresu.
Prelegent wyjaśnił też, skąd się wzięli w tradycji Trzej Królowie. Mówił, że byli to astronomowie, postacie autentyczne. Wyjaśniał, dlaczego mowa o „mędrcach ze wschodu” oraz znaczenie liter C+M+B.
— Mówi się o Trzech Królach, ale właściwie byli to magowie, autentyczne postacie. Byli astrologami i wyruszyli ze wschodu, z Persji. Wyruszyli z Persji, dlatego mówi się o mędrcach ze wschodu, bo wobec Betlejem Persja leży na wschodzie — wyjaśniał prof. Karol Daniel Kadłubiec. — Perskim prorokiem był Zarathustra, który zapisał, że na świat przyjdzie Zbawiciel, gdy Jowisz znajdzie się w szczególnej koniunkcji z innymi gwiazdami. Oni to zobaczyli na niebie i dlatego przyszli, bo byli astrologami. Najpierw udali się do Jerozolimy, do Heroda, ale anioł im się objawił i polecił, by do niego nie wracali. Natomiast litery C+M+B pierwotnie nie oznaczały imion królów. Oznaczały formułę Christus mansionem benedicat, czyli niech Chrystus błogosławi temu domowi. Dopiero później utrwaliła się legenda o Kacprze, Melchiorze i Baltazarze — kontynuował rozszyfrowywanie poszczególnych symboli naukowiec.
Mięsopust i pochowanie basów: od zabaw do ciszy postu
— Szóstego stycznia kończą się Gody i zaczynamy karnawałować. Myśmy zawsze mówili nie „karnawał”, ale „mięsopust”. Pierwotnie mięsopust oznaczał trzy dni przed Środą Popielcową i chodziło o to, że było to żegnanie mięsa, bo później rozpoczynał się post. Wtorek przed Środą Popielcową nazywano też „śledziem”, bo śledź był symbolem postu — wyjaśniał.
Pochowanie basów określił natomiast jako zwyczaj, który przyszedł z Moraw, z Górnego Śląska i rozrósł się do formy obrzędu o „pogrzebowej” oprawie. — W ostatki były gazdowskie muzyki. Tańczyło się na urodzaj. Ktoś z kapeli wołał: „teraz tańczymy na pszenicę i wszyscy skakali w nadziei, że kto wyżej wyskoczy, ten będzie miał wyższe plony. Tańczyło się też na ziymioki, na kwaki i tak dalej — relacjonował etnograf.
Naukowiec wyjaśniał też sens 40-dniowego postu, odwołując się do ustaleń badań kulturowych, według których w tradycyjnym myśleniu Ziemia w tym czasie „jest brzemienna” i przygotowuje się do urodzaju, dlatego nie należy po niej skakać.
Dorota, Grzegorze i opowieść z Bukowca
W części o czasie karnawału przywołał też dawne zwyczaje z południa regionu: chodzenie „po Dorocie” z pieśnią („Za czasów panowania Cesarza Maksymiliana, żyła święta Dorota…”) oraz „Grzegorzy” – chodzenie po wsiach w celu zachęcania rodziców do posyłania dzieci do szkoły.
Zacytował także ludowe opowiadanie z Bukowca o „chladaniu wiosny” przez Macieja, Grzegorza i Matkę Boską, związaną z dniem 25 marca. Opowieść kończyła się puentą, że pojawienie się żab po dniu Matki Boskiej zapowiada rychłe nadejście wiosny. — Jeżeli za dniem Matki Boskiej wylezą żaby, to za niedługo już była wiosna — przytaczał ludowe wierzenie.














