Sylwia Grudzień
E-mail: sylwia@zwrot.cz
Dziś (30 listopada 2025) przypada setna rocznica urodzin Jana Gazura (1925-2011) – jednego z najbardziej rozpoznawalnych świadków historii na Zaolziu, bohatera opisanego przez Melchiora Wańkowicza w „Bitwie o Monte Cassino”, a przede wszystkim człowieka, którego życie i słowa na zawsze zapisały się w pamięci całych pokoleń mieszkańców naszego regionu.
Jego los był jednocześnie typowy i absolutnie wyjątkowy. Typowy – bo jak tysiące młodych Zaolziaków został uwikłany w wir wielkiej historii, nie mając wpływu na wojenną politykę. Wyjątkowy – bo jako jeden z nielicznych zdołał wyrwać się z narzuconej mu roli żołnierza Wehrmachtu i stanąć po stronie, z którą czuł się związany od urodzenia.
Chłopak, który wbrew wszystkiemu zachował własną tożsamość
Postać Jana Gazura często bywa przywoływana jednym krótkim cytatem: „Nie strzylejcie, jo je Polok!”. Te słowa stały się symbolem odwagi i desperacji, ale w rzeczywistości kryje się za nimi o wiele więcej niż tylko dramatyczny moment z wiosny 1944 roku.
Jan Gazur, młody chłopak z Piosecznej, miał zaledwie siedemnaście lat, gdy wojna wyrwała go z rodzinnego domu i zmusiła do przywdziania munduru Wehrmachtu. Zrobił to nie z przekonania, lecz z przerażającego braku wyboru, charakterystycznego dla wielu młodych Zaolziaków. Podpisana przez jego rodziców volkslista miała ocalić rodzinę przed tragedią, jaka spotkała najstarszego brata Antka, deportowanego do obozu koncentracyjnego.
Trudno sobie dziś wyobrazić ciężar tej decyzji – i tego, jak młody Janek musiał nauczyć się żyć z jej konsekwencjami.

Między życiem a śmiercią – dzień, który zmienił wszystko
Wiosną 1944 roku znalazł się pod Monte Cassino, w miejscu, gdzie niemieckie bunkry i alianckie szturmy tworzyły jeden z najbardziej krwawych dramatów II wojny światowej. To właśnie tam, wśród zamieszania towarzyszącego niemieckiemu wycofaniu, Janek postanowił zrobić rzecz, która w oczach wielu graniczyłaby z szaleństwem: uciec z niemieckich pozycji i przedostać się do Polaków.
Czekał w ciemnym bunkrze, samotny, wystawiony na pastwę losu. Wiedział, że każdy ruch może skończyć się dla niego śmiercią. Kiedy w końcu nad jego bunkrem pojawili się żołnierze z 2. Korpusu Polskiego, musiał błyskawicznie podjąć decyzję, od której zależało wszystko. To właśnie wtedy z jego gardła wydobył się ten rozpaczliwy, ale prawdziwy okrzyk. Te słowa uratowały mu życie. Ale też otworzyły drogę do polskiego munduru.
Żołnierz 2. Korpusu – z niemieckiej broni do polskiego orzełka
Po przejściu na stronę polską Jan Gazur został przesłuchany, odbył krótkie szkolenie i został wcielony do 3. Dywizji Strzelców Karpackich. Od tego momentu walczył już jako polski żołnierz. Walczył na linii Gotów, pod Bolonią. Został odznaczony Krzyżem Walecznych. Nie był to jednak koniec jego wędrówki – po wojnie trafił do Anglii, a do rodzinnego domu wrócił dopiero w 1947 roku.
Wrócił – choć wcale nie musiał. Wybrał jednak powrót. Bo Zaolzie było dla niego czymś więcej niż miejscem urodzenia: było ziemią, w którą już jako chłopak zdążył wrosnąć korzeniami.

Życie po wojnie: skromność zamiast heroizmu
Choć jego wojenne losy mogłyby stworzyć legendę, Jan Gazur nie szukał splendoru ani uznania. Pracował w kopalni, żył skromnie i niechętnie wracał do wojennych wspomnień. Dopiero z czasem, kiedy jego dzieci dorosły, a wnuczki zaczęły zadawać pytania, zaczął opowiadać więcej. Z czasem szkoły i organizacje zaczęły zapraszać go na spotkania. W mundurze, zawsze przygotowany, bez patosu opowiadał o tym, co znaczy strach, odpowiedzialność, wybór i sumienie.
Pamiątki, dokumenty, zdjęcia – ślady niezwykłej drogi
W rodzinnych zbiorach Jana Gazura zachowały się listy pisane z frontu, fotografie z okresu służby, odznaczenia, mundur, a także pierwsze wydanie „Bitwy o Monte Cassino”, które Jan kupił, będąc jeszcze w polskim wojsku. Pamiątki te, wraz z fragmentami jego wspomnień oraz relacjami syna Józefa Gazura i wnuczek – Anety Biłko Gazur oraz Aliny Hasan – tworzą niezwykłą opowieść o życiu i losach „Jasia z książki Wańkowicza”.
Wszystko to znajdziecie Państwo w pełnej, rozbudowanej wersji reportażu w listopadowym numerze miesięcznika „Zwrot” w rubryce „Pamiątka rodzinna”.
Komentarze



