Halina Szczotka
E-mail: halina.szczotka@zwrot.cz
Aktualna sytuacja na świecie nie pozwala na podróżowanie, ale na szczęście o podróżach wciąż można czytać. Zainteresowanych zapraszam na mojego publicznego Instagrama @marta_bocek_poetycko
Poetyckie pamiątki z podróży
Muzyka sfer
Najcudowniej kręcić się z zadartą głową
tuż pod ogromną kopułą
bazyliki Hagia Sophia
tak jak w dzieciństwie
gdy pod gwiaździstym niebem
wypełnia cię muzyka sfer
pod wirującym sklepieniem
Szkoda że zaraz obok
przy wejściu do Błękitnego Meczetu
tysiące foliowych woreczków na buty
tworzy osobne konstelacje
u bosych stóp turystów
Nie musimy patrzeć w gwiazdy
nasza plastikowa przyszłość
ściele się nam pod nogami
Stambuł, Turcja
Małpi chichot
Jaka szkoda że na Skale Gibraltaru
jest tak głośno
odgłosy klikania telefonami
młot pneumatyczny z placu budowy
trąbienie samochodów
i warkot odlatujących samolotów
W takiej tonacji
trudno kontemplować ogrom skały
niepowtarzalnej jak gdyby wypluło ją morze
niechcianą
lub odrzucił Herakles
jako zbędny balast w kieszeni
No i te małpy-bezogonki
niby-leniwie wypatrujące okazji do kradzieży
tak tylko na sportowo
by nie wyjść z wprawy
A więc to tutaj był nasz horyzont zdarzeń
tu kończył się starożytny świat
a mgliste góry w oddali
mogły biedaczyskom wydać się starcem Atlasem
narzekającym na łupanie w krzyżu
Bardzo prosto i pięknie kończył się nasz świat
właśnie tam gdzie
najlepiej słychać jedyną odpowiedź
na ludzkie sentymenty i ubolewania –
małpi chichot matki historii
Gibraltar

Zero
Dla odkrywców to była
lodowa Ultima Thule
Ziemia na krańcu świata
Dla Juliusza Verne’a
tutaj było wejście
do środka Ziemi
Dla turystów dzisiaj to:
ale drogo
wychodzimy zjemy kanapki
ja cię kręcę ale widoki
patrzcie to foki
uwaga zaraz wytryśnie
ta babka na stacji benzynowej to Polka
raz się żyje
wchodzimy do słynnej Błękitnej Laguny
pierwsi to byli Wikingowie
gejzery tędy
a wodospady tam
No naprawdę
zero poezji
Islandia
Jerozolima – impresja
Spośród wszystkich miast, w jakich miałam możliwość zostawić cząstkę siebie (albo raczej one, te miasta, zostawiły kawałek siebie we mnie), dotychczas najdłużej dźwięczy we mnie jedno.
Chodzi o miasta-migawki, w których przebywa się przez chwilę, ledwie parę dni, włóczy się po ulicach, rozgląda się na boki na nieznanych sobie przejściach dla pieszych, stara się rozpaczliwie zapamiętać “punkty zaczepne” na tkance każdego miasta – wygląd domów, kształt ulicznych latarni, atmosferę miejskich placów, dźwięk kościelnych dzwonów, zapachy targowisk i kawiarni, smak lokalnego piwa, panoramę, jaka roztacza się z najwyższej wieży i oczywiście… twarze i język mieszkańców.
Ile z tego udaje się zapamiętać i przechować w sobie? Czy to od czegoś zależy? Czy miasta, jak ludzie, potrafią zauroczyć?
Jeśli tak, to z pewnością tak działa Jerozolima. Wieczne miasto, choć to brzmi oklepanie. Czy chodzi o ogromne historyczno-społeczno-religijne zaplecze? To jest gleba, na której miasto wyrosło. Ono ukształtowało jego dzisiejsze oblicze, które pokochałam od razu, od pierwszego spojrzenia, które kierowałam z … Ogrodu Mormonów na Górze Oliwnej. Dziwnym trafem, który znają chyba wszyscy miłośnicy podróży na własną rękę, znaleźliśmy się w tym opuszczonym ogrodzie-cmentarzu, a potem jeszcze wyżej, gdzie obok nielegalnego miniwysypiska śmieci była mała wysepka przestrzeni niczyjej. I wtedy nastąpił fenomenalny zachód słońca.
Rozświetliła się złota kopuła Meczetu na Skale, zawtórowały temu jakże pasujące do tego tony muzułmańskich wezwań do modlitwy. Z wielu minaretów, niedopasowane, rozpoczynały się o różnej porze, tworząc dysonanse o dziwnym, niezaprzeczalnym uroku. Obok nas przystanęła na chwilę jakaś furgonetka, wyszli z niej dwaj mężczyźni i na krótko podziwiali tę grudniową ceremonię zakończenia dnia. A potem znowu byliśmy sami, tylko w oddali słychać było piski dzieci, które nie chciały zakończyć zabaw i wracać do domów.
Pomyślałam – co jeśli zamkną ten mormoński ogród, którędy wtedy wrócimy? Lekkie zakłopotanie tylko przydało pikanterii całemu wieczorowi. Wiatr zelżał, zaczęły zapalać się kiczowate neonowe światełka na jerozolimskich minaretach. Już w półmroku wracaliśmy znowu przez ten ogród, aż w dolinę, gdzie znajdują się najdroższe kwatery cmentarne na świecie, bo tuż pod jerozolimską Złotą Bramą, zapieczętowaną aż do dnia Sądu Ostatecznego. A później znowu pod górkę, do Starego Miasta, którego trzewia mieliśmy poznawać następnego dnia.
Nie bez zafrasowania pomyślałam o tym samym, o czym pisała pisarka Maria Kuncewiczowa przebywająca w Jerozolimie – że oto tyle pokoleń moich przodków myślało o tym miejscu podczas swych modlitw, wyobrażało je sobie, a oto teraz ja, bez żadnej specjalnej zasługi, jestem. Tu.
Każdy z nas niósł w sobie tę małą rysę w duszy, doświadczenie miasta. Tamtego wieczoru zobaczyliśmy pooraną przez wieki twarz Jerozolimy i wydała się nam ona równie piękna i tajemnicza, jaka musiała się zdawać Dawidowi, gdy od pewnego Jebuzyty kupował teren naturalnego plateau, zwany górą Moria, a dziś Wzgórzem Świątynnym.

Ludzie pustyni
kiedy patrzyłam jak gwałtownie prowadzą pick-upa
po ruchomych piaskach pustyni
z jakim zapamiętaniem przygotowują
beduiński posiłek w cieniu ogromnej skały
z jakim spokojem rozpalają ognisko
w namiocie z koziej sierści
kładą żeliwny czajnik częstują piekielnie słodką
beduin whisky
a po naszemu herbatą
jak oczami ciemnymi jak pustynna noc
radośnie patrzą w przyszłość
choć nigdy nie opuszczą swojego wadi
w końcu do szczęścia wystarcza im zupełnie
mocna herbata papieros ciepła galabija
i pomięty bakszysz od zachodniego turysty
to gdzieś na dnie serca
zapytałam
czy oni nie są szczęśliwsi?
pustynia Wadi Rum, Jordania

Pszczoły Agamemnona
Dzisiaj duch tego miejsca
żyje w grubych leśnych pszczołach
one nie czytają legend
nie wiedzą co wykminili ludzie od historii
pamiętają układanie kamieni i wkładanie ciała
pszczoły weszły w historię
równie lekko jak kopuła zbudowana bez zaprawy
najpierw nerwowe później przywykły
że otwarto im ul na oścież
gdy z szaleńczym bzyczeniem
podlatują do ludzi bardzo blisko
słychać pogłos dawnych imperiów
tylko tyle bo grobowiec
- jak wszystko co ludzkie -
jest ogromnym bluffem historii
i wewnątrz do oporu świeci
pustką
Grób Agamemnona, Mykeny, Grecja

Cieszyńskie jaskółki
Szybują młode cieszyńskie jaskółki
jak lekko jak rozkosznie
ponad całym miastem ich rozedrgany świergot
powietrze pełne migających średników
tak bardzo doceniają świeżość życia
Och być tak jaskółką
porzucić codzienny smog
pozszywać skrzydłami przestrzeń
rozerwaną przez niepotrzebne kłótnie
szybować w radości
ponad tymczasowym szwem granic
jak wody Olzy
dalej i dalej
bez opamiętania
Miejsce
Rozpięte pomiędzy
dołami a góraliją
trwam
jak szprycha w kole
toczę się – w pędzie niewidoczne
a przecież mam swoje końce
i skoro ojczyzny są dwie
jak matki piersi
dlaczego żądacie jednej?
niech pozostanę więc
Zaolziem
rowkiem między piersiami
co tak pobudza wyobraźnię
Utwory z Instagrama @marta_bocek_poetycko i inne, dotąd niepublikowane
Tagi: Marta Bocek



